Emacton Emacton
47
BLOG

Piesek z syndromem bagietki

Emacton Emacton Polityka Obserwuj notkę 0

Środa, zbliża się godzina 19. Po zapoznaniu się z wieściami ze świata, wylogowawszy się z serwisów, wyłączam komputer. Włączam telewizję. Końcowe napisy serialu, obok zapowiedź zbliżającego się nowego wydania serwisu informacyjnego. Jeszcze tylko słowo od sponsora i jedziemy.

Na początek czołówka, co dziś w programie: zabójstwo gen. Papały, rozprawa sądowa rozpoczęta (wg mnie kolejna sprawa z tych nierozwiązywalnych, gdzie dzieją się cuda, a dojście do prawdy czy sprawiedliwości oddala się z sekundy na sekundę); bestialskie zabójstwo policjanta w Warszawie (ja mam tylko jedne rozwiązanie tej kwestii), sejmowa batalia o zakaz palenia w miejscach publicznych (jestem za), pies wyciągnięty z kry lodowej wyrusza w pierwszy rejs po Bałtyku.

Zwykle, wg tego, czego nauczyłem się podczas studiów, w "zajawce" pokazuje się najważniejsze tematy, które będą przedstawione w wydaniu. Ostatniej kwestii z listy, nieszczęsnego psa przygody na morzu, poświęcono kilka ujęć wideo prawie bez komentarza.

Jako człowiek młody i ciekawy świata, niczym filozof, zastanawiam się czasami, co mi daje zalew informacji, z którymi spotykam się od początku mojego aktywnego zainteresowania się polityką.

Słyszę często w tzw. mainstreamie, że ktoś dostał jakąś posadę, że ktoś został usunięty z jakiegoś stanowiska, że ktoś się z kimś sądzi. Czasami błaha z pozoru sprawa urasta do rangi ogólnokrajowej, wręcz globalnej. Najzwyklejsza sprawa personalna jest komentowana przez wszystkich wokół, jakby to od niej miały zależeć dalsze losy naszej planety.

Przykładem ostatnich dni dla „głównych” spraw jest właśnie wspomniana kwestia psa uratowanego przez ratowników. Dowiaduję się ostatnio, że cały świat o tym opowiadał. Cieszyć się należy jedynie, że (przynajmniej wg moich informacji) nie był to temat dyskusji któregoś z rodzimych programów publicystycznych. Bo wtedy byłaby to już skrajna przesada.

Ja rozumiem, że serwis informacyjny ma określony czas trwania, że wszystko jest ustalone przez jakiś z góry ustanowiony harmonogram, jednak wydaje mi się, że jako „zapychacz” znalazłoby się wiele innych, ważniejszych spraw.

Po wystąpieniu premiera Tuska, w którym ten poinformował, że nie będzie kandydatem na prezydenta, poczułem, jakby wszyscy zapomnieli o formalnych zasadach wyboru na ten urząd. Pomijam tutaj fakt, że tego dnia w serwisach informacyjnych prawie trzy czwarte czasu antenowego było poświęcone kwestiom dotyczącym tego, dlaczego premier się wycofuje, czy aby na pewno, kto go zastąpi i czy ma jakieś szanse. Od tamtej pory mam wrażenie, że cała procedura wyborów prezydenckich została ograniczona tylko do tego, kto zostanie nominowany jako zastępca Tuska. Jakby sprawa jednej organizacji i jej wewnętrznych problemów dotyczyła każdego obywatela naszego kraju, niezależnie od tego, czy obywatel ten głosować na kandydata Platformy będzie. I tak słyszymy o mapach drogowych, o wewnętrznych wojenkach posła Palikota. Teraz wychodzą informacje, jakoby prezydent i premier mieli iść na ugodę i razem zrezygnować ze startu w wyborach.

Podobnego typu sprawy mają miejsce również poza granicą kraju. Wczoraj jako jedna z głównych informacji było podane, że Roman Polański wraz ze swoją żoną, w przerwie kręcenia filmu w domu, nagrał piosenkę. Dzisiaj jednak pojawiła się wiadomość, jakże pilna, że Sarah Palin czyta z ręki podczas programu telewizyjnego.

Ze wspomnianą panią Palin wiąże się oczywiście ubiegłoroczna kwestia dotycząca nowo wybranego prezydenta USA, Baracka Obamy. Zapewne pamiętają Państwo, jak cały świat z zapartym tchem poszukiwał psa dla swoich córek, w ramach wypełnienia obietnicy danej im przed wyborami.

Te i wiele innych, podobnych spraw uzmysławiają mi, że powstaje pewien schemat, pewien syndrom. Ja nazywam go syndromem bagietki. Polega on na tym, że np. media przyłapują Baracka Obamę kupującego w sklepie bagietkę zamiast zwykłych bułek kajzerek. Normalnie, wiadomość taka, uznana za sensację, pojawiłaby się jedynie (jeśli w ogóle) w tabloidach. Niestety bardzo często pojawia się we wszystkich mediach, nawet tych uważanych za poważne.

Podobnie jest w momencie, gdy ktoś znany, na przykład polityk, powie coś publicznie. Nawet jeśli jest to zwykłe przejęzyczenie, poddawane jest to szczegółowej analizie, w wyniku której w kolejnych serwisach informacyjnych poświęca się temu czas. Występują wtedy różnego rodzaju eksperci, którzy przedstawiają wyniki swoich przemyśleń, nierzadko całkowicie odmiennych od pierwotnych zamierzeń.

Zadać sobie należy pytanie, co z tego, że coś się „takiego” stało? Czy to, że jakiś szeregowy człowiek został rzecznikiem partii, da mi i wielu ludziom pracę? Czy to, że ktoś otrzymał jakieś inne wewnętrzne stanowisko partyjne, poprawi nasz byt? Szczerze wątpię.


 

Pozostaje jedynie zaapelować do przedstawicieli mediów, by zaostrzyli kryteria istotności wiadomości, by starali się ograniczać ilość pseudo-sensacji. A jeśli miałoby to spowodować, że nie byłoby sensu robienia kolejnych serwisów informacyjnych, to może jest to droga? Może dzięki temu niby-strajkowi, wszystkie te „gwiazdy”, o których mowa, zorientowałyby się, że nikogo tego typu ich sprawy nie interesują i wzięłyby się do jakieś porządnej, wymiernej pracy, a jałowe spory o kwestie marginalne rozwiązywałyby we własnym, prywatnym gronie, bez fleszy i kamer?


 

Mam nadzieję, że kiedyś, gdy włączę serwis informacyjny, dowiem się tylko konkretnych i istotnych dla mnie i dla wielu rzeczy, a nie tylko zwykłej tablotyki, że nie będę musiał, tak jak dziś, w poszukiwaniu ważnych informacji przełączać kanału na ten jedyny, nadawany z Torunia (w którym - kanale - mimo wszystko ciekawe rzeczy mówią).

Emacton
O mnie Emacton

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka