Stało się. Chwilę temu padła odpowiedź na najważniejsze pytanie (o kategoriach tej ważności postaram się napisać później). Premier Donald Tusk pozostanie premierem.
Zastanawiamy się, czemu premier zrezygnował z kandydowania. Sam stwierdził, że nie chce dostać się do prestiżowego fotela bez instrumentów rządzenia. Bo musi dalej kontynuować politykę "zielonej wyspy". Bo w piątek, czyli jutro przedstawi swój nowy program gospodarczy, by utrzymać się na papierowym plusie.
Inni mówią, że to efekt zagrożenia komisją hazardową, że podczas kampanii wyjdą brudy. Brudy, które powiedzą nam, że to, co mamy dziś, to tylko wierzchołek góry lodowej.
Minister Paweł Wypych z Kancelarii Prezydenta i europoseł Jacek Kurski mówią, że to tylko gra na przeczekanie do wiosny, gdy premier, podobnie jak niegdyś nasz były prezydent, "usłyszy głos ludu, który wzywa do startu".
Ja jednak mam inną teorię. Może chodzi o to, by to pan Olechowski dostał się do prezydentury? Jako że prawdopodobnie został wyrzucony ze stanowiska "podawacza herbaty" w klubie Bilderberg, chce jakoś pokazać byłym kolegom, że na coś się jeszcze nadaje. A może to sami klubowicze powiedzieli naszemu premierowi, by nie stwarzał problemów i nie stał na drodze? Bo tak na dobrą sprawę premier nie przedstawił racjonalnych powodów, tylko mydlił nam oczy swoimi ambicjami gospodarczymi. Więc odsunie się z drogi, by wykonywać swój plan gospodarczy. Na placu boju pozostanie tylko kilku mniej lub bardziej liczących się graczy. I właśnie dlatego "całkowitym przypadkiem" Olechowski dostanie się do drugiej tury i wygra wybory. By mógł podać sobie herbatkę.
Chciałbym się mylić.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)