W całej Ziobra-gate najbardziej bawi mnie argumentacja, która pojawia się tu i ówdzie. Brzmi ona mniej więcej tak: prawdą jest, że Ziobro zaczął grać na siebie, że zaplanował z Kurskim założenie nowej partii, ale Jarosław Kaczyński nie powinien go wyrzucać, gdyż to osłabia PiS.
Komentarz: Zbigniew Ziobro oczywiście jest postacią bardzo zasłużoną dla PiS. Z tego jednak wcale nie wynika, że należy go trzymać w partii za wszelką cenę, bez względu na okoliczności. Stąd krytyka posunięcia Kaczyńskiego wydaje mi się oderwana od realiów. W mojej skromnej ocenie ZZ zachowuje się jak człowiek, który stojąc przy wystawie z chińską porcelaną głośno deklaruje (patrząc widowni głęboko w oczy), że jest kolekcjonerem zabytkowych filiżanek, po czym nie odrywając wzroku od publiczności z uśmiechem na twarzy - bezbłędnym ruchem bierze jedną z nich i upuszcza na ziemię...Potem powtarza czynność, aż ktoś na sali straci cierpliwość, a potem tylko testuje pojawiające się reakcje.
Skoro zasługi Lecha Wałęsy nie są argumentem przeciwko głupotom, które mówi; skoro Jarosław Kaczyński jest ceniony na prawicy, ale wytyka się jego błędy, to nie mogę zrozumieć dlaczego inaczej miałoby być z Ziobrą. Dla mnie Ziobro był wiarygodnym politykiem dopóki uczestniczył w realizacji pewnego ambitnego projektu politycznego. Z chwilą, gdy zaczął go de facto kontestować (bo tak rozumiem obniżanie szans wyborczych PiS) - tę wiarygodność utracił bezpowrotnie. I zastąpienie go na stanowisku wiceprezesa PiS przez Mariusza Kamińskiego będę witał z ogromną satysfakcją.
361
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze