Mateusz Puchała Mateusz Puchała
29
BLOG

Tusk, jednak na tarczy.

Mateusz Puchała Mateusz Puchała Polityka Obserwuj notkę 12

Coraz dziwniejsze stają się informacje które przedostają się do mas, czyli do nas, z toczących się negocjacji w sprawie traczy antyrakietowej.

Jeszcze dwa tygodnie temu wydawało się, że rozmowy utkwiły w martwym punkcie. Rząd stawiał twarde (niemożliwe do spełnienia?) warunki i czekał na reakcję. Nie musiał czynić tego długo. Amerykanie, na taki obrót sprawy postanowili zaprosić do gry Litwinów i też czekać. Reakcji ekipy Tuska nie doczekali się, ale za to dotarł do nich emisariusz z Pałacu Prezydenckiego - Pani Fotyga. 

Nie wiadomo o czym Fotyga rozmawiała, wiadomo natomiast, że mocno dała się we znaki ta wizyta, polskiej stronie negocjującej. Panowie byli tak, zdenerwowani, zaskoczeni?, że nie pamiętali nawet, czy o tej wizycie wiedzieli. Być może nawet, nie wiedzieli, że wiedzieli. I chyba dlatego, byli tak obrażeni na Pana Prezydenta, ponieważ cały ten lot do USA, obnażył jacy to z nich "zawodowi negocjatorzy".

Jakie są efekty tego lotu? Nadal nie wiadomo. Rozmowy co prawda przyśpieszyły, dziś nawet, zostaliśmy potraktowani informacjami, że tarcza już dogadana, a Tusk rozmawia o szczegółach z amerykańskim ambasadorem. Następne godziny jednak, pokazały, że rząd nie zamierza ustępować. Przynajmniej, tak twierdzi.

O co więc chodzi? Amerykanie maja dawać za mało? Być może. Znani są przecież z tego, że jeszcze nikomu zbyt dużo to nie nadawali. Jednak mam jakieś takie nieodparte poczucie, że w tych negocjacjach, strona polska bardziej przejmuje się tym, jak ewentualna zgoda przełoży się na „słupki POarcia” niż tym jak skutecznie doprowadzić to tego, aby się o to nie musiano obawiać. Czyżby negocjatorzy nie wierzyli w swoje możliwości? Czy znów możemy oglądać kolejny dowód na ich nieprzygotowanie? Wydaje mi się, że niestety tak. Tusk więc ma czego się obawiać, ponieważ, bądźmy szczerzy, ten rząd nie dostanie od Amerykanów  nic ponadto, o czym by oni nie rozmawiali z rządem poprzednim. Twardy orzech do zgryzienia. Tym, bardziej, że w razie fiaska rozmów, Tusk zapewne straci, jeżeli już nie stracił, wiarygodność w oczach Wuja Sama. Czy przypadkiem tego nie dotyczyła wizyta Fatygi w USA? Czy przypadkiem, nie miała być ona sygnałem, do zmUSA? Czy przypadkiem, nie miała być ona sygnałem, do ponadto iany przez Amerykanów polityki wobec tego rządu? Czy nie był to sygnał w stylu – „nimi się nie przejmujcie, rozmawiajcie z nami”? Jasne, że bez Tuska, tarcza nie powstanie, ale chodzi tylko o sygnał, o bodziec. Sygnał ten, jeżeli rzeczywiście miał miejsce, został prawidłowo odczytany. Premier dla którego groźba alienacji  byłoby zdecydowanie nie na rękę, postanowił działać.

No i zaczęło się. Fotyga została skrzyczana, wyzwana, pomówiona, znaczy się normalna procedura tego rządu miała miejsce i tym razem. Stawiam w tym miejscu hipotezę, że tarcza z została dogadana. I, że dzisiejsze zapowiedzi amerykańskich mediów nie były falstartem, ale zbyt wcześnie wystrzelonym fajerwerkiem, który tylko zapowiada to co ma się nieuchronnie zdarzyć.  Wiadomo, że najlepszym bodźcem do działania jest strach. Zasada ta sprawdziła się i tym razem. Teraz tylko, trzeba jakoś to porządnie sprzedać, Nowak, już mówi, że poprzednicy chcieli dopłacać (wcześniej było, że brali za darmo – daje do myślenia, zmiana argumentu) no i nie od razu – dzisiejsze „niby nie”.  

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka