Kłótnia tu, kłótnia tam, że tamten jest lepszy, że ten jest głupi, że tamten zrobił tak, a my zrobiliśmy tak...
Jeszcze Olejniczak, który probuje wybić się spod gruzów własnego wizerunku i zrobić polityczną szopkę.
Ja powiem tak. Nie ma co się gryźć. Niezależnie od tego, kto wygra wybory prezydenckie małe widzę szanse na to, że coś się u nas w kraju zmieni.
Gdy wygra Jarosław Kaczyński, to prawdopodobnie będzie ciąg dalszy wojny o byle pierdoły, jak to miało miejsce przed kwietniem, np. o samolot, kiedy to Platfusiaki zarzekały się, że wróci samolot po Prezydenta Lecha, by też mógł polecieć do Brukseli, a gdy już mieli odsyłać samolot, to walnęli bliżej niezrozumiałą gadkę, z której wynikało, że coby nie zrobili, to i tak wina Pisiaków i tych złych Kaczków.
Gdy wygra Bronisław Komorowski, to z dużą pewnością mogę powiedzieć, że nic się nie zmieni. Sielanka, lato, wakacje... i tak do następnych wyborów. Bo gdy słyszę, że rząd chce mieć współpracującego prezydenta (jak w przedszkolu: "proszę Pani, a on nie chce się podzielić swoim własnym rowerkiem, niech go Pani pobije, bo pójdę obrażony na cały świat"), bo ma tyle projektów ustaw i tylko nasz Platfusiakowy prezydent od żyrandoli jest gwarantem wpychania tych ustaw, to ja powiem Państwu tak: wygra Bronek, no i nic z tego nie będzie, czas będzie leciał, a ustaw nie będzie, a jeśli będą, to mają trzy opcje:
- rzucą doraźną myśl ustawy (np. ultraszybkie wyjście z Afganistanu), chwilkę poczekają, jakieś opinie sondażowni, kurz opadnie i się wycofają
- rzucą jakąś całkowicie nikogo nie obchodzącą ustawę o byleczym dla samego faktu podbicia sobie licznika wydanych ustaw (np. deptanie trawników)
- rzucą ustawę, ale nie dojdzie do jej przyjęcia bo się wycofają, czytaj: wina PiSu
Więc w sumie nie wiem, o co ta wojna. Ludzie, zaczęły się wczoraj wakacje, dajcie se siana, jedźcie na wakacje, dajcie nam od was wszystkich odpocząć; od Pisiaków, od Platfusiaków, od Peeselków i od Komuchów z seseldu. Bo ja już od jakiegoś czasu nie mogę patrzeć na was, nie mogę słuchać waszych bredni, waszych kłótni o byle pierdołę, kto jak kogo powiedział, kto jak kogo wyzwał, kto kogo do sądu podał, to nie BigBrother, tylko poważna sprawa wagi państwowej! Konkurs talentów i wybory miss polonia to chyba po wakacjach.
Dajmy sobie też nowelizajcę prawa wyborczego, by podczas kampanii wyborczej był zakaz mówienia o politykach, polityce, rodzinach polityków od piątku od godziny 20:00 do poniedziałku do godziny 6:00, bo ludzie już są zmęczeni słuchaniem tych litanii i syzyfowej pracy polegającej na odpieraniu zarzutów przeciwników, co mało sraczki nie dostaną, bo muszą komuś dopiec:
Ludzie, kocyk, bujane krzesełeczko, herbatka, gazetka (może być krzyżówka) i spokój mi tutaj...



Komentarze
Pokaż komentarze