63 obserwujących
197 notek
261k odsłon
  253   0

"Miłość" to solidaryzm narodowy epoki ponowoczesnej

Powszechnie panuje pogląd, że od dwóch lat w Polsce mamy na scenie politycznej hegemonię dwóch partii prawicowych. Takie stawianie sprawy wynika chyba z brania na serio deklaracji programowych obu ugrupowań i lekceważenia czynników lokalno-historycznych. Tymczasem warto te ostatnie uwzględnić.

Poza PSL i może PiS żadna z dwóch pozostałych partii obecnych  w parlamencie nie odwołuje się bezpośrednio do tradycji sięgających okresu międzywojennego. A jednak trumny II Rzeczypospolitej zostały po roku 1989 otwarte. Teraz, po wyborach 2007, sytuacja klaruje się coraz wyraźniej.

PiS – jeśli szczególny akcent położymy na zapatrzenie się jego przywódcy w marszałka Piłsudskiego - to rzecz jasna spadkobierca sanacji. Postulaty „rewolucji moralnej”, silnego państwa wolnego od korupcji i innych patologii, a w polityce międzynarodowej romantyczne wizje wyswabadzania dawnych Kresów wschodnich spod wpływów Moskwy, budzą jednoznaczne historyczne skojarzenia. PiS to – podobnie jak środowiska popierające Piłsudskiego – formacja patriotycznej inteligencji. Oczywiście w latach 2005-2007 wielu takich inteligentów się do partii Jarosława Kaczyńskiego zraziło (odejścia Marka Jurka i Kazimierza Ujazdowskiego są najbardziej dobitnymi tego przejawami), ale przecież podobnie się działo po zamachu majowym. PiS jako ugrupowanie inteligenckie ma też „etosowy”, filosemicki stosunek do narodu żydowskiego, ale mocno uwarunkowany polskim patriotyzmem (nie szowinizmem). Wobec szkalowania przez diasporę żydowską dobrego imienia Polski, politycy PiS zajmują zdecydowanie negatywne stanowisko. Ale jednocześnie prezydentura Lecha Kaczyńskiego to okres potwierdzania opinii o Polsce jako największym sprzymierzeńcu Izraela w Europie.

Z kolei PO to dziedziczka... endecji. I temu warto poświęcić najwięcej miejsca, jako iż teza ta brzmi bardzo kontrowersyjnie. Nie jestem jednak w jej formułowaniu oryginalny. Dyskusja nad nią przetoczyła się swego czasu na Forum Frondy, ale i na blogu OZONa.

Jeśli spojrzymy na endecję nie poprzez pryzmat mitów, jakie wokół niej od dziesięcioleci krążą, ale tego, co realnie charakteryzowało tę formację, to rzecz się wyda bardziej jasna. Endecy byli przede wszystkim realistami, ugodowcami. Troskę o interes narodowy wyrażali angażując się w procesy negocjacyjne, w zawieranie z zaborcą rosyjskim rozmaitych kompromisów. W oczach piłsudczyków uchodzili za konformistów, o ile nie zdrajców. Poza tym byli zwolennikami solidaryzmu narodowego, popierali rozwój polskiej klasy średniej, pogardzali zdeklasowaną szlachtą. Mniejszości etniczne, w tym zwłaszcza żydowską, uważali za ekonomiczne – a z czasem i kulturowe – zagrożenie. Wbrew obiegowym opiniom na ich temat, opowiadali się za modernizacją społeczeństwa na modłę zachodnią, a Kościół traktowali instrumentalnie.

Dziś Platforma stara siebie prezentować jako siłę rozsądku na tle rozpalającego namiętności polityczne PiS. Jawi się jako partia skora do ustępstw wobec Niemiec i Rosji – państw, wobec których Jarosław Kaczyński był bezkompromisowy. PO kreuje się na reprezentantkę zwykłych Polaków (pomijam czy taka jest w praktyce), czyli ludzi nie interesujących się „wielkimi sprawami” typu dekomunizacja czy legalizacja związków homoseksualnych. Platformy nie obchodzą dawne Kresy Wschodnie. Troska o poprawę stosunków z Rosją idzie w parze z odpuszczeniem sobie stosunków z Ukrainą – tak przynajmniej odbierają to w Kijowie. Jeśli chodzi o endecki antysemityzm, to został on zastąpiony kompletną obojętnością na relacje polsko-żydowskie (i tutaj, poza oczywistą walką o władzę w partii, być może nastąpił kulturowy rozłam między Bronisławem Geremkiem a Donaldem Tuskiem w czasie pamiętnego rozlatywania się Unii Wolności w roku 2001). Hasło zaś „miłości” to nic innego jak solidaryzm narodowy epoki ponowoczesnej.

W tej sytuacji SLD to spadkobierca KPP. Racją istnienia tej partii staje się coraz bardziej poparcie rozmaitych środowisk kontrkulturowych, jawnie nielojalnych wobec Polski, skarżących ją przed różnymi trybunałami europejskimi za przejawy „ksenofobii” i „nietolerancji”.

Z PSL, pomimo wstydliwego, długotrwałego epizodu peerelowskiego, sprawa jest wiadoma. I tak jak w okresie międzywojennym PSL był sojusznikiem endecji, tak obecna koalicja z postendecją, czyli Platformą, wydaje się czymś znacznie bardziej konsekwentnym niż wcześniejsze koalicje z SLD.

Mamy wreszcie PD, która wciąż trwa dzięki uczestnictwu w LiD. To dziwna, dość anachroniczna formacja, na którą warto patrzeć ponadpartyjnie – jako na środowisko w mniejszym lub większym stopniu skupione wokół „Agory” i jej okolic. Jest ono tym, czym była szlachta w okresie swojego rozkładu po powstaniu styczniowym. To lewicowo-liberalna inteligencja. Zachowuje się ona z podobnym poczuciem wyższości wobec modernizującego się (za sprawą transformacji gospodarczej), a zarazem polityzującego się (za sprawą tracenia złudzeń co do rzekomej postpolityczności III RP) społeczeństwa, co niegdyś szlachta w stanie deklasacji. I tak jak pewna część szlachty poszukiwała ratunku w rewolucyjnych projektach ideologicznych, tak dzisiaj pedecja liczy na przetrwanie wspierając postulaty „moralnych mniejszości”. Na marginesie, inna część szlachty poparła projekt Piłsudskiego oraz, rzadziej, Dmowskiego – i analogicznie część dawnego elektoratu UW poparło – idąc śladami chociażby Pawła Śpiewaka – projekt IV RP, stając się zapleczem wyborczym PiS i PO.

Pozostaje pytanie: a gdzie spadkobiercy Wojciecha Korfantego? Odpowiedź jest prosta: paradoksalnie, w katolickiej Polsce chadecja nigdy nie miała silnej pozycji. Jej zniknięcie jest więc zwieńczeniem pewnej, trwającej kilkadziesiąt lat, tendencji. Dlatego ani PO ani PSL (pomimo członkostwa obu w chadeckiej Europejskiej Partii Ludowej) ani PiS nie aspirują do kontynuacji tego dziedzictwa. Ale to już temat na inną dyskusję.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale