Emacton Emacton
82
BLOG

Podwórkowa mentalność

Emacton Emacton Polityka Obserwuj notkę 1

Środa, 2 grudnia 2009. Podwórko jednego z osiedli pewnego miasta w zachodniej części województwa mazowieckiego. Przybyła na miejsce ekipa remontowo-budowlana „instaluje” się przed rozpoczęciem prac wymiany chodnika przy jednym z okolicznych bloków.

Niby nic specjalnego. Zdejmują stare, „zabytkowe”, płyty chodnikowe, odsłaniając ziemię zakrytą ponad siedemnaście lat. Przyjeżdża ciężarówka wypełniona paletami z kostką w kolorze siwym i czerwonym. Następuje wyładowanie towaru. Czterech pracowników rozpoczyna układanie nowej nawierzchni.

Mija kilka dni. Nałożone kilka metrów. Mieszkańcy okolicznego bloku starają się utrzymać równowagę przechodząc po wyżłobionym od deszczu piachu. Robotnicy pracują. Wyrównują grunt za pomocą deseczki, układają kilka kostek. Przerwa. Papierosek. Kolejne kilka kostek, przerwa, papierosek. Przybywa „nadzorca”, który zapala papierosa. Wymuszona przerwa, papierosek. W ciągu kilku godzin zrobione około pół metra chodnika.

- Czy panowie zrobicie cały okoliczny chodnik, czy tylko tutaj? - pyta mieszkaniec okolicznego bloku.

- Tylko tutaj – odpowiada zaczepiony pracownik. - Bo spółdzielni nie stać na wszystko.

Mija kilka dni. Robotnicy wyszli już zza ściany bloku. Pozostało jeszcze jakieś dziesięć metrów gruntu, na którym będzie kostka. Pierwszy dzień „widocznej” pracy to kilka godzin roboty przerywanej papieroskiem, rozmową, żartami, staniem, siedzeniem, patrzeniem i, co oczywiste, kolejnym papieroskiem. Kostka, położona około trzy metry, nie dochodzi do starych jeszcze, również oczekujących na remont, schodów. Ale to nie jest najgorsze. W pozostałej części nagiego gruntu są aż dwie studzienki...

Kolejny dzień. Robotnicy ochoczo zabierają się do pracy. O dziwo, mimo spodziewanych mizernych efektów, „obrabiają” jedną studzienkę, drugą. Oczywiście widać dziury w kostce. Ale to nic. Czym jest pięciocentymetrowa dziura (albo kilka dziur), w porównaniu z zapotrzebowaniem na przerwę, papierosek. W ciągu całego dnia pracy wypalane kilka paczek fajek, co równa się z kilkunastoma około pięciominutowymi przerwami. I to oczywiście, jeśli nie zjawi się „nadzorca”.

10 grudnia 2009. To samo osiedle, to samo miasto, ten sam chodnik. Godzina siódma minut dwadzieścia trzy rano. Zza okna dobiega odgłos młotka. To robotnicy „wyrównują” kostkę. Piski, trzaski. To robotnicy tną kostkę, by wypełnić luki przy studzienkach. Kilka chwil później huki, trzaski, silnik – to robotnicy maszynką-ugniataczką wyrównują kostkę.

Zdesperowani mieszkańcy, ciekawi, ile jeszcze potrwa remont chodnika, pytają się jednego z robotników.

- Panie, taki chodnik, to można szybko zrobić – mówi przedstawiciel lokalnej społeczności.

- Ale my nie na jakość, tylko na dniówki robimy – odpowiada lekko zirytowany wścibstwem lokatora robotnik.

No tak. Na dniówki. I czym więc się tu dziwić, że polskie budownictwo się ociąga, że nie ma pieniędzy na nowe, że autostrady idą powoli. Co się dziwić, że świeżo wybudowane drogi rozpadają się po krótkim czasie od ich oddania (oczywiście z wielką polityczną pompą), jeśli dniówka ważniejsza niż jakość...

---

W końcu. Amen. Skończyli prace „na widoku”. Godzina trzynasta minut trzydzieści. Ciekawy dalszych postępów w pracy wyglądam przez okno klatki schodowej. Stoi ciężarówka na stare płyty chodnikowe, rozkopane duże schody. Jeden z robotników – grubszy usuwa resztki starej nawierzchni. Trzech innych? Jeden siedzi, drugi patrzy, trzeci stoi, opiera się o kabinę ciężarówki. Ręce pod głową, normalnie wczasy. Przerwa, papierosek.

Emacton
O mnie Emacton

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka