Jeśli się komuś śpieszy, to poinformuję od razu: nic. O. Mądel w swoim tekście napisał, że:
Ustrój europejski oparty jest na zasadzie pomocniczości, a to oznacza, że nie jest i nigdy nie będzie federacją ani superpaństwem, ani nawet pospolitym ruszeniem regionów, z tej prostej racji, że Wspólnota Europejska może przejąć jakieś fragmentaryczne komptencje danego kraju tylko po to, żeby mu pomóc, a nie po to, żeby mu je odebrać.
1. Faktem jest, że po to, aby WE (Wspólnota Europejska) mogła danemu państu członkowskiemu pomóc - wedle doktryny Sikorskiego - musi NAJPIERW temu państwu odebrać odpowiednie kompetencje (dotyczące np. przygotowywania budżetu). Tzw. "krytycy Sikorskiego" to racjonalne (i miejmy nadzieję wciąż powiększające się) plemię. Jedyne co robią, to po prostu konstatują ten fakt, a odebranie takich kompetencji jest utratą suwerenności, czy to się komuś podoba czy nie, niezależnie od intencji, czy celów, ze względu na co, na taki krok się zdecydowano.
2.Strategia jaką się tu przyjmuje jest następująca: każdy, kto krytykuje pomysły Sikorskiego - prezentuje egozim narodowy w najgroszym wydaniu i wcale nie próbuje nawet ratować Europy. Taki zarzut jest zupełnie nieporadny. Z faktu, że ktoś nie zgadza się na Europę jako federację - nie wynika wcale, że nie jest gotowy pomagać w doprowadzeniu Starego Kontynentu do ładu. Stawianie sprawy w taki sposób jest niczym innym, jak tylko ideowym szantażem. Jeśli - mówiąc obrazowo - Europa to płonący budynek, a min. Sikorski mówi: "będzie ok, musicie tylko wbiec na wyższe piętro", to każdy myślący człowiek ma prawo mieć uzasadnione wątpliwości, co do sensowności tej propozycji. Wcale bowiem nie jest powiedziane, że głębsza integracja to jedyny sposób na kryzys. Sytuacje bez wyjście (zwłaszcza w polityce) i konieczności dziejowe - zawsze są podejrzane i wobec nich powinno stosować się zasadę ograniczonego zaufania. Stąd widać, że krytycy spełniają pożyteczną rolę i szczytem nieodpowiedzialności jest wyśmiewanie bądź odrzucanie z miejsca ich wątpliwości.
Dogmatyzm spełnia swoją pożyteczną rolę w religii, gdzie nienaruszalność doktryny stanowi wielką wartość. W życiu jednak tak młodej i kruchej wspólnoty politycznej, jak UE powinno się dopuścić głos świeżej krytyki. Federacja bowiem to projekt o kolosalnych konsekwencjach, których pewnie sobie nie uświadamiamy. Byłoby źle, gdyby przeciwnicy federalizowania się Europy byli spychani na margines tej dyskusji. Warto również się zastanowić, czy suwerenność to dobra moneta przetargowa. Krytycy Sikorskiego - w tym ja - twierdzą, że ewentualne korzyści wynikające z ograniczenia suwerenności (takiego, o jakim mówił w Berlinie minister) zawsze będą pozorne. Taka teza nie jest czymś trywialnym, ale oczywiście z takim stwierdzeniem trudniej dyskutować, więc lepiej z krytyków zrobić narodowych egoistów. Mam nadzieję jednak, że większość sobie uświadamia jak jałowy i nieuczciwy to ruch.
348
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)