1 obserwujący
22 notki
15k odsłon
750 odsłon

Niknący blask Zachodu

Wykop Skomentuj21

Dawno, dawno temu, w krainie zwanej PRL słowo Zachód miało swoją nieodpartą magiczną moc.

Owa magia objawiała się czasami eksplozją bajecznych kolorów pod postacią namacalnych i jak najbardziej realnych rzeczy. Przeważnie były to opakowania – była to na przykład puszka (co za pomysł) po piwie, butelka po alkoholu albo pudełko po papierosach przypięte na słomianej macie. Niekiedy był to zszargany katalog reklamowy przywieziony z NRD a czasami nawet winylowa płyta, którą dorośli podawali sobie z rąk do rąk jak świętą relikwię.

Wiem, ktoś powie, że zachwycaliśmy się śmieciami. I ma rację. Tak było. Oglądając to całe kolorowe barachło wyobrażaliśmy sobie niezwykłą, nieosiągalną zawartość tychże opakowań będąc święcie przekonani, że nawet dym papierosowy musi mieć smak ambrozji.

Albowiem, drogie dzieci, PRL to była taka dziwna kraina gdzie mieszkańcy miast potrafili godzinami stać w kolejkach aby zdobyć najbardziej podstawowe produkty. Nawet takie jak papier toaletowy. Był to kraj gdzie banalne dziś pomarańcze trafiały do sklepów jedynie na Wielkanoc i Boże Narodzenie. Był to kraj gdzie szczytem heroizmu i szczodrości było obskoczyć rodzinę od święta i na trójkę dzieci zostawić DWA pomarańcze i JEDNEGO banana.

Dziś jeszcze widzę nas jak podchodzimy do tego cuda a mama zastanawia się jak też to pokroić każdemu po równo.

Polska Ludowa była też krajem, który obywatelom niektórych miast pozwalał popatrzeć na mityczny, zasobny i kolorowy Zachód. Były takie okna na ulicach miast z napisem „Pewex” przez które dzieciarnia, przyklejona do szyby, odczytywała dziwne, obce nazwy jak na przykład „LEGO”.

A potem był taki czas, że dorośli, rodzeństwo i kuzyni pełzali po dywanie w poszukiwaniu zaginionego klocuszka LEGO z mikroskopijnego kompletu, który jeden szczęśliwiec dostał na gwiazdkę. Tak było. Te same klocki, które teraz dziesiątkami rozdeptuję w dziecinnym pokoju lub wciągam nieopatrznie odkurzaczem, w krainie PRL były kawalątkiem ZACHODU kupionym za dewizy.

Wraz z upływem czasu przybywało Zachodu w szarym otoczeniu Polski Ludowej – Zachód wlewał się przez odbiorniki TV, rozbrzmiewał w radio, wujek przywoził go w postaci kaset wideo, aż pewnego dnia Zachód eksplodował w pobliskim mieście na wszystkich chodnikach, bazarach, skwerkach, kioskach i sklepach. I zaprawdę powiadam wam swą obfitością, kolorem i egzotyką przyprawiał o zawrót głowy. A z dniem gdy po raz pierwszy kupiłem napój w puszce tylko dla siebie zakończyła się pewna epoka i nastał nowy ład.

I oto zapełniły się lodówki i szafy, regały z książkami wzbogaciły się o nowe nabytki, w rodzinnych albumach zaczęły pojawiać się zdjęcia z zagranicznych wojaży. Ale Zachód czarował nadal. Oglądaliśmy na żywo jak zbrojny i potężny rozbił w pył imperialne mrzonki Saddama, a rok później na polu sportowym „Zachód made in USA” prowadzony prze legendarnego Miachela Jordana zdeklasował rywali w Barcelonie.

Wtedy może już nie miał tej siły jak reklamy pierwszych proszków „z amerykańską” formułą, może pomarańcze i banany straciły smak zakazanego owocu, ale Zachód to nadal było coś lepszego a jednak nieuchwytnego. To była jakaś tajna formuła, magiczny eliksir, który miał zamienić demoludy w Europejczyków i sprawić, że przestaniemy wreszcie czuć się jak dzikusy i ubodzy krewni wobec tłustych portfeli Niemców, Francuzów i Amerykanów.

Gadające głowy w odbiornikach TV i na szpaltach gazet powtarzały jak mantrę – prywatyzacja, kapitalizm, wolny rynek, transformacja. To były te zaklęcia, prawdy objawione przez proroka Balcerowicza, które miały zdobyć dla Polaków „zachodnie wartości” i „zachodnie standardy” co wszyscy rozmieli jako „zachodnie wypłaty” i „zachodni dobrobyt”.

I przyszedł czas, że zakłady padały jak muchy. I szalało bezrobocie. I nie było dnia bez doniesień o strzelaninie, bankructwie i oszustwie – cały peleton dramatów zwykłych ludzi, którym zawalił się świat. Panowało jednak powszechne przekonanie, że musimy nadrabiać, nadganiać, że komuna, że socjalizm, że długi Gierka, że nie ma innej drogi tylko trzeba zacisnąć zęby i pchać ten wózek, aby do przodu, aby dalej, aby na Zachód. Bo wtedy, jak już dopchamy, jak dojdziemy, wtedy prawdziwi Europejczycy z papierami, z wiedzą, doświadczeniem i ugruntowaną tradycją demokratyczną, z nowoczesnym zarządzaniem wydadzą nam specjalny certyfikat i będziemy bogaci jak Niemcy, Francuzi i Włosi.

Po piętnastu latach tego pchania weszliśmy do Unii. Ruszyła fala emigracji. I zaczęliśmy obserwować ten mityczny Zachód własnymi oczyma a nie przez filtr informacyjnej papki serwowanej regularnie w TV. I oglądaliśmy z żabiej perspektywy a nie z turystycznego autokaru. Zaglądaliśmy za kulisy jako kelnerzy, kucharze, pomywacze, sprzątaczki, kierowcy i doręczyciele.

Wykop Skomentuj21
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo