Eurybiades Eurybiades
72
BLOG

Pietrykowski z Sikorskim; śmiesznie i strasznie

Eurybiades Eurybiades Polityka Obserwuj notkę 1

      Wypowiedzi obu  wspomnianych w tytule przedstawicieli grupy trzymającej władzę poznałem niemal jednocześnie i obie mnie poruszyły, choć w sposób zgoła odmienny;  jak to u obecnej władzy bywa - albo za brzuch się trzymać ze śmiechu, albo wręcz odwrotnie - przygładzać włosy, bo stają z przerażenia dęba.  Wiadomości satysfakcjonujących i uspokajających - takich np., że coś się buduje i że nie wchodzimy w żadne bezsensowne układy - jakoś brak.  Pan Pietrykowski zalecał Ryszarda Petru jako ewentualnego członka rządu i argumentował to tak:  Rysio doświadczył w polityce niejednego, był i na górze - i na dole, a to znaczy, że w politycznych bojach jest doświadczony;  doświadczenia nabrał popełniając błędy - a wiadomo  (przynajmniej Pietrykowskiemu), że człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach.  Biorąc to na rozum - choć w odniesieniu do dokonań i wynurzeń Pietrykowskiego trąci to przesadą - rzecz wygląda tak:  być na górze w partyjce z marginesu politycznego - to nie taki znów sukces, za to spaść w tej samej formacji na dół - to już kompletne dno.  Za co tu chwalić?!  A co do tezy, że najlepiej uczyć się na własnych błędach - to wydaje się ona, ostrożnie mówiąc, ryzykowna - bo wypadałoby przyjąć, że im więcej błędów człowiek popełni, tym więcej się nauczy.  Do szkoły chodziłem dawno - ale pamiętam, że ci, co ciągle robili błędy, do następnej klasy przechodzili z trudem albo i wcale.

   Dobra - dajmy spokój z rozbieraniem na części tego, o czym pouczył nas  ten obywatel na P. - zwłaszcza, że już sam pomysł z Ryśkiem w rządzie - jaki by ten rząd nie był - brzmi zabawnie.  Ale  to, co wygłosił Sikorski - zabawne nie było.  Ten minister krytykując Prezydenta za zamiar odebrania Prezydentowi Ukrainy wiadomego orderu przywołał to, co się wydarzyło w Smoleńsku, nie odmawiając sobie okraszenia tego łgarstwem dotyczącym rzekomej odpowiedzialności śp. Lecha Kaczyńskiego.  Oburzenie, jakie się po tym podniosło jest zrozumiałe i uzasadnione, ale dotyczy głównie tego kłamliwego aspektu sprawy.  Łgarstwo - łgarstwem;  było ich w tej sprawie tak wiele, że to ostatnie w wykonaniu Radka - to nic niezwykłego.  Ważniejsze jest to, w jakim celu Smoleńsk został teraz przywołany - bo przecież Zełeński i jego order z tamtą sprawą nie mają nic wspólnego;  Prezydenta można było za chęć odebrania orderu skrytykować nawet nie obracając się w stronę tego nieszczęsnego lotniska, a jednak...  Cel jest więc oczywisty i odczytanie go nie wymaga łączenia zbyt wielu kropek.  Jeśli przełożyć na język prosty to, co wyartykułował Radek  - to brzmi to z grubsza tak:  - był taki prezydent, z którym nie było nam po drodze - i wiadomo, czym to się skończyło.  I do tego przestroga:  -  Prezydencie, nie idź tą drogą!  

   Takich rzeczy nie mówi się ot, tak sobie -  bez powodu i bez celu,  a trzeba też pamiętać, że u władzy są obecnie ci sami co wtedy, kiedy w Smoleńsku ni z tego, ni z owego spadł samolot.  Powiało grozą i wypada chyba powiedzieć to, co pewnemu Bośniakowi w "Szwejku"  wydało się odpowiednie w sytuacji przerażającej:  "Dobro doszli!"  Rzecz tylko w tym, czy świadomość grozy tej sytuacji jest u nas powszechna lub choćby zauważalna;  czy zdajemy sobie sprawę z tego, dokądśmy  "doszli".  Przygładzanie włosów stających z przerażenia dęba wiele tu nie pomoże.

Eurybiades
O mnie Eurybiades

Konserwatysta

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka