Jak podają brytyjskie media, książę William wkrótce będzie się żenić. Jego wybranką jest przyjaciółka poznana podczas studiów. Oczywiście nie mogło się obyć bez konferencji, fleszy, ogólnego szoł. Przecież każdy musi wiedzieć, co się dzieje u królewskich. By przynajmniej patrząc na zdjęcia w bardzo intelektualnej prasie, móc sobie pomyśleć, co by było, gdyby był jednym z nich.
To nic, że przeżywamy kryzysy, problemy finansowe, gospodarki upadają. Jak dobrze pójdzie będziemy robić zrzutkę na pomoc Irlandii, jak dobrze pójdzie ktoś zrobi zrzutkę by pomóc nam. Nieznane są chwilowo zasady przyszłorocznego budżetu UE, który będzie prowizorką. Oczywiście brak porozumienia na górze odczujemy wszyscy.
Ale to nie jest ważne. Najważniejsze są perypetie królewskich. A gawiedź, by była dalej szczęśliwa, dostała w promocji nową zastawę z podobiznami przyszłych małżonków.
To tylko najważniejsze newsy z zachodniej, cywilizowanej (podobno) części świata. A cóż tam mamy po tej drugiej, dzikiej stronie? Oczywiście też coś super ważnego, akurat w sam raz dla kolejnej, tym razem dzikiej, gawiedzi.
Wieści z czerwonego pałacu. Nagle w Rosji pojawił się nowy problem. Miejmy nadzieję, że nie wywoła on wojny nuklearnej, bo ranga problemu jest ekstremalnie wysoka. Otóż premier Putin dostał psa od premiera Bułgarii i teraz jest wielkie zmartwienie, bo nie wiadomo, jak go nazwać.
Kto wie, może radosna władza kraju-bajki, jakim niewątpliwie jest Rosja, wymyśli szybkie rozwiązanie problemu. Zróbmy sobie konkursik (który już trwa, chętni mogą się zgłaszać z propozycjami), a później przeprowadzimy ogólnokrajowe wybory. A co tam, że koszty, nieważne. Najważniejsze jest rozwiązanie problemu (i uniknięcie wspomnianej już wojny nuklearnej).
Wróćmy też do zachodniej, cywilizowanej części świata, tylko już trochę dalej, niż Wielka Brytania. Do USA. Barack Obama wydał książkę dla dzieci. Cieszcie się ludzie i radujcie, w ten oto wspaniałomyślny sposób władza dba o to, byście umierając fizycznie z głodu i niedostatku, umierali w sposób godny i kulturalny.
Jednak tu też nie obyło się bez problemów. Chodzi o treść tego (pradopodobnie nominowanego w przyszłym roku do literackiej nagrody Nobla) dzieła. Bo prezydent Obama chwali wodza indiańskiego, który kiedyś walczył z białymi, a to nie spodobało się przedstawicielom opozycji.
Nie wiem dlaczego, ale gdy tak słucham i oglądam wieści z mediów, mam wrażenie, że ktoś próbuje mnie hipnotyzować. Rozumiem, że istnieje pewien podział mediów. Gdyby tego typu informacje były tylko w mediach przeznaczonych dla niezbyt wybitnych intelektualnie, bym się nie zdziwił. Jednak przerażające jest to, że ostatnio coraz więcej takich sensacji znaleźć można w mediach, które przeznaczone są dla bardziej zaawanowanych odbiorców.
Ja się nie daję, mam silną wolę (czy co to tam potrzeba do obrony przed hipnozą), ale niestety wielu ludzi, z którymi obcuję na codzień już nie potrafi się obronić. Kto wie, może to jest zakrojona na szeroką skalę operacja, by omamić świecidełkami ciemny lud?
Może gdzieś tam ci wszyscy, którzy idą z tego typu rewelacjami do mediów, bawią się jak w reklamie jednego operatora internetowego w hipnotyzera, który ciągle powtarza słowa: „Czujecie radość i swobodę”, niezależnie od tego, co się dzieje za oknem...



Komentarze
Pokaż komentarze (1)