Dzis, 5 lutego 2007, Greenpeace miało przekazać Markosowi Kyprianou - komisarzowi europejskiemu ds. zdrowia i ochrony konsumentów - petycje domagającą się oznakowania produktów pochodzących od zwierząt karmionych GMO (genetycznie modyfikowane organizmy). Serwisy informacyjne milczą. Petycje, jak twierdzi organizacja podpisało 1 milion mieszkańców krajów UE. Nie wątpię, że udało się zebrać taka ilość.
Wiedza Polaków i generalnie rzecz ujmując Europejczyków na temat GMO jest niewielka. Kilka lat temu kwartalnik Biotechnologia podał wyniki ankiety dotyczącej właśnie biotechnologii. Uderzającym wynikiem było to, że 17% Polaków stwierdziło, że możliwe jest otrzymanie transgenicznej wody. Sam byłem świadkiem wypowiedzi (cytuje z pamięci) jednego ze słuchaczy publicznej dyskusji we Wrocławiu nt. GMO, który stwierdził, „że ta żywność mu nie smakuje, gdyż jest za kwaśna w smaku”. Przyczyną tego jest zapewne obecny w GMO kwas dezoksyrybonukleinowy (DNA). Jeśli coś zawiera DNA jest złe, kwaśne i zapewne dziełem szatana. Czym zatem jest demoniczne DNA?
DNA jest uniwersalnym nośnikiem danych genetycznych. W jego sekwencji, w ułożeniu czterech składowych elementów, zapisane są informacje o białkach budujących organizmy i zasadach ich regulacji. Kwas dezoksyrybonukleinowy nie jest toksyczny. Tak jak same plany konstrukcyjne nie zabijają. Zaś karabin wykonany wg. tych planów, będzie niebezpieczny. Codziennie zjadając, zgodnie z zaleceniem lekarza, surowe warzywa i owoce, dostarczamy organizmowi kilka gram DNA. Jak na razie brak dowodów na to, by komuś to szkodziło bądź, tym bardziej, wyposażyło w nowe cechy.
Czym jest dla nas DNA w żywności? Dostarcza składników do budowy i do dbania o własny materiał genetyczny, o własne DNA. Czym zatem rożni się świnia jedząca paszę zawierającą GMO? Geny z transgenicznej soi nie przeskoczą na świnie. Jest rzeczywiście możliwe, że będą różnice w jakości tusz między zwierzętami karmionymi paszami z GMO i bez. Jest to jednak takie samo zjawisko jak różnica smaku włoskiej szynki ze świń karmionych wyłącznie serwatką i jabłkami a szynki ze świni utuczonej na mączce kostno-rybnej. Mimo wszystko nie dochodzi do ekspresji genów jabłoni ani ryb w świniach.
To co jemy i to co jedzą nasze zwierzęta staje się częścią nas samych. Jest to jednak „rozebrane na części” zanim zostanie wykorzystane jako budulec dla nowych komórek. Jako człowiek jestem organizmem wszystkożernym. W mojej codziennej diecie są rośliny (warzywa, owoce), zwierzęta oraz mikroorganizmy (jogurt, kiszone ogórki, kefir…). Każde z nich zawiera DNA. Każde z nich zawiera także białka, których skład i właściwości zapisane są właśnie w DNA. To aktywność białek, bezpośrednio i pośrednio, sprawia że soja różni się w smaku od szynki (mimo, iż ta sama soja posłużyła do wyhodowania świni na szynkę). Spożywając wiec przykładowo sałatkę z serem i tuńczykiem dostarczamy bardzo skomplikowanej mieszaniny białek (roślinnych, zwierzęcych, bakteryjnych) i ich produktów i nikt nie twierdzi, że ta różnorodność jest zła. Żywność powstała z GMO jest poniekąd właśnie taką sałatką.
Nie boję się żywności z GMO. Nie boję się tym bardziej żywności karmionej GMO. Polecam, spróbuj kupić i zjeść tak samo jak niemodyfikowane. Mam także wątpliwości dotyczące wytwarzania i uprawy. Natomiast twierdzenie, że każda modyfikacja genetyczna przynosi zagładę jest jawnym kłamstwem i robieniem wody z mózgu. A jest to na pewno groźniejsze od GMO.
"Nauka jest jak seks. Są tego praktyczne skutki, ale nie dlatego to robimy"
Licznik działa od 27.04.07 i naliczył już wizyt.
można do mnie napisać
bromek.etydyny(rolmops)gmail.com
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka