Na początek garść uwag ogólnych do samej sprawy. Obserwuję to wszystko z dużego dystansu i nasuwa mi się kilka refleksji.
Po pierwsze: krytycy decyzji dotyczącej ograniczenia aktywności w mediach przez Ks. Bonieckiego wyrażają się tak jakby mieli pewność, co jest powodem wydania takiej, a nie innej decyzji.W momencie jednak, gdy nie jest to jasne wypadałoby jednak wypowiadać się chociaż w trybie hipotetycznym, a nie z tak dużym stopniem asercji.
Po drugie: krytycy tej decyzji zapominają, że - czy im się to podoba, czy nie - instytucje kościelne mają prawo podjąć taką decyzję, gdyż Kościół jest hierarchiczny i obowiązuje zasada posłuszeństwa. Zdaje się, że kary zakazu wypowiedzi nie wymyślono specjalnie dla Ks. Bonieckiego. Czy Ks. Natanek również nie powinien dostać takiego zakazu? Nie zrównuję tych dwóch sytuacji, ale chcę jedynie pokazać, że czasami takie narzędzie może być uzasadnione.
Po trzecie: obecna sytuacja przypomina trochę sprawę zakazu wypowiedzi, którą otrzymał Ks. Isakowicz - Zalewski. Ks. Zaleski, tak samo jak teraz Ks. Boniecki do zakazu się dostosował. Różnica jednak polega na tym, że nikt nie podnosił argumentów, że taka kara jest "czymś jak zza komuny", "kompletnym anachronizmem" czy wycinaniem z Kościoła ludzi myślących. Co więcej, nie przypominam sobie wypowiedzi redaktorów Tygodnika Powszechnego w obronie Ks. Isakowicza przy okazji wspomnianej sytuacji. To nasuwa podejrzenie, że nie chodzi wcale o zasadę ogólną, ale o to, że nie podoba nam się to, że ukarano kogoś, kogo szanujemy, popieramy etc. Taki punkt widzenia nie ma jednak nic wspólnego z troską o dobro Kościoła, a jest zwykłym kolesiostwem.
Po czwarte: dziwią mnie wypowiedzi wielu ludzi, którzy twierdzą, że "Kościół straci na tym.." Nie bardzo wiem, jak należy to rozumieć? Z tego, że jeden z przedstawicieli Kościoła nie będzie się wypowiadał publicznie przez jakiś czas - nic szczególnego nie wynika. Chyba, że uznamy, że wypowiedzi Ks. Bonieckiego są konstytutywne dla Kościoła w Polsce. Skoro tak, to powinien wypowiadać się cały czas, żeby Kościół nie zmarniał jako instytucja. Ale chyba zgodzimy się, że nie od jednego człowieka zależy kształt Kościoła w Polsce? A jeśli ktoś odpowie, że tak, to zapytam: dlaczego akurat od Ks. Bonieckiego? Postulat red. Hołowni, żeby Kościół najpierw publicznie udowodnił błąd Ks. Bonieckiemu, a dopiero potem ewentualnie ukarał, jest absurdalnie śmieszny. Jest to bowiem wewnętrzna sprawa Kościoła i nie ma żadnego obowiązku się z niej tłumaczyć.
Po piąte: ostatnimi czasy - zwłaszcza po wyborach prezydenckich - przez media przetaczał się huragan pt. "ograniczyć wypowiedzi Księży nt. polityki". Nagle okazuje się jednak, że wypowiedzi księży-intelektualistów na temat przestrzeni społeczno-politycznej są bardzo pożądane. Byłbym bardzo zadowolony, gdyby niektórzy publicyści byli w tym postulacie - skoro już go głoszą - po prostu konsekwentni.
Po szóste: Kościół jest organizacją dobrowolną. Skoro tak, to każdy decydując się na należenie do niej bierze na siebie obowiązek brania odpowiedzialności za swoje wypowiedzi/działania. Bardzo szanuję Ks. Bonieckiego, ale obca jest mi myśl, że nigdy nie mógł popełnić jakiegoś błędu, powiedzieć o dwa słowa za dużo.
[update: nawet nie zauważyłem, że notka zaistniała w rubryce "Igor Janke poleca"]


Komentarze
Pokaż komentarze (29)