Wczoraj blogerka cirk opublikowała notkę pod dramatycznym tytułem "Śmierć Europy" w której podała szereg danych dotyczacych niskiej dzietności w Europie, rosnacej liczby imigrantów i zwiększającej sie liczby osób w starszym wieku. Na podstawie tych danych wieszczyła ona rychłą zagładę naszego miłego kontynentu. Czy jednak słusznie?
Należy sobie uświadomić, że historia Europy liczy już sobie te parę tysięcy lat i zdarzały sie w niej wielkie załamania demograficzne. Po upadku Cesarstwa Rzymskiego ludność Europy zmniejszyła się o ponad połowę, a milionowy kiedyś Rzym liczył w najgorszym okresie nieco ponad dwa tysiące mieszkańców. W XIV wieku nawracające epidemie dżumy spowodowały spadek populacji Europy o co najmniej 1/4. Nasz kontynent wyludniał się też w wieku XVII z powodu wojen, epidemii, oraz niekorzystnych zmian klimatu /t.zw. "małej epoki lodowcowej"/. Niemniej, Europa istnieje do dzisiaj i jest gęsto zaludniona.
Jesli dokładniej przyjrzymy sie wskaźnikom demograficznym, to zauważymy, że przyrost naturalny w większości krajów Europy Zachodniej /poza Włochami, Hiszpania i Niemcami/ jest dodatni. Także w Niemczech Zachodnich przed zjednoczeniem był on nieujemny. Niewielki spadek ludności Europy w ostatnich kilku latach to efekt załamania demograficznego w krajach postkomunistycznych. Szczególnie silnie zaznaczyło się ono w Rosji, Ukrainie, Bułgarii i na terenie byłego NRD /najmniej dotknięte są nim Polska i Słowacja/. Poświęciłam temu zjawisku moją notkę p.t. "Demograficzna zemsta komunizmu" z dnia 06.10.. Jako efekt rozpadu imperium sowieckiego, jest to zjawisko przemijające.
Wykładniczy wzrost populacji nigdy nie może trwać w nieskończoność. W pewnym momencie ujawniają się czynniki ograniczające, wzrost słabnie i populacja, zwykle po pewnym okresie fluktuacji, zaczyna się stabilizować. Stopa przyrostu naturalnego maleje na całym świecie, co świadczy o tym, że impuls wzrostowy, który zawdzięczaliśmy rewolucji przemysłowej, właśnie się wyczerpuje. Jeśli nie zajdą jakieś nieoczekiwane wydarzenia to za ok. 30 lat liczba ludności świata ustabilizuje sie na poziomie 10-11 miliardów, a Europy na poziomie 650-750 milionów i żadnej zagłady nie będzie.
Pragnę jeszcze przypomnieć, że wyludnieniem i starzeniem się społeczeństw jesteśmy straszeni od mniej więcej 15-tu lat. Przedtem, przez 40 lat wytrwale ględzono o przeludnieniu, wmawiając nam, że im mniej dzieci, tym lepiej. Opisałam to w notce z 11.08 p.t."Igraszki z demografią".


Komentarze
Pokaż komentarze (6)