znalezione w sieci;
Etiopia, do której z wizytą wybiera się prezydent Andrzej Duda, jest najstarszym z niepodległych państw Afryki i jednym z czterech – obok Nigerii, Egiptu i Republiki Południowej Afryki – kontynentalnych mocarstw.
Etiopska wojna domowa z końca ubiegłego stulecia była jedną z zastępczych "brudnych" wojen, jakie toczyły między sobą Moskwa i Pekin, rywalizujące o pierwszeństwo w komunistycznym świecie. W Etiopii Moskwa stawiała na Mengistu, który w 1974 r. wraz z grupą lewicowych oficerów obalił prozachodniego cesarza Hajle Sellasje (1930-36, 1941-74). Kiedy przeciwko Mengistu powstanie wywołali również wyznający komunizm partyzanci z Erytrei, a potem także z prowincji Tigre, rywalizujący z Kremlem Pekin udzielił poparcia właśnie im.
Po wygranej wojnie domowej dawni rewolucjoniści, wzorując się na autokratycznych przywódcach Chin, Singapuru czy Malezji, porzucili wiarę w komunizm i przemienili się w autokratów, godzących państwowy kapitalizm z jedynowładztwem. Osiągnęli sukces, bo Etiopia, uchodząca jeszcze pod koniec ubiegłego wieku za synonim nędzy, zacofania i upadku, wyrosła na kontynentalne mocarstwo polityczne i wojskowe, jeden z najstabilniejszych krajów w Afryce, mogący się w dodatku pochwalić kilkunastoprocentowym tempem wzrostu gospodarczego. Dzięki zagranicznym inwestycjom (zwłaszcza chińskim) i rządowym programom infrastrukturalnej rozbudowy (koleje, drogi, elektrownie wodne itp.), Etiopia stała się jednym wielkim placem budowy, a zagraniczni ekonomiści zaczęli nazywać ją "afrykańską lwicą" (od azjatyckich "tygrysów").
W 2012 r. umarł ówczesny premier Meles Zenawi, władca absolutny Etiopii, na którego oświeconym autokratyzmie wzorowali się także prezydenci m.in. Ugandy, Rwandy czy wrogiej Etiopii Erytrei. Jego następcą na stanowisku premiera został 52-letni Hajle Mariam Desalegn, pierwszy etiopski przywódca, który wywodzi się z południa, a nie z północy kraju, tradycyjnie dominującej w miejscowej polityce (tam mieszkają nie tylko rządzący dziś Tigrejczycy, ale także Amharowie, którzy wydali spośród siebie większość przywódców kraju).
Monopol władzy Tigrejczyków sprawił, że od kilku lat w Etiopii zaczęło dochodzić do antyrządowych wystąpień w regionach zamieszkanych zwłaszcza przez lud Oromo, najliczniejszy w Etiopii, stanowiący ponad połowę jej ludności oraz Amharów (jedna trzecia ludności). Zamieszki, które zaczęły się pod koniec 2014 r. z powodu sporów o ziemię (Oromo protestowali przeciwko rozszerzaniu na ich terytoria stolicy kraju, Addis Abeby; Amharowie nie zgadzali się, by jeden z ich powiatów włączyć do prowincji Tigre). W 2015 r. przerodziły się ogólnokrajowy bunt, do stłumienia którego władze posłały policję i wojsko, a w październiku 2016 r. ogłosiły w kraju stan wyjątkowy. W zamieszkach zginęło prawie tysiąc osób, a prawie 25 tys. zostało aresztowanych, uwięzionych i zesłanych do "obozów reedukacyjnych". W marcu parlament etiopski jednogłośnie przedłuży stan wyjątkowy na kolejne cztery miesiące.
Najbliższe wybory w Etiopii zaplanowano na 2020 rok. W tym samym roku Unia Afrykańska chce wycofać z Somalii swoje wojska pokojowe. Jeśli do tego czasu somalijscy talibowie z ugrupowania Al-Szabab nie zostaną rozgromieni, Zachód znów będzie potrzebował pomocy etiopskich generałów.


Komentarze
Pokaż komentarze