Fizyka Smoleńska
Piszę o rzeczach pięknych: fizyce, lotnictwie, wszechświecie i superkomputerach. Ale też o smutnych: wyjaśniam katastrofę smoleńską. Odsłaniam manipulacje oszustów politycznych i nieuków, ich pseudonaukę o nazwie "fizyka smoleńska". Fot: nad Akron,OH
117 obserwujących
88 notek
914k odsłon
  24661   1

35. Przemieszczające się przedmioty instytutu Sehna wyjaśnione!

Graficzny obraz fali dźwiękowej z rekordera CVR zsynchronizowany z mapą okolic katastrofy smoleńskiej i fizyczną trajektorią lotu.
Graficzny obraz fali dźwiękowej z rekordera CVR zsynchronizowany z mapą okolic katastrofy smoleńskiej i fizyczną trajektorią lotu.

W tym rozdziale skoryguję jedną z ważniejszych analiz dotyczących katastrofy smoleńskiej, wykonaną przez Instytut Ekspertyz Sądowych im. J. Sehna w Krakowie (IES). Znaleźli oni w zapisie CVR (rekordera głosowego z kokpitu tupolewa PLF 101) mistyczne "przemieszczające się przedmioty", które uaktywniły się w momencie, kiedy samolot dzieliły sekundy od zagłady. Rozwiążę zagadkę tych przedmiotów. Zaproponuję też skąd wzięły się gałęzie, które mogły wpaść do silników, a wszystko przy użyciu klucza leżącego w zasiegu ręki, po który każdy z nas mógł sięgnąć w dowolnej chwili. Tym kluczem jest, jak to w wielu opowieściach, mapa. Tym razem zwyczajna, nie zaczarowana ani nie sekretna.

 * * * 

Empuse

Entschieden weiß ich gleich zu handeln,
In vieles könnt' ich mich verwandeln;
Doch Euch zu Ehren hab' ich jetzt
Das Eselsköpfchen aufgesetzt.

[I'm swift in acting with decision,
In many forms could meet your vision;
But honour due you I would pay
And so the ass's head I've donned today.]

Mephistopheles

Ich merk', es hat bei diesen Leuten
Verwandtschaft Großes zu bedeuten;
Doch mag sich, was auch will, eräugnen,
Den Eselskopf möcht' ich verleugnen.

[I note, with people of this sort
Kinship is stuff of great import;
But come what may, it's all the same,
The ass's head I'd fain disclaim.]

[J. W. Goethe, Faust, cz. II]

 

DAWNO DAWNO TEMU,

przed wiekami, ludzie nie podróżowali drogą powietrzną. To było za drogie. Jechali na grzbiecie konia albo powozem. Jeśli z niego spadli, a spadali dość czesto, to były to jednak wypadki małoskalowe. Jedynymi wielkimi katastrofami komunikacyjnymi były katastrofy morskie. Częstą przyczyną, jak i teraz, był brak wyobraźni i nieostrożność sternika albo pierwszego oficera, a czasem trudne warunki meteo - ale tymi nie zajmowały się odpowiednie służby na lądzie tylko odpowiedni bogowie, zatem w razie katastrofy nie zwoływano na ogół komisji badania przyczyn, bo mogłoby to być wręcz mało ludziom pomocne. Co znamienne, oczywistą przyczyną katastrof morskich były dla ludzi nie ich własne błędy, tylko: (a) sabotaż (popularne teorie spiskowe mówiły, że okręt flagowy Waza zatopili w Sztokholmie w czasie wojny trzydziestoletniej polscy szpiedzy), albo (b) potwory, smoki i inne nadprzyrodzone stwory. Wyjaśnieniami typu (a) zajmuje się od paru lat zespół parlamentarny Macierewicza, który napisał o tym całą Białą Księgę, więc ja omówię tylko krótko wyjaśnienia typu (b). 

Abraham Ortelius tak oto zilustrował niebezpieczeństwa ówczesnego transportu morskiego w swym Theatrum Orbis Terrarum z r. 1570:

  

Syreny czekają tu by zwabić niebacznych żeglarzy, a wieloryb robi to co zwykle robią wieloryby: atakuje statek. Dziwaczne stwory znano już od bardzo dawna - w antyczności, na Sycylii tworzono piękne mozaiki obrazujące je (Piazza Armerina, Sycylia, IV w. p.n.e.):

Smoki morskie operowały, jak rozumiano w XVIII w., nie tylko na odległych oceanach. Historia Naturalna Norwegii Erika Ludvigsena Pontoppidana pokazuje ówczesną metodykę profilaktyki katastrof komunikacyjnych na przybrzeżnych, często uczęszcznych szlakach (strzelec na łodzi). Niestety, ta metoda profilaktyki rzadko skutkowała w przypadku Krakena, nadnaturalnej ośmiornicy o średnicy tak na oko ćwierć mili.
 

 

Nigdy zrozumienie katastrof komunikacyjnych nie było oderwane od ogólnego i powszechnego respektu dla magii, okultu i zjawisk paranormalnych. Kaspar Schott już w 1662 r. w swej Physica Curiosa  (to dobry tytuł na następne wydanie Białej Księgi) zebrał przykłady bezsprzecznie istniejących, wielokrotnie oberwowanych satyrów, potworów i chimer, pokazanych na powyższym obrazku. Zwróćmy uwagę zwłaszcza na postacie podobne do biskupów. Jak widać  poniższych ilustracji, schwytane były m.in. w r. 1531 w Bałtyku.

    

Guillaume Rondelet w Libri de Piscibus Merinis oparł analizę potwora-biskupa na relacjach lekarza Gisbertusa Germanusa, który widział to stworzenie w Polsce! Rondelet był nieco sceptyczny i zaznaczył, że opuścił kilka wątpliwych opisów. Uważał, że to w porządku, że opisuje rzeczy w które nie całkiem (a raczej na pewno) nie wierzy, ponieważ podaje tylko obraz monstrum w sposób przekazany mu; nie może tego ani potwierdzić ani zaprzeczyć.

Naturalista XVI-wieczny  Ulisses Aldrovandi opisywał dziwne stworzenia m.in. w Serpentum et Draconum Historia, Musaeum Metallicum i Monstrorum Historia, o czym teraz można przeczytać w pracy Andrea Baucona w Acta Geologica Polonica. Po prawej, ten wielonogi, to bazyliszek. Są też ilustracje Liceti Fortunio (1577-1657) z De monstrorum natura, caussis, et differentis (Padua, 1634 r.) i inne.

 Opisywano też Lamie, potworne greckie pół-kobiety zżerające swe dzieci, o ciele w połowie wężowym. Ich pewną odmianą, zaopatrzoną w kopyta osła były Empuzy, opisane w motto zaczerpniętym z Fausta, w którym Mefisto nie daje się im zrobić w konia (w przenośni), gdy jedna z nich zakłada głowę osła i wydaje szybkie i zdecydowane, ale podejrzanej jakości, osądy.  Sprytny był, bierzmy przykład. 

Lubię to! Skomentuj645 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka