Pan Piotr postąpił właściwie, uciekając w kierunku świadków przed patrolem, który zatrzymał go pod pretekstem wylegitymowania. Gdyby zgodnie z sugestiami fizycznymi - łapanie rękoma przez policjantów, udał się na boczek, gdzie nie było świadków, sprawa mogłaby dla niego zakończyć się zdecydowanie gorzej. Wówczas mielibyśmy tylko zeznania policji o 'agresji' i o 'nożu' a tak byli obecni liczni świadkowie którzy zdarzenia filmowali.
1. Legitymowanie musi mieć podstawę prawną, która powinna zostać podana przed prośbą o okazanie dokumentu. Trudno uwierzyć, że policjantów tego nie uczono.
2. Bez uzasadnionego powodu funkcjonariusze nie mają prawa chwytać, dotykać ani popychać osoby legitymowanej. Takie agresywne zachowanie jest niedopuszczalne i wskazuje, że ich prawdziwe intencje mogły być inne.
3. Podobnie w kwestii mowy ciała: drastyczne skracanie dystansu do kilku centymetrów, jak widać na nagraniu, stanowi czytelny sygnał groźby i agresji. Podstawy interwencji wykluczają przyjmowanie takich postaw przez funkcjonariuszy.
4. Policja nie miała też racjonalnego powodu, by odciągać Pana Piotra „na boczek”. Nie tarasował drogi, a w pobliżu nie było widać przechodniów. Próba odizolowania zatrzymywanego od wzroku świadków to kolejne nietypowe zachowanie, potęgujące poczucie zagrożenia.
5. Należy uwzględnić również kontekst legalnej demonstracji, w której Pan Piotr uczestniczył chwilę wcześniej. Działania policji - napieranie na tłum i aresztowania - wytworzyły napiętą atmosferę, co tym bardziej wymagało od funkcjonariuszy odpowiedniego, pozbawionego agresji podejścia.
6. Ponieważ Pan Piotr po wbiegnięciu do budynku miał odcięty odwrót, nie mógł nigdzie uciekać nie było potrzebne brutalne obezwładnianie połączone z duszeniem i uderzeniem w głowę.
Należy mieć nadzieję, że policja nie dusi i nie uderza w głowę każdej uciekającej osoby - w tej sytuacji to Pan Piotr jest jedynym poszkodowanym, z guzem i rozciętą głową. Reakcja ucieczki przed osaczającą grupą to naturalny mechanizm obronny, występujący również u osób niewinnych. Policjantka, jako specjalistka od pomocy medycznej, powinna znać podstawy psychologii stresu i zachowania w takich sytuacjach.
Wiele wskazuje na to, że mogła to być zaplanowana prowokacja polityczna. Człowiek, którego jedyną "winą" było szukanie świadków w obawie przed agresją policji (co w tych okolicznościach jest reakcją zrozumiałą), został przez premiera i ministrów publicznie okrzyknięty „nożownikiem” atakującym funkcjonariuszkę. Rozpowszechniono fałszywą narrację o pchnięciu policjantki i rozbiciu przez nią szyby głową. Nagrania wideo temu przeczą: nie widać na nich noża ani momentu uderzenia, a szyba ulega zniszczeniu, gdy Pan Piotr leży już nieprzytomny.
To sprawa poważniejsza niż standardowe przekroczenie uprawnień przez policję, ponieważ angażuje przedstawicieli rządu w oskarżanie niewinnego obywatela. Rzekome obrażenia głowy policjantki nie znajdują potwierdzenia na nagraniach - funkcjonariuszka nie trzyma się za głowę, nie widać po niej bólu. Nie przedstawiono też wyników obdukcji ani dokumentacji szpitalnej, co w takich przypadkach powinno być standardem.
Dodatkowe okoliczności potęgują wątpliwości: utrudnianie zatrzymanemu kontaktu z adwokatem, eskortowanie skutego człowieka przez nieproporcjonalnie liczną grupę policjantów, unikanie pytań przez rzecznika oraz nieodbieranie telefonu przez pseudo Rzecznika Praw Obywatelskich. Takie działania całkowicie odbiegają od standardów normalnego funkcjonowania policji i państwa. Pozostaje mieć nadzieję, że ta 'norma tuskowa' minie wraz z obecnym rządem i jego specjalnymi oddziałami policji.
tekst poddany wygładzaniu przez AI


Komentarze
Pokaż komentarze (35)