Takie oświadczenie znaczy ni mniej, ni więcej - tylko, że wygłaszający je dopiero teraz zamierza pokazać, na co go stać. Nie brzmi to uspokajająco i od razu wiadomo, że nie będzie się tu serwować budyniu śmietankowego z sokiem malinowym, ale żeby zakładać, że okaże się to czymś jakościowo różniącym się od dotychczasowych dokonań tej wymienionej w tytule osoby - raczej nie ma podstaw; no, bo jak np. w kronice kryminalnej ogłoszą, że ktoś tam zamordował ojca i matkę - to trudno spodziewać się po nim czegoś jeszcze bardziej spektakularnego. Co - że premier może przejąć i opanować Trybunał Konstytucyjny? - to samo już przecież zrobił wbrew prawu choćby z Prokuraturą Krajową i choć ciężary tych deliktów nieco się różnią, to gatunek ten sam. Cokolwiek teraz zrobi, będzie tylko - wiem, że nienajlepiej to zabrzmi - logiczną konsekwencją czynów wcześniejszych.
Wygłaszając to, co w tytule, premier zapowiada twarde, a właściwie brutalne działania wobec swoich przeciwników, których w społeczeństwie jest sporo - na tyle, że stanowią pewien - jak to sam kiedyś powiedział - problem. Z tym problemem nie próbuje uporać się przez porozumienie, a raczej grozi wzięciem za twarz; kryptodyktatura? - a skąd: ten zdegradowany obecnie sędzia był w swoich sformułowaniach i ocenach zbyt delikatny - to dyktatura i jedyną pociechą może być to, że nie osiągnęła jeszcze postaci skrajnie brutalnej.
A jeśli by się odnieść do tej niegdysiejszej grzeczności, którą się premier chwali - stricte, to nie od rzeczy będzie pytanie - kiedy? To jest - kiedy Donald Tusk bywał grzeczny: czy wtedy, kiedy w początkach uprawiania polityki przez grzeczność nie odmawiał Niemcom - o czym zaświadczał jego ówczesny kolega - pchającym się z kasą? Czy wtedy, gdy grzecznie - początkujący wówczas poseł - przyłączał się do obalających rząd Olszewskiego i usłużnie podsuwał pomysł liczenia głosów? Że grzecznie odstąpił Kremlowi dochodzenie w sprawie Smoleńska pieczętując to przybiciem żółwików - wiadomo; niewątpliwą grzeczność okazał też podając przynapitemu Junckerowi marynarkę, a jak mu niemiecki kanclerz pokazał drugi wagon - grzecznie się tam udał. Czyżby teraz, jak zapowiada, z takimi przejawami dobrego zachowania - odebranego zresztą, wedle jego własnej relacji, na podwórku - zamierzał się rozstać? Tylko ubolewać, szczególnie, że zaniechanie grzeczności - to nic, tylko - proszę wybaczyć prostą terminologię - coś w rodzaju schamienia i trudno mieć pewność, że wielu znalazłoby się takich, co by się tym przechwalali. Ale - jak to się powiada; de gustibus...


Komentarze
Pokaż komentarze (6)