Nic na to nie poradzę, dla mnie Sylwester nigdy nie był jakąś ważną datą.
Są daty oczywiste, które czcić należy na sposób radosny lub podniosły, wymieńmy choćby kilka z minionego wieku – 15 sierpnia, 18 listopada, 1 września, 1 sierpnia itd.
Są również daty uświęcone obyczajem religijnym i „omodlone” przez wieki, jak choćby 25 grudnia czy 6 stycznia, że wymienię te najbliższe w czasie.
W PRL-u starannie wprowadzano nowe obyczaje i nowe daty, a wśród nich był nie tylko 1 maja czy 7 listopada, ale również tradycja balów sylwestrowych dla nowej „elity”, mająca pomniejszyć znaczenie Święta Bożego Narodzenia.
Nie powiem, raz czy dwa zdarzyło mi się być przypadkiem na balu sylwestrowym organizowanym przez jakiś zakład pracy – i były to przeżycia, powiedzmy delikatnie, ekstremalne. Bratanie się dyrekcji i szefostwa PZPR z ludem pracującym nad ranem – rzecz wymagająca lepszego pióra! Zdecydowaną większość końców roku przeżyłam jednak w górach, przy ogniskach czy kominkach, z gitarą, jazdą na nartach z pochodniami itp. – z racji zawodu miałam zawsze wolne po Świętach i mogłam wybyć z miasta.
Dlatego hasło „bal sylwestrowy” już zawsze będzie mi się kojarzyć z takimi oto obrazkami z dzieciństwa :
Bal noworoczny w Domu Partii 1967, towarzysz Gomułka w tańcu
Tu toast - towarzysze Gomułka i Cyrankiewicz, rok 1969

A tu pani Nina Andrycz-Cyrankiewoczowa z Zasłużonym Górnikiem
No i sami rozumiecie, że tak mi jakoś uraz pozostał ......:)



Komentarze
Pokaż komentarze (31)