1 obserwujący
37 notek
23k odsłony
  852   1

Niewidzialne ministerstwo

Jak przed każdymi świętami powtarzam ten sam schemat - Najlepsza z Żon rzuca te same instrukcje na niepogodę - "Wymyśl jaki film oglądamy". W miarę upływu lat znajduję się w coraz większym kłopocie. Na początku naszej znajomości było łatwo, nieomal instynktownie - przegląd klasyków, obiecujących hitów oraz nieśmiertelny Bareja. Gdy pojawiły się dzieci i na tyle podrosły doszedł walor edukacyjny czyli znów z przyjemnością klasyka, najlepiej historyczna. Ale ile razy można oglądać "Potop" lub "Pana Wołodyjowskiego" ? Zacząłem się zastanawiać. Wyszło mi, że tak na dobrą sprawę w naszym prywatnym rankingu od lat niezagrożone królują : "Westerplatte" (1967), "Wolne misto" (1958), "Godzina W" (1979), "Noce i dnie" (1975), "Nad Niemnem" (1987) ", "Katyń" (2007), " "Czarny czwartek" (2011). Jednym słowem przeważają dokonania kinematografii rodem z PRL. A stąd już kolejny wniosek, bardzo nieprzyjemny i nieprawomyślny, że wolna Polska w postaci III RP odpuściła sobie politykę historyczną, odpuściła sobie wielkie filmy o Polsce. A przecież "film jest najważniejszą ze sztuk".

Już słyszę głosy sprzeciwu, że nieprawda, że wcale nie. Powstało przecież mnóstwo ważnych filmów historycznych. Ministerstwo Kultury działa i wspiera, działa też PISF ku chwale ojczyzny. To poważne instytucje, z zarządem, budżetem i autorytetem, a nie jakieś wydmuszki jak tu Pan sugeruje.

Nie da się zaprzeczyć, że coś tam powstało. Problem w tym, że są to filmy co najwyżej średnie, a przeważają niestety gnioty tak straszliwe (i drogie) że na trzeźwo nie da się ich oglądać. Pobieżny przegląd pozwala ustalić, że dominował temat AK i drugiej wojny, adaptacje lektur bądź remake ( np. Akcja pod arsenałem = Kamienie na szaniec) albo "sentymentalne kontynuacje" (Ogniem i mieczem). Jedynym reżyserem, który jako tako wychodził z tych prób był Andrzej Wajda. Niestety im bliżej obecnych czasów tym gorzej. Oklepane tematy, słabe scenariusze, słabe finansowanie.

Rzućmy okiem na kilka tytułów. Napisałem o filmach historycznych, ale wrzucam tu też adaptacje klasyków literatury. Oczywiście jak zwykle to tylko moja ocena i nikt nie ma obowiązku jej podzielać.

Na plus zapisuję (chronologicznie) "Pierścionek z orłem w koronie" (A. Wajda), "Poznań 56" (F. Bajon), "Pan Tadeusz" (A. Wajda) pomimo żenującej sceny z niedźwiedziem i walki z Moskalami, "Jutro idziemy do kina" (M. Kwieciński), "Generał Nil" (R. Bugajski) "Mała matura 1947" (J. Majewski) i to chyba byłoby na tyle.

Były oczywiście jeszcze dwa filmy o Powstaniu Warszawskim z 2014 roku. Ten montowany z archiwalnych zdjęć powala na kolana i chwała jego twórcom, ten drugi ( Warszawa 1944 reż. J. Komasa) nie jest zły, ale czegoś mi w nim brakowało. Oczekiwałem chyba historii monumentalnej, opowiadanej jak w filmie "O jeden most za daleko". Chociaż temat powstania najlepiej chyba ujęto w spektaklu Teatru Telewizji "Ziarno zroszone krwią". Ostatni naprawdę dobry film historyczny jaki widziałem to "Wołyń" z zastrzeżeniem, że przeciętny odbiorca zachodni pogubi się kompletnie w chronologii, ale to w sumie drobiazg, który można rozwiązać napisami.

Jeśli chodzi o kompletne gnioty to muszę wymienić "Ogniem i mieczem", "Bitwa Warszawska 1920", "Wielki Tydzień", "Syberiada polska", "Historia Roja" i "Smoleńsk". Najgorsze, że podejmowane tematy to przepis na hit, ale nie z takim scenariuszem i nie z tymi pieniędzmi. Żaden nie spełnił pokładanych w nim nadziei i oczekiwań. "Ogniem i mieczem" w ocenie mego znajomego to najdroższy antypolski paszkwil jaki sobie zafundowaliśmy. W "Bitwie Warszawskiej" znów zabrakło mi ujęcia a'la "O jeden most...", dostaliśmy romans, dobrego Kozaka i wrażenie, że bitwę warszawską wygrała dziewoja kosząc wszystkich z ckmu.

Reasumując - jeśli już ktoś zdobył się na odwagę by wyjść poza ramy okupacji i drugiej wojny to wykładał się na scenariuszu i finansowaniu. Taki jest smutny obraz naszej narodowej narracji historycznej pod rządami, o ironio, Zjednoczonej Prawicy.

Gdzie jest ministerstwo Kultury? Gdzie jest TVP i jej misja? Czy ktoś wreszcie poważnie potraktuje rolę filmu w oddziaływaniu na świadomość narodową? Przecież nasza historia to kopalnia pomysłów, to czyste złoto, które średnio ogarnięty scenarzysta z Hollywood, zamieni w epicką opowieść, którą żyłyby pokolenia. I my się dziwimy, że Polacy mają niską samoocenę? Że dorabiają nam gębę antysemitów, złodziei, warchołów i wspólników Hitlera?

Panowie filmowcy do książek. Jest cała masa tematów dawno opisanych i z niewyjaśnionych powodów kompletnie ignorowanych przez przemysł filmowy.

Uwaga, rzucam jak z rękawa pomysły:

Powstanie Wielkopolskie, Zamach Majowy, Dmowski, Konstytucja 3 Maja, Tadeusz Kościuszko, Stefan Batory, Władysław IV, Akcja w Bezdanach, Solidarność, Stan wojenny, Monte Cassino....

Oczywiście to wszystko jest do zrobienia, ale trzeba mieć pieniądze, zatrudnić fachowców, żeby powstały hity na miarę "Szeregowca Ryana" a nie jakieś pełne zadęcia, mdłe i patetyczne hymny na cześć. Gdzie są więc nasze Wielki i Ważne filmy panie Gliński? Gdzie hity na miarę "Gry o Tron" panie Kurski? Czytacie panowie coś oprócz partyjnych sprawozdań i wytycznych? Inne lektury są dużo bardziej fascynujące, zapewniam.

Weźmy choćby początek książki "Gorzka Chwała" Richarda Watt'a - siedemnasty września 1939, słoneczny dzień, miejscowość Kuty, most na Czeremoszu, który stanowi jedyną drogę ucieczki przed Sowietami, mostem suną polscy żołnierze. Na błękitnym niebie co chwila przelatują nisko ocalałe polskie samoloty, dno jaru wypełniają setki karabinów rzucanych przez żołnierzy.....

Gdy czyta się ten pierwszy rozdział to obraz sam staje przed oczami, nic tylko filmować.

A jest jeszcze polska fantastyka. Netflix nakręcił króciutkie animacje "Love, death and robots" czemu TVP nie odpowie serialem "Polska fantastyka w animacji"? Jest przecież nawet gotowy scenariusz śp. Macieja Parowskiego "Burza". Jest cykl Jacka Komudy o dymitriadach. Jest "Walc stulecia" Ziemkiewicza materiał na film, który urywa głowę. Jest "Irrehare" Jacka Dukaja, w tym wypadku odchodzą koszty marketingu, wrzawa robi się sama bo system operacyjny nazywany jest Allachem. Tego samego autora sensacyjne "Wielkie podzielenie". "Psychonautka" Wojtka Szydy - symboliczne "drugie ukrzyżowanie" w gabinecie aborcyjnym. Jest niesamowite "Veto" wspomnianego Jacka Komudy, horror w zajętej przez Polaków Moskwie....

To jak? Doczekamy się któregoś z tych filmów czy Ministerstwo Kultury pozostanie Ministerstwem Widmo?

Lubię to! Skomentuj36 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura