Baza danych ukraińskiego portalu Mirotworeć (Myrotvorets), reklamującego się jako centrum badania oznak zbrodni przeciwko bezpieczeństwu narodowemu Ukrainy, zawiera tysiące nazwisk z całego świata, w tym również obywateli Polski.
Wpisanie na tę listę nie ma mocy prawnej, jednak osoby tam umieszczone są przez twórców witryny uznawane za „wrogów Ukrainy”.
Oto jak wygląda struktura i kontekst obecności Polaków w tym rejestrze:
1. Główne kategorie Polaków na liście
Polscy obywatele trafiali do bazy Mirotworca przede wszystkim z kilku powodów:
- Działalność i publiczne wypowiedzi prorosyjskie: Osoby otwarcie popierające politykę Kremla, aneksję Krymu czy agresję na Ukrainę. Przykładem jest Mateusz Piskorski (założyciel prorosyjskiej partii Zmiana) czy Janusz Korwin-Mikke (za wizyty na Krymie po 2014 roku).
- Wizyty na terytoriach okupowanych (Krym i Donbas): Każdy wjazd na te tereny z pominięciem ukraińskich przejść granicznych (np. bezpośrednio z Rosji) skutkuje automatycznym wpisem za „naruszenie granicy państwowej Ukrainy”. Trafiali tam m.in. polscy publicyści, obserwatorzy samozwańczych wyborów czy blogerzy.
- Organizatorzy i uczestnicy protestów rolniczych oraz przewoźników: W ostatnich latach (szczególnie na przełomie 2023 i 2024 roku) na listę zaczęli trafiać liderzy protestów na granicy polsko-ukraińskiej (np. Rafał Mekler). Twórcy portalu zarzucali im „udział w humanitarnej blokadzie Ukrainy” oraz działanie na korzyść Rosji.
- Politycy głównego nurtu (w okresach napięć dyplomatycznych): Na listę potrafili trafiać politycy za wypowiedzi dotyczące np. ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej czy kwestii embarga na ukraińskie zboże. Kontrowersje wzbudziło m.in. czasowe umieszczenie w bazie niektórych urzędników państwowych czy europosłów.
2. Status prawny i kontrowersje
Mirotworeć to inicjatywa pozarządowa (założona w 2014 roku m.in. przy udziale Georgija Tuki i powiązana z Antonem Heraszczenką), choć przez lata portal miał nieoficjalne wsparcie ukraińskich służb (SBU, MSW) jako narzędzie wojny informacyjnej i psychologicznej.
Obecność portalu budzi ogromne kontrowersje na arenie międzynarodowej:
- Publikacja danych osobowych: Portal publikuje adresy, numery telefonów, zdjęcia i linki do profili społecznościowych (tzw. doxxing).
- Krytyka Zachodu: ONZ, Unia Europejska, rządy wielu państw (w tym Niemiec) oraz organizacje dziennikarskie (np. „Reporterzy bez Granic”) wielokrotnie wzywały Ukrainę do zamknięcia tej strony, argumentując, że zagraża ona bezpieczeństwu ludzi i łamie standardy praw człowieka.
- Zagrożenie życia: Oficjalnie strona ma charakter informacyjny, ale w przeszłości zdarzały się przypadki, że osoby z listy (np. ukraiński publicysta Ołeś Buzyna) ginęły w zamachach niedługo po opublikowaniu ich adresów.
Dla polskich obywateli obecność na liście oznacza przede wszystkim zakaz wjazdu na terytorium Ukrainy oraz potencjalne problemy podczas kontroli bezpieczeństwa w innych krajach, które mogą traktować dane z portalu jako sygnał ostrzegawczy.
******************
Dla określenia tej mentalności, nie użyję adekwatnego epitetu, by nie podgrzewać emocji.
Ale opiszę o co chodzi: taka mentalność nie rozróżnia wielu kluczowych kwestii moralnych i to jest ich problem w kontaktach z innymi narodami.
Można to też określić brakiem szlachetności/stopnia rozdzielczości widzenia w poznaniu/moralnej kategoryzacji spraw - co w sytuacjach trudnych, przy decyzjach o życiu i śmierci lub rozstrzyganiu win i zadośćuczynienia - prowadzi do ogromnych błędów i krzywd. Wielu ludzi, z takimi brakami, czuje zablokowanie decyzyjne, są bierni. Ale są też inni, bezczelni - oni wiedzą, że nie ogarniają spraw, ale prą siłowo, byle postawić na swoim, mimo późniejszych złych skutków. Ale społeczeństwo z takimi 'bezczelami' nie może funkcjonować prawidłowo, bo urastają konflikty widoczne i niewidoczne -później wybuchające.
Tu na terenach Rzeczypospolitej nie mamy powszechniejszego i lepszego systemu moralności niż chrześcijański (katolicki) - i tego się warto trzymać.
Czy politycy ukraińscy z takimi brakami mogą coś zarzucać Polsce? - Oni nawet nie pojmują o czym mowa, pojmują tylko język siły. Powołują się na swoją większą sprawczość, ale taka sprawczość wynika z łamania powszechnych reguł i na pasożytowaniu na społeczeństwach. To mentalność piracka.
Pojawiają się informacje o różnych ambicjach Ukrainy do przewodzenia Międzymorzu/Europie, bo oni mają siłę. Ale siła to nie wszystko, jeszcze mogą się twardo zdziwić - dlatego oni muszą się jeszcze długo edukować.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)