Kilka dni temu, 9 maja, była 10 rocznica śmierci Jerzego Ficowskiego, którego wielu z nas zna najbardziej z przeboju Maryli Rodowicz „Jadą wozy kolorowe”. Był autorem wielu tekstów piosenek, był badaczem i przyjacielem Cyganów, z którymi przez kilka lat jeździł wozami w taborach. Przybliżył nam wiersze Papuszy, romskiej poetki.
https://jerzyficowski.pl/tworczosc/#cyganie
https://youtu.be/3oulcayNLmo?si=Urxc2bdp1IUiOkX1
Pieśń cygańska z Papuszy głowy ułożona
Przekład: Jerzy Ficowski
(Utwór poświęcony Julianowi Tuwimowi)
W lesie wyrosłam jak złoty krzak,
w cygańskim namiocie do borowika podobnym.
Jak własne serce kocham ogień.
Wiatry wielkie i małe
wykołysały Cyganeczkę
i w świat pognały ją daleko...
Deszcze łzy mi obmywały,
Słońce, złoty cygański ojciec,
ciało mi ogrzewał
i pięknie mi osmalił serce.
Z modrego zdroju nie czerpałam siły,
tylko przemyłam oczy...
Niedźwiedź po lasach się włóczy
jak srebrny księżyc,
wilk boi się ognia,
Cyganów nie tknie.
Cyganeczka daleko w las wędruje,
rży cygański koń,
budzi obcych,
cieszy cygańskie serce.
Wiewiórka na cygańskiej budzie
orzechy gryzie.
Oj, jak pięknie żyć,
słyszeć to wszystko!
Oj, jak pięknie
widzieć to wszystko!
Oj, jak pięknie
czarne jagody zbierać jak cygańskie łzy!
Oj, jak pięknie żyć,
pieśni ptaków w wielkiej słuchać nocy!
Oj, jak pięknie
w lesie, u namiotu
śpiewa sobie dziewczyna, płonie wielki ogień!
Oj, jak pięknie, ludzie, z daleka
wielkanocnych słuchać pieśni ptaków,
płaczu dzieci i tańca, i śpiewania
chłopców i dziewczyn.
Oj, jak pięknie żyć,
nocami chodzić nad rzekę,
zimne jak chłodna woda ryby
chwytać w ręce.
Oj, jak pięknie grzyby zbierać,
miłość nieść,
ziemniaki piec w ogniu...
Cygański koń czeka na trawie,
kiedy wóz będzie już gotów...
Oj, jak pięknie czuwać nocami,
słuchać, jak żaby przygrywają pięknie.
Na niebie Kura z Kurczętami i Cygański Wóz
całą przyszłość Cyganom wróżą,
a srebrny księżycuszek,
ojciec indyjskich pradziadów,
światło nam niesie,
w namiocie dzieciom się przygląda,
Cygance służy swym światłem,
żeby dziecko jej przewinąć było łatwiej.
Oj. jak pięknie patrzeć w niebo,
jego różne błękity w sercu zbierać!
Oj, jak pięknie
czarne oczy, śniadą twarz całować!
Oj, jak pięknie szumi las –
on mi śpiewa piosenki.
Oj, jak pięknie płyną rzeki,
one radują mi serce.
Jak pięknie patrzeć w toń
i wyznać jej wszystko.
Nikt mnie nie rozumie,
tylko lasy i wody.
To, o czym prawię,
wszystko, wszystko już dawno minęło,
wszystko, wszystko ze sobą wzięło –
i moje lata młode.
Źródło: J. Ficowski - "Cyganie na polskich drogach".
Dzięki niemu lepiej poznaliśmy Brunona Schulza. Wkład Ficowskiego w poznanie Schulza jest nie do przecenienia. https://jerzyficowski.pl/tworczosc/schulz/schulz-spis/
Przez wiele lat, zachowując dyskrecję, o którą go poprosiła, prowadził korespondencję z Juną -narzeczoną Schulza, Józefiną Szelińską, która została do starości sama. I zmarła śmiercią samobójczą w wieku 86 lat. Była tłumaczką „Procesu” Kafki, choć to Schulz się pod tłumaczeniem podpisał.
Ostatnio Henryk Grynberg napisał o Ficowskim, że był tym nie Żydem, który jak mało kto rozumiał żydowski los.
Czytałam sobie ludowe wiersze żydowskie w tłumaczeniu Jerzego Ficowskiego. Lubię losować wiersze. Dziś z antologii „Rodzynki z migdałami” wybrał mi się ten „Mama mi kazała”. Wklejam zdjęcie tego tekstu z z tej właśnie antologii poezji ludowej Żydów polskich, wyd. Ossolineum 1988. Okładkę zaprojektowała Wanda Ficowska, malarka, pierwsza żona Ficowskiego.
Dla drugiej żony- Elżbiety, dziewczynki ocaloneji z getta przez Irenę Sendlerową, napisał poruszający wiersz „Twoje matki obie”. Przeczytamy w szkole 26 maja na Dzień Matki. https://jerzyficowski.pl/wiersze/
A dziś jest 110 rocznica śmierci Szolema Alejchema, klasyka literatury żydowskiej, który zmarł w Nowym Jorku w 1916 roku. Na dzisiejszym wykładzie Belli Szwarcman-Czarnoty słuchałam m.in. o Tewje Mleczarzu, o wypędzeniu „leh leha” – „idź, idź sobie”.
Jest w tym wypędzeniu gorycz straty, przymus wyjścia ze swojego miejsca, które się zna i kocha. I jest też obietnica dojścia do własnego celu. Świetny był to wykład o wędrówce wpisanej w żydowski los i o kryzysie.
"Maszber" po hebrajsku oznacza kryzys, "szawar" kryzys, a także moment, w którym rodzi się dziecko.
Kryzys to moment, w którym ma się dokonać zmiana, moment, którego nie można odwrócić (jak przy porodzie).
Jakże mi bliski ten temat właśnie 13 maja.
"Idź sobie, idź stąd, idź do siebie, idź dla siebie, idź ku sobie, w głąb, w siebie, aby dojść do celu „leh leha""
לֶךְ-לְךָ
#idźstąd #idźsobie #13maja
Bogumiła Kółkiewicz
Z FB opracował Eternity. Jak zawsze dołączę do komentarzy fragmenty wypowiedzi i dyskusji z FB.
Witam wszystkich. Tylko racjonalne, adekwatne do treści notki komentarze będą dopuszczalne. Reszta zostanie usunięta lub zablokowana. Dość chamstwa i arogancji lokalnych trolli.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)