Mamy szopkę z dopalaczami. Nagle. Cud się stał, ludzie zaczęli się truć. Ja wychodzę z najprostszego założenia, przedstawię go na następującej metaforze:
Dajmy na to, że małe dziecko (do 7 lat) ciągle chce dotknąć gorącego garnka. My, jako osoby dorosłe, cały czas staramy się do tego nie dopuścić, bo może się poparzyć, czy w inny sposób zrobić sobie krzywdę.
Jednak wszelkiego rodzaju pogadanki, że garnek może go poparzyć, że wyląduje w szpitalu, że coś tam, nie działają, bo co my, rodzice, możemy wiedzieć? On wie lepiej, Tomek mógł, to i on może. Więc przepraszam bardzo, ale w tym szaleństwie też jest metoda.
Już mam dosyć twojej upierdliwości. Chcesz dotknąć garnka, proszę cię bardzo, dotknij, ja nie odpowiadam za twoją głupotę, garnka dotykasz na własne ryzyko. Tylko pamiętaj, wspomnisz moje słowa, gdy będzie cię bolało, gdy będą cię operować. Co mówiła matka? Co mówił ojciec? "Nie dotykaj, nie podchodź, niebezpieczeństwo".
Bo co? Mam mu spuścić manto? Przecież nie można, bo ustawa tego zabrania. Mam mu dać szlaban?No gdzie tam, bezstresowe wychowanie obowiązuje. Mam dać mu wejść mi na głowę? No gdzie, miejmy jakieś zasady.
A jako, że życie zwykle poznajemy przez doświadczenia, proszę cię bardzo, droga wolna. Dotykaj gorącego garnka do woli, bierz noże, dźgaj się do woli, możesz nawet zrobić mi na złość i podczas spaceru wyrwać mi się z ręki i wskoczyć pod tramwaj. Jeżeli masz takie zapotrzebowanie, proszę bardzo, droga wolna.
Ja umywam ręce.
---
Poprawione,
Pozdrawiam



Komentarze
Pokaż komentarze (2)