Filokles Filokles
324
BLOG

"..sąd sądził historię"

Filokles Filokles Polityka Obserwuj notkę 4

W chwili, gdy dowiedziałem się jaki zapadł wyrok ws. autorów wprowadzenia stanu wojennego, głowę zaprzątała mi jedna myśl. Co napisze Gazeta Wyborcza? Nie myślałem o tym dlatego, że sądzę, iż to, co napisze w tej sprawie ten dziennik jest jakoś szczególnie istotne. Wręcz przeciwnie, jednakże interesowało mnie jaki ruch argumentacyjny zostanie wykonany, aby skrytykować wyrok sądu RP.

Odpowiedzi na moje pytanie dostarczył niezawodny redaktor Marcin Wojciechowski. W tekście "Stan wojenny: sąd swoje, ludzie swoje" potwierdził moje podejrzenia, że GW wprost nie zdecyduje się skrytykować wyroku.

Pan Wojciechowski pisze:
 

"Wyrok sądu nigdy nie usankcjonuje tego, jak Polacy pamiętają i oceniają stan wojenny. O tym każdy z nas będzie decydował sam. Na podstawie wspomnień, doświadczeń własnych i najbliższej rodziny. Na podstawie poglądów i sympatii politycznych. Pomysł, by sąd sądził historię - tak samo jak sądzi np. kieszonkowców - jest mocno dyskusyjny."


Mój komentarz:

Fortel, który został tutaj zastosowany bardzo źle świadczy o pomysłowości dziennikarzy z Czerskiej. Naprawdę można było to zrobić inteligentniej. Jednak zdecydowano się na rzecz następującą: najpierw wbić czytelnikowi do głowy, że wyrok jakoby niczego nie zmieni, bo nie zmusi Polaków do jednolitego stanowiska w tej sprawie. Potem sugeruje, że przyczyną owej klęski, jest przyjęcie błędnego założenia w tej sprawie, że sąd miał osądzić partykularne zdarzenia historyczne.

Sąd nigdy nie stawiał sobie za cel upowszechnienie swoim wyrokiem oceny stanu wojennego. Sąd miał za zadanie tylko i wyłącznie ocenić działania konkretnych OSÓB w relacji do obowiązującego wówczas PRAWA.Nie ma więc mowy o jakimkolwiek "sądzie nad historią". Redaktor Wojciechowski użył tej figury chyba po to, żeby czytelnik zapomniał na chwilę, o tym, że na ławie oskarżonych siedzieli konkretni ludzie. Strategia była więc mniej więcej taka: skonstruować szybko absurdalną tezę, że sąd sądzi historię, a potem ją łatwo zdezawuować. Jako, że istotnie jest to teza wręcz idiotyczna, redaktorowi Wojciechowskiemu udało się to bardzo łatwo (stąd porównanie do sytuacji sądzenia kieszonkowców). Szkopuł tkwi w tym, że twierdzenie, że ktoś to tak traktował jest zwyczajnym kłamstwem. Od początku do końca chodziło o osądzenie autorów stanu wojennego, którzy - o ile mi wiadomo - są osobami. Stąd wnoszę o deficycie sprytu wśród redaktorów GW. Nie będę się już rozwodził nad faktem, że takie stawianie sprawy jest wysoce dwuznaczne z moralnego punktu widzenia. Sugeruje się bowiem, że bieg historii jest taki, jaki jest - a za ewentualne zbrodnie czy przestępstwa nikt nie odpowiada, bo nie można przekonać wszystkich do jednej wersji wydarzeń. Stosując taką metodę można podważyć sensowność na przykład czegoś takiego jak Procesy Norymberskie.

 

 

Filokles
O mnie Filokles

Żyję sobie w rdzeniu reaktora. Nowy tekst (rzadko błyskotliwy w treści, ale czasem o bardzo fajnym tytule:-) pojawia się zawsze w jakimś dniu tygodnia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka