94 obserwujących
3362 notki
1926k odsłon
  210   0

Putin kręci kurkiem z gazem

   Wczoraj [27.10.2021] mogliśmy przeczytać {TUTAJ(link is external)}, że:

  "Władimir Putin polecił szefowi Gazpromu, by zwiększył dostawy gazu do Europy od 8 listopada. Najpierw ma jednak za zadanie zapełnić krajowe magazyny. Później dopiero błękitne paliwo ma popłynąć dalej. Głównie do Niemiec i Austrii.

Jak podaje agencja TASS, decyzja Putina ma wpłynąć na zwiększenie zapasów gazu na europejskim rynku.

Szef Gazpromu Aleksiej Miller zapowiedział, że do 1 listopada krajowe magazyny energii powinny zostać zapełnione. Wtedy koncern będzie mógł przygotowywać się do pompowania większych ilości do Europy.

Do tej pory przesył gazu na kontynent był znacznie ograniczony, przez co zapasy błękitnego paliwa w Europie były na bardzo niskim poziomie.

Putin już wcześniej zapowiadał, że tego typu interwencja jest możliwa. - Rosja jest gotowa podjąć działania, by przeciwdziałać niedoborom gazu ziemnego w Europie - powiedział w połowie października.".

  Putin przyznał więc niechcący, że to on wywołał kryzys gazowy w Europie Zachodniej. Zakręcając i odkręcając kurek z gazem chce kształtować politykę europejską. Ta sytuacja jest skutkiem katastrofalnych błędów Angeli Merkel. Forsując budowę Nordstream i Nordstream2 dała Putinowi broń do ręki. Według danych z 2020 r.: "Według danych Eurostatu, Rosja w 2020 roku odpowiadała za 43,4 proc. dostaw gazu do Unii Europejskiej." {TUTAJ(link is external)}. Dotąd Putin używał szantażu gazowego wobec mniejszych krajów. takich jak Mołdawia. Portal Deutsche Welle pisze {TUTAJ(link is external)}:

  "Jeden kraj już doświadcza tego scenariusza - Mołdawia, jeden z najbiedniejszych krajów Europy, całkowicie uzależniony od rosyjskiego gazu. Co zaskakujące, rosyjski monopolista gazowy Gazprom nalega obecnie na drastyczny wzrost cen dostaw i spłatę rzekomych starych długów. W ostatnich tygodniach rosyjski koncern znacząco zmniejszył ilość gazu dostarczanego do Mołdawii. Eksperci szacują spadek na około 35 procent.

W ubiegłym tygodniu rząd mołdawski ogłosił z tego powodu stan zagrożenia energetycznego. Wiąże się to z ograniczeniami dla dużych odbiorców: Muszą oni przestawić się na olej opałowy jako źródło energii. Jednocześnie rząd może teraz w trybie awaryjnym kupować gaz z alternatywnych źródeł. Mołdawska spółka Energocom już w poniedziałek (25.10.2021) zawarła z Polską umowę na dostawy gazu. Na dostawy gazu z Rumunii będzie trzeba jeszcze prawdopodobnie poczekać. Rurociąg między miastami Jassy (Rumunia) i Ungheni (Mołdawia), który został ukończony dopiero w tym roku, działa na razie tylko na zasadzie próbnej.

„Manewr szantażu”

Rosja już kilkakrotnie zakręcała Mołdawii kurek z gazem. Obserwatorzy określają obecny kryzys gazowy jako „manewr szantażu" ze strony Kremla. Takiego zdania jest również ekonomista i ekspert ds. energii Sergiu Tofilat. – Czas tego szantażu nie jest przypadkowy – mówi DW. – Przez lata nie było żadnych problemów z dostawą gazu. Ale teraz jedna rzecz się zmieniła: siły prorosyjskie w naszym kraju straciły władzę – wyjaśnia.

Od grudnia ubiegłego roku na czele kraju stoi proeuropejska prezydent Maia Sandu. Wygrała wówczas ze swoim rywalem, dotychczasowym prorosyjskim szefem państwa Igorem Dodonem. Jego Partia Socjalistów Republiki Mołdawii (PSRM) przegrała wybory parlamentarne w lipcu tego roku i obecnie jest w opozycji. Od sierpnia rządzi gabinet proeuropejskich sił reformatorskich z Partii Akcji i Solidarności (PAS) pod kierownictwem premier Natalii Gavrility. Nowi polityczni liderzy Mołdawii chcą wyrwać się z moskiewskiego uścisku, dążą do integracji europejskiej i są w trakcie wdrażania drastycznych reform w zakresie praworządności i walki z korupcją.".

  Na obecnym kryzysie gazowym, Rosja tylko zyskuje. Gwałtowny wzrost ceny gazu powoduję, iż zarabia więcej pieniędzy. Prawdopodobnie wymusi też szybsze oddanie Nordstream2 do użytku. UE próbuje walczyć na drodze prawnej {TUTAJ(link is external)}:

  "Unijna komisarz ds. energii Kadri Simson powiedziała we wtorek europejskim ministrom energii, że brukselska policja ds. konkurencji rozpoczęła zbieranie dowodów na to, czy gwałtowny wzrost cen energii można przypisać nielegalnym działaniom któregoś z głównych dostawców gazu w Unii Europejskiej.".

  W roku 2018 dało to pewne efekty, ale, jak widać - na krótko.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka