FB
FB
Eternity Eternity
78
BLOG

Pamiętamy, odeszła Halina Poświatowska (1935–1967) – poetka i pisarka

Eternity Eternity Kultura Obserwuj notkę 2



Pamiętamy, odeszła Halina Poświatowska (1935–1967) – poetka i pisarka.

59 lat temu, 11 października 1967 roku, odeszła Halina Poświatowska (1935–1967) – poetka i pisarka, jedna z najważniejszych postaci polskiej poezji drugiej połowy XX wieku.

Urodziła się w Częstochowie. Przez całe życie zmagała się z ciężką wadą serca (zastawki dwudzielnej), która zaważyła na jej losie, miłości i twórczości – a ostatecznie stała się przyczyną jej przedwczesnej śmierci.
Jej wiersze do dziś poruszają wrażliwość, szczerość i głębię emocji. ????

Dyskusję na FB z ludźmi, którzy ją znali.

59 lat temu, 11 października 1967 roku, odeszła Halina Poświatowska (1935–1967) – poetka i pisarka, jedna z najważniejszych postaci polskiej poezji drugiej połowy XX wieku.

Umiera trzydziestodwuletnia kobieta, której serce od początku było wadliwe – źle zbudowane, skazane na przedwczesne zużycie. Państwo Ludowe mogło masowo produkować rakiety propagandy, ale nie potrafiło (albo nie chciało) uratować jednego kruchego, genialnego życia. I tak – przy całej mitologii „postępu” – po prostu pozwoliło jej odejść.

Poświatowska nie była grzeczną, potulną panienką z laurką dla systemu. Pisała o miłości, ciele, pożądaniu, śmierci – bez pudru, bez księżowskich formułek i bez partyjnych dekoracji. Jej wiersze do dziś kłują: zbyt szczere, zbyt cielesne, zbyt żywe jak na moralność wszystkich poprawnych – czy to w sutannach, czy w garniturach ideologów. Dla jednych była „za odważna”, dla innych „za słaba”, bo śmiała chorować i mówić o śmierci po prostu, bez patosu.

To paradoks, który wiele mówi o Polsce tamtych czasów – i o Polsce dzisiejszej. Mamy naród, który lubi czcić pomniki, ale nie znosi żywych, niewygodnych głosów. Poświatowska była dokładnie takim głosem. Kobieta, która brała od życia wszystko, co jeszcze mogła wyrwać, wiedząc doskonale, że zegar tyka szybciej niż u innych. Ktoś taki zawsze będzie solą w oku dla wszystkich strażników „porządku” – także tych współczesnych, co chętnie pouczają kobiety, jak mają żyć, kochać i umierać.

Jej biografia to nie słodka legenda „chorej poetki”, tylko akt oskarżenia: przeciw losowi, ale też przeciw systemowi, który miał pełne usta wielkich słów, a jednocześnie był bezradny – albo obojętny – wobec konkretnego człowieka. Zostawiła po sobie wiersze, które wciąż czyta się jak listy pisane prosto z serca połączonego na krótko z tlenem. Bez filtra. Bez cenzury. Bez tej całej narodowej hipokryzji, która tak chętnie zawłaszcza zmarłych, zwłaszcza gdy za życia byli „nie tacy, jak trzeba”.

Dziś, gdy tak łatwo produkujemy byle jakie „treści”, warto sobie uświadomić, że ona za każde słowo płaciła własnym oddechem. Miała świadomość, że może nie doczekać kolejnej wiosny, a i tak stawiała na miłość, bliskość, namiętność – na ryzyko. W czasach, gdy znów rośnie pokusa, by ludzi porządnych mierzyć stopniem uległości wobec różnych ideologicznych czy religijnych policji obyczajowych, Poświatowska staje się niebezpieczna. Bo pokazuje, że życie jest skandalicznie krótkie, a wstyd – bardzo często wpychany nam do głów na zamówienie.

Można próbować zamknąć ją w szkolnym kanonie, przykleić jej etykietę „poetki miłości i śmierci” i mieć święty spokój. Ale wystarczy przeczytać kilka wierszy uważnie, by zrozumieć, że to jest dynamit pod całą naszą pozorną moralnością i pod każdym systemem, który chce człowieka „uładzić”.

Poświatowska odeszła 59 lat temu. I wszyscy bardzo grzecznie powiemy dziś: „wielka poetka, ważna postać polskiej literatury”. Pytanie brzmi: czy w 2026 roku – z naszą poprawnością, podziałami, świętym oburzeniem na wszystko, co wymyka się schematom – ktoś taki jak ona miałby u nas łatwiej, czy może zostałby zmiażdżony jeszcze szybciej, tylko już nie przez siermiężne państwo, ale przez rozkrzyczany tłum „obrońców wartości” i komentatorów od wszystkiego?

Jeśli naprawdę chcemy ją pamiętać, to nie przez ładne cytaty na zniczach w social mediach, tylko przez bardzo konkretne pytanie: ile miejsca zostawiamy dziś na takie życie i taką szczerość, jakie miała ona w każdym wersie.

???? A na koniec – ten sam wiersz, ale może już czytany trochę inaczej, kiedy się wie, jak krótko trwało jej „teraz”:

„kiedy umrę kochanie

gdy się ze słońcem rozstanę

i będę długim przedmiotem raczej smutnym

czy mnie wtedy przygarniesz

ramionami ogarniesz

i naprawisz co popsuł los okrutny…”



???? „Kiedy umrę, kochanie...”

kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym
czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny
często myślę o tobie
często pisze do ciebie
głupie listy - w nich miłość i uśmiech
potem w piecu je chowam
płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie
patrząc w płomień kochanie
myślę - co też się stanie
z moim sercem miłości głodnym
a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i który chłodny

Halina Poświatowska

P.S. Następnym razem przypomnę wam Kasię Kowalską, kiedy po raz pierwszy, jako młoda dziewczyna, przyjechała do Vancouver i zorganizowaliśmy jej koncert w najlepszym klubie w Vancouver, Commodore Ballroom.

Eternity
O mnie Eternity

Try to be Meraki, - means “to do something with soul, creativity, or love”

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura