Wydawało się, że dzisiejszy poranek może być dla partii rządzącej tragiczny. Tekst Rzeczpospolitej miał być gwoździem do trumny oficjalnej narracji władzy co do katastrofy smoleńskiej, opartej na ustaleniach komisji Millera. Kiedy wszystko brało w łeb, Jarosław Kaczyński biegał po Sejmie i opowiadał o "nieprawdopodobnej wprost zbrodni" i żądał dymisji Tuska, portale prawicowe krzyczały o udowodnionym zamachu, przyszła chwila otrzeźwienia i konferencja prasowa prokuratury ze zdecydowanym dementi. Oczywiście prokuratura zdalnie sterowana przez PO, zdaniem prezesa przygotowała tylko zgrabną wymówkę, a tak na prawdę to wszystko jest oszustwem. No, ale kilka chwil później Rzeczpospolita przyznaje się jawnie do błędu, dając Tuskowi pretekst do popukania się w czoło i pokazania prezesa jako fanatyka i krzykacza.
Nierzetelny artykuł w Rzepie to najlepszy prezent dla Tuska w tak trudnym dla niego okresie. Ofensywa PIS nabijająca tej partii punkty została własnie przykryta i byc może jej efekty definitywnie pogrzebano. Obraz Kaczyńskiego jako męża stanu zajmującego się gospodarką, zdrowiem i bezrobociem w jednej chwili prysł i w jego miejsce pojawił się Kaczyński mówiący o "zamordowanym prezydencie". Redaktor Gmyz może się spodziewać z kancelarii premiera flaszki dobrej whiskey.
Co zrobi teraz Kaczyński? Znów wyśle Glińskiego na pierwszy front, by zatarł złe wrażenie? Ciekawe.



Komentarze
Pokaż komentarze (49)