289 obserwujących
1723 notki
11238k odsłon
  2875   0

Pani Gersdorf i prawo mamuta

Muszę zacząć od przydługiego wyjaśnienia, sorry.

Dawno, dawno temu ludzie żyli w niewielkich grupach plemiennych, których byt zależał od zdrowia i możliwości rodzenia kobiet oraz od siły i odwagi mężczyzn. Podział ról był jasny, wynikający z warunków biologicznych i instynktu przetrwania. Oczywiście takie społeczności wytwarzały swoje obyczaje, swoje wierzenia itp., ale cel był zawsze ten sam – przetrwanie plemienia. Jeśli więc ów tytułowy mamut w ataku szału rzucał się na wioskę, to dokładnie wiadomo było, co należy robić, nikt tu z nikim nie dyskutował. Nazwijmy to „prawem mamuta”.

W historii ludzkości rolę owego mamuta odgrywały zarówno czynniki przyrodnicze czy biologiczne, jak i czynnik ludzki, czyli obce plemię, które właśnie postanowiło sobie polepszyć byt kosztem sąsiadów, tak więc nieustannie trwały mniejsze czy większe wojny, a ludzie byli dziesiątkowani przez klęski żywiołowe czy epidemie.

I oto właściwie na naszych oczach, bo w ciągu ostatniego stulecia, ludzkość doszła w swym rozwoju cywilizacyjnym do momentu, w którym de facto wybito mamuty. Zagrożenia zewnętrzne przestały istnieć jako czynnik istotny, bowiem wiemy już, że mamy dość broni, żeby się zlikwidować samodzielnie. Wiemy też, że żadne tam klęski żywiołowe czy nawet lokalne wojny nie stanowią istotnego zagrożenia dla całej cywilizacji, bowiem ludzie mają dość środków i metod, żeby zapobiegać skutkom pojedynczych nieszczęść, a śmierć nawet paru milionów w lokalnej wojnie nie decyduje w skali ludzkości o jej przetrwaniu. Skoro nie ma już mamuta, to zbędni są silni mężczyźni i rodzące duże ilości dzieci kobiety, prawda? Od obrony i ochrony są odpowiednie służby, reszta niekonieczna. Ludzkości jest kilka miliardów, po co więcej?

Religie powstawały w czasach, kiedy zagrożenia były realne, a więc konieczne było wychowanie ludności w określonych wartościach – dzisiaj zagrożeniem jest zupełnie co innego, to masy ludzkie, które wyrwane spod kontroli mogą ulegać najdzikszym instynktom, dlatego trzeba je trzymać krótko przy pomocy kija i marchewki. I to też już zrobiono – smartfon i wszechobecne reklamy plus tanie, naszpikowane chemią żarcie załatwiają temat w skali globalnej. Nie dziw, że Fukuyama ogłosił „Koniec historii”.....

Św. Jan Paweł II nazwał zachodnią cywilizację cywilizacją śmierci. I miał absolutną rację, sęk w tym, że nawet najdziksze i najbardziej anormalne pomysły tzw. lewactwa to norma biologiczna, tyle, że trudna do odczytania poprzez warstwy „humanizacji”. Tymczasem wystarczy wspomnieć próby na szczurach czy myszach, prowadzane już w latach 70-tych ubiegłego wieku, żeby wiedzieć, że populacja żyjąca w dobrobycie na określonym, zamkniętym terytorium degeneruje się, a zachowania homofobiczne, otyłość czy nowotwory, zanik instynktu rodzenia czy zagryzanie dzieci to już obserwowano u szczurów, a w przypadku myszy określono nawet w kilku próbach dokładny czas „końca cywilizacji”, czy śmierć ostatniego zwierzątka.

I to nie jest tak, że jest to wiedza tajemna, więcej, istnieją bardzo wpływowe grupy osób, które próbują wymyślić nowy model – jak żyć, kiedy nie ma mamuta? Jednym z takich, już dość dobrze opisanych projektów-utopii jest oczywiście NWO. Niestety, nie działa jak powinien, bowiem wielcy demiurdzy zapomnieli o jeszcze jednym instynkcie czyli o rywalizacji o władzę, a przecież fakt, że szczerze komunistyczne i zbrodnicze Sowiety bardzo szybko pożarły się z równie szczerze i zbrodniczo komunistycznymi Chinami, powinien ich czegoś nauczyć. Ale nie nauczył, dlatego wojna trwa i nigdy się nie skończy.

Ale gdzie w tym wszystkim pani Gersdorf? Sekunda, już zaraz się pojawi :)

Otóż w ramach prób ustalenia nowych norm społecznych po wybiciu mamutów, a wobec zróżnicowania kulturowego ludzkości wymyślono, że owym czynnikiem stabilizującym będzie prawo, kiedyś tam w przyszłości powszechne dla wszystkich, a na jego straży staną sędziowie. W gruncie rzeczy nic nowego, państwo Platona, czyli oświecona autokracja. I co gorsza, pomysł ten przeniknął nawet do kościoła katolickiego!

Już wyjaśniam - W Średniowieczu każdy rycerz nosił ze sobą sztylet zwany misericordia, jego nazwa nie jest przypadkowa. Oczywiście był bronią, ale jego kształt pozwalał również na szybkie, prawie bezbolesne skrócenie agonii towarzyszowi rannemu na polu walki. Ten gest misericordi to była też kula dla śmiertelnie rannego kolegi, żeby nie wpadł w łapy UB, to była też ostatnia kula dla siebie. Jeszcze siedemdziesiąt lat temu to było oczywiste i nikt takiego czynu nie kwalifikował jako zabójstwa czy samobójstwa! To było nie tylko oszczędzenie sobie męczarni w katowniach, ale przede wszystkim ochrona bliskich przed własnym załamaniem podczas tortur. To wojna, a w trakcie pokoju?

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo