36 obserwujących
1919 notek
1293k odsłony
  211   1

Kres demokracji nadchodzi nieuchronnie

Globalny kryzys demokracji jest faktem. Każdy kryzys ma jakieś przyczyny w większości jednak wynikają one z ludzkich błędów zawinionych lub niezawinionych. Niezawinione są następstwem jakichś kataklizmów, albo wadliwych strategii spowodowane nietrafnymi polityczno-gospodarczymi planami rozwojowymi.

Współczesny, ogólnoświatowy kryzys demokracji jest wynikiem głównie oszukańczych, oligarchicznych nieuczciwych postaw polityków i to nie tylko przywódców, ale całych partii politycznych z precyzyjnymi planami korzyści własnych obozów – dawców władzy – planowymi, nadzwyczajnymi przywilejami tychże.

Tak jest – bez wyjątku – na całym świecie, a u podstaw zjawiska leży zachłanność ludzi szukających łatwych i dużych zarobków /dochodów/ dla osiągnięcia „niebotycznych” majątków graniczących wręcz z materialnym obłędem bogaczy.

Upadek klasycznej demokracji „zawdzięczamy” komunizmowi, którego liderzy systematycznie i planowo likwidowali elity kapitalistyczne /w rozumieniu własności prywatnej/ i sprytem politycznym pozyskiwali masowe poracie społecznie najliczniejszej klasy pracowniczej /głównie robotniczej/ obdarowując ich dumną iluzją wiodącej roli w społeczeństwie.

Materią tej iluzorycznej roli gospodarzy państwa  były awanse pozorowanej władzy w komunistycznych „atrapach demokracji” zwanych przemiennie „Radami Robotniczymi” /pracowniczymi/, „Konferencjami Samorządu Robotniczego”, a także Związkowymi Radami /branżowe/: „zakładowymi”, „wydziałowymi”, „oddziałowymi”, „społecznymi inspektorami pracy”, itd., itp.

Oczywiście czołowym znaczeniem obdarowano organizacje partyjne (/PPR/ PZPR), strukturalnie „zakładowe”, „oddziałowe”, „grupowe” /np. w brygadach pracowniczych/ itd.

Struktury te generowały całe "tabuny" pozorowanej „robotniczej” władzy darowanej środowiskowym „aktywistom” /w rzeczywistości konfidentom PZPR/ w „masach pracowniczych”, jako sprawcze „ramię” władzy ludowej sięgającej w najodleglejsze zakamarki struktur społecznych.

Efekt – 50 lat komunistycznych rządów we wszystkich proradzieckich republikach państw „robotniczo chłopskich”.

Ze strachu przed komunizmem ów populistyczny spryt polityczny partii robotniczych /komunistycznych/ wykorzystały na Zachodzie państwa kapitalistyczne słusznie spostrzegając, że przed rewoltą mas pracowniczych może ich uchronić jedynie dobrobyt tych środowisk, których „sytość” /wobec niedostatków ludności „demoludów”/ skutecznie powstrzyma przed komunizmem.

Tak oto po transformacji lat 90 – tych XX w. znaleźliśmy się w strefie ustrojowej „kapitalizmu socjalnego”, gdzie permanentne schlebianie klasie pracobiorców zapewnia rządy partyjnym, populistycznym obozom władzy.

Tym sposobem polityczni liderzy demokracji Zachodu wyalienowali się z demokratycznych mas wyborczych permanentną obietnicą ciągłego wzrostu dobrobytu obiecywanego w programach wyborczych tworzonych piarowym sprytem (PR) tak, aby masowy wyborca miał przekonanie o jego /programu/ realności, co nie wynika z realnego bilansu dochodów i wydatków państwa. Dobrobyt jest więc oparty na gigantycznym /rokrocznie powiększanym/ kredycie, zwiększającego dług publiczny zbliżający się niebezpiecznie do niewypłacalności.

Dla przykładu:

• dług publiczny Stanów Zjednoczonych pokonał kolejną okrągłą barierę. Światowe mocarstwo zadłużone jest już na ponad 25 biliony dolarów. Kolejny bilion przyrósł w mniej niż miesiąc. (Warto pamiętać, że według tzw. skali krótkiej, stosowanej m.in. w USA, dług wynosi ponad 25 trylionów i z taką nazwą spotkają się państwo w przekazach anglojęzycznych mediów www.Dług publiczny USA przekroczył 25 000 000 000 000 dolarów - Bankier.pl

• stan zadłużenia Skarbu Państwa polskiego na koniec listopada 2020. To 1 bln 90,19 mld zł. www.Gigantyczny dług Polski. Kolejne miliardy "w plecy" - Money.pl

Czyli demokracji już nie ma. Bowiem takie zadłużenie to kroczące wolno samobójstwo państwa i żaden odpowiedzialny właściciel /tutaj suweren narodowy/ nie powinien żyć na kredyt.

Skąd ta niefrasobliwość władz krajó demokratycznych? To proste. Państwa tak gigantycznie zadłużane NIE MAJĄ GOSPODARNYCH WŁADZ WŁAŚCICIELSKICH. Mają co najwyżej rządców, którzy całe zyski z majątku ogólnego suwerena przekształcają w „maszynkę” do produkcji własnych dochodów /czyli klasy rządzącej/ nonszalancko nie dbając o przyszłość właściciela /suwerena/, bo gdy już katastrofa stanie się faktem ONI /rządziciele/ będą już „Na Maderach”. A w przypadku Polski „My Naród” będziemy powtarzać mocno wyrzeczeniową transformację lat 90-tych XX wieku.

Co zrobić, żeby tego uniknąć? Szczerze mówiąc nie wiem. Ale intuicja mi mówi, że trzeba zlikwidować zawodowstwo parlamentarzystów, zabronić PIARU [kampania wyborcze Bidena kosztowała ok. 7 miliardów dolarów! Dla porównania budżet państwa polskiego na 2021 r. to ok. 100 mld dolarów /404,5 mld zł/.], zaś kampanie wyborcze dopuszczać tylko w formie osobistych kontaktów z wyborcami (wiece wyborcze , pikniki).

Miejsca parlamentarne przyznawać nie partiom politycznym /które się korumpują/ lecz środowiskom branżowym /rolnicy, robotnicy, inteligenci, medycy, itp./ co dawałoby miejsca w parlamencie obywatelom, gospodarzom państwa, którymi przecież nie są politycy tylko najmici [patrz www. Komu przeszkadza wiara w Chrystusa? - blog folt37 (salon24.pl)], którzy nie mają motywów do gospodarskiej /pasterskiej/ dbałości o mienie właściciela.

Z powodu braku należytej uczciwości ludzi, demokracja dogorywa i czas zacząć myśleć jak i czym ją zastąpić.

Do takiej misji powinni poczuć się odpowiedzialne wszelkie elity intelektualne i myślicielskie /tu miejsce dla polityków/, bo przecież lepiej wyprzedzić czas niż czekać, aż zmusi nas do działania. Bo transformacyjna powtórka z lat 90-tych XX w. może być bardzo bolesna!

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo