Zbliża się ofensywa ustawodawcza, którą już od dawna zapowiadał premier. Ofensywa, której od dawna oczekiwałem. Niestety, znając nasze polskie realia i prawdziwą, populistyczną naturę PO, nie spodziewam się radykalnej zmiany w życiu. Oczywiście mam nadzieję, że się mylę, oraz że działania zmierzające do zmian, jak również same przemiany będą dla mnie zachętą na ponowny wybór przedstawicieli grupy rządzącej w najbliższych wyborach parlamentarnych.
Wśród szumnie zapowiadanych pakietów ustaw znalazła się jedna, dość specyficzna, jak na nasze rodzime warunki sprawa. Sprawa in vitro. Z tego, co się orientuję, ma być przygotowanych około 5, bądź więcej projektów. Od skrajnie liberalnej z SLD, poprzez umiarkowaną z PO, do skrajnie konserwatywnej z PiS.
Właśnie. PiS. W dzisiejszych Sygnałach Dnia, pan poseł Bolesław Piecha, były wiceminister zdrowia w rządzie PiS, stwierdził, że jeśli ktoś jest katolikiem, nie powinien popierać in vitro. Metoda ta, jako sprzeczna z naukami Kościoła Katolickiego powinna być więc całkowicie zakazana. Opcjonalnie można się zgodzić na system „adopcji” już, dotychczas powstałych zarodków, by je odmrozić i pozwolić żyć, a nie niszczyć i wyrzucać.
No, wspaniale. Tylko, czy pan poseł był łaskaw zauważyć, że nie wszyscy w Polsce są katolikami? Poza nimi pozostają osoby innego wyznania, jak również dość liczne grono ateistów. Nie sądzę, by dobrze było, gdyby nagle z bliżej nieznanych im przyczyn zostali pozbawieni jednej z szans na szczęśliwe życie. I to tylko dlatego, bo grupie osób o określonym światopoglądzie, z którym nie wszyscy muszą się zgadzać (wg zapisów Konstytucji RP o wolności sumienia), metoda in vitro się nie podoba.
Podobnie rzecz ma się z samymi katolikami. O ile dobrze mi wiadomo, każdy człowiek, wg nauk Kościoła, jest obdarzony wolną wolą. W samych prawdach wiary jest powiedziane, że Bóg za dobre wynagradza, za złe karze. Czy nie lepiej by było, gdybyśmy zdali się na własne sumienie osób chcących dokonać zabiegu in vitro? Przecież idąc tym tokiem rozumowania, to oni będą sądzeni za swoje czyny, nikt inny. Tak samo decyzję o tym, czy zastosować in vitro, czy adoptować dziecko z domu dziecka powinniśmy zostawić tylko osobom zainteresowanym, czyli potencjalnym rodzicom. Państwo ze swej strony nie powinno w żaden sposób ograniczać wyboru wolnym jakby nie było obywatelom.
Tak samo sprawa ma się z problemem aborcji. Decyzja o poddaniu się aborcji powinna być jedynie w gestii kobiety, jeśli jest pełnoletnia. Oczywiście kobieta ta, zanim się zdecyduje na jakikolwiek krok, powinna być, jeśli wyrazi taką potrzebę, poinformowana o możliwych skutkach takiej a nie innej decyzji. Jeśli mimo wszystko zechce poddać się zabiegowi, to nam jako państwu nie pozostaje nic innego jak nie przeszkadzać.
Każdy, niezależnie od wyznania i światopoglądu ma własne sumienie. Nikomu nic do tego, jakie życie dana osoba prowadzi, jakie decyzje w życiu podejmuje. A jeśli ma stanąć kiedyś na Sądzie Ostatecznym przed Bogiem, to, wg zapisów Biblii, osoba ta stanie przed Bogiem sama. Nie potrzebuje adwokatów ani tu i teraz, ani wtedy.
Jedyną kwestią, nad jaką powinni zastanowić się posłowie jest to, czy in vitro powinno być refundowane czy nie.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)