Być może niektórzy jeszcze pamiętają wypowiedzi posła Niesiołowskiego, w których tłumaczył (a dokładniej mówiąc: legitymizował) chamską odzywkę posła Palikota skierowaną pod adresem Ś.P. Grażyny Gęsickiej. Poseł Niesiołowski postanowił jednak (do niebywale mocnej agresji słownej w polskiej polityce) dodać coś jeszcze: agresję fizyczną. Los zgotował mu nawet okazję, którą była po prostu pani Ewa Stankiewicz pytająca go o zajścia przed Sejmem w dniu wczorajszym.
Samego zdarzenia nie ma co komentować. Wystarczy użyć niedawnej frazy posła Macierewicza: "ono komentuje się samo". Natomiast warto powiedzieć jedno. Często w programach informacyjnych pokazuje się nam migawki z obrad parlamentu w Tajwanie, żeby udowodnić, że w naszym parlamencie nie jest jeszcze tak źle. Jeszcze nie jest, ale jutro?
Ktoś powie, że to incydentalne zdarzenie, które wynika z nadpobudliwości pana posła Niesiołowskiego. Być może i tak. To co mnie osobiście przeraża, to ciche przyzwolenie, które można streścić w formule: "To babka z pis-u, więc sama się prosiła", którą już próbuje przemycić swoim czytelnikom GW. Szkoda, że nie użyto wczorajszej frazy posła Wenderlicha: "gdyby wstał i uderzył ją w twarz, to byśmy nie protestowali".
651
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze