A ja się cieszę i jednocześnie smucę. Bo teraz są wybory samorządowe, czyli wymieniamy prezydentów, burmistrzów, radnych takiego a takiego szczebla, marszałków województw zdaje się też. I to jest bardzo dobre.
W mojej okolicy jest sobie człowiek, który jest marszałkiem województwa. Przy każdych jednych wyborach startował. Dostał się nawet na posła obecnej kadencji, ale zrezygnował, więc do parlamentu wszedł kolejny z listy. Teraz startuje na prezydenta miasta. Szanse ma aż żadne, więc sorry, ale w końcu pan wielka szycha lokalna zniknie, bo o ile się dobrze domyślam, nie można w samorządówce kandydować do kilku stołków.
Jest też jeden pan, który był lokalną szychą PO. Dostał się na posła (po dwóch nieudanych próbach wejścia na prezydenta miasta) obiecując cuda niewidy. Oczywiście teraz nikt go w skali kraju nie zna, ale gdzie tam, teraz kandyduje trzeci raz na prezydenta miasta. Być może znów się nie dostanie, nie wiem, nie znam "sondaży", ale nie w tym rzecz.
Szkoda wielka, że w polskim prawie nie ma takiego zapisu, że kandydując do stanowiska takiego a takiego, niezależnie od wyników musisz zrzec się obecnie piastowanego stanowiska. Może to by ukróciło te ich radosne wyborcze eskapady ze stołka na stołek. Nie byłoby już skoków z radnego na prezydenta miasta, z prezydenta miasta na posła, z posła na europosła.
Chcesz? Ledwo zacząłeś swoją kadencję i już ci się nie podoba? Proszę bardzo, ale zanim polecisz wyżej, profilaktycznie zrzeknij się swojego stołka.



Komentarze
Pokaż komentarze