30 obserwujących
1661 notek
1112k odsłon
268 odsłon

Co dane nie będzie odebrane, a nawet zwiększymy

Wykop Skomentuj7

image
Oto naczelne hasło wyborcze PO oznajmione ustami Małgorzaty Kidawy Błońskiej - kandydatki PO-KO na premiera w razie wygranych przez KO wyborów. Najważniejszy zwrot w powyższym zdaniu to słowa „w razie wygranych wyborów”. Jest to analogiczne określenie do zwrotu „w razie czego”, które w ludowej narracji oznacza brak pewności co do głoszonych tez. 

Mój dorosły wnuk mówi, że PO ma w tych wyborach „przerąbane”, bo głupio dało się wciągnąć PiS-owi w licytowanie socjalnego rozdawnictwa, które w parze z kokietowaniem LGBT, owym „luzem” obyczajowym znanym z narracji „marszów równości” dokumentnie odstraszyło najbardziej liczny w Polsce elektorat gminno - parafialny cały czas uznający związki homoseksualne za niewybaczalne zło.  

Aktywiści PO /pod szyldem KO/ są widoczni tylko w miastach, gdzie perorują głównie o wadach PiS /słusznie/ i racjach ruchu LGBT /niesłusznie/ skrupulatnie złośliwie cytowane przez media narodowe /TVP. Trwam, PR1, Radio Maryja/ i co najważniejsze poddane ostrej krytyce ze strony hierarchicznego Kościoła Katolickiego.

Bywam na wsi i wysłuchuje różnych dyskusji przy „imieninowych stołach” środowisk gminno-parafialnych, gdzie stanowczo protestuje się tam przeciwko faktom pedofilii i homoseksualizmu wśród kleru KK, klasyfikując to /zgonie z narracją homilijną proboszczów/ jako walkę z Kościołem, jednocześnie zapiekle krytykując „marsze równości” firmowane w wielu miejscach przez samorządowców z PO.

Trzeźwi liberałowie, dotychczasowy elektorat PO zostali niemiłosiernie zniesmaczeni populistycznemu przyklaskiwaniem przez PO socjalnemu rozdawnictwu PiS i niemrawą ich krytyką za zapaści głównie w opiece zdrowotnej, polityce historycznej, narodowo katolickiej oświacie i klerykalizacji państwa.

Związek PO/KO to mieszanka typu: szczypta liberalizmu, szczypta, socjalizmu, szczypta homoseksualizmu, szczypta gender, itd., co nie jest politycznie klarowne, a więc mało wiarygodne.

Czy na polskim „wyborczym stole” z obfitością tradycyjnych „dań” kulturowo obyczajowych jakże trafnie i dosadnie tak nazwanych przez anonimowego internautę:

„Tak więc mamy jasność.

Chcemy żyć w dyktaturze, kościółkowej ciemnocie i politycznej, carskiej propagandzie, bo zawsze w niej żyliśmy przez wieki.

26 lat wolności 1989-2015 były wybrykiem natury.

Suweren czuł się wtedy bardzo słabo i niewyraźnie.

Suweren widział przez te lata że trzeba się kształcić, uczyć nowych zawodów i języków obcych, czytać, świat poznawać i starać się go zrozumieć. Suweren ze zgrozą zobaczył, że trzeba bardzo dużo pracować, często za małe pieniądze- aby do czegoś w życiu dojść. Mozołem, trudem i wyrzeczeniami podnosić swój życiowy standard i gonić cywilizację Zachodu.

Łacińskie per aspera ad astra [przez trudy do gwiazd] zaczynało powoli w Polsce dominować, co suweren oglądał z coraz większym przerażeniem”.

Narodowo katolicki PiS rozwiał ten ludowy strach przed: „Mozołem, trudem i wyrzeczeniami [aby] podnosić swój życiowy standard i gonić cywilizację Zachodu”. Większościowy elektorat gminno-parafialny odetchnął z ulgą za fakt zrzucenia z ich pleców ciężaru „każdy jest kowalem własnego losu” i ochoczo zagłosuje w wyborach na swoich „wyzwolicieli”, beztrosko konsumując każde +.

Jeżeli PO przegra te wybory (a wszystkie znaki to pokazują), to podzieli los SLD schodząc z politycznej pierwszej Ligii w Polsce na dalekie marginalne miejsce drobnicy politycznej.

Opustoszałe po PO liberalne miejsce na scenie politycznej zajmie niewątpliwie jakiś nowy ruch liberalny, który zaniecha wypierania się liberalnej tożsamości i uczciwie oznajmi narodowi, że przywróci w Polsce pełnoprawną gospodarkę rynkową, czyli „mozuł, trud wyrzeczeń i własnoręczne podnoszenie swojego życiowego standardu w pogoni za cywilizacją Zachodu”, przy użyciu wolnorynkowych mechanizmów ekonomiczno - gospodarczych, ofiarowanych całemu społeczeństwu, bez 500+, których ową ważną funkcję pomocy potrzebującym (POTRZEBUJĄCYM!) przyzna wraz ze środkami finansowymi gminom, które zgodnie z lokalnym rozeznaniem będą przyznawać naprawdę potrzebującym, co zlikwiduje kosztowną socjalistyczną patologię „czy się stoi czy się leży…”, a populistycznie obecnie rozdawane miliardy trafią tam gdzie są najbardziej potrzebne, np. ochrona zdrowia.

Choć martwi mnie popularność PiS i jej ewentualne zwycięstwo, ale z drugiej strony może byłoby dobrze dać im władzę na kolejną kadencję w czasie której zabraknie w budżecie pieniędzy na ową rozdawniczą hojność /prognoza gorszej koniunktury gospodarczej/ co ostatecznie /wzorem socjalizmu/ spowoduje upadek ich rządów i powrót w Polsce normalizacji państwa prawnego.

Wiem, że taki polityczny wariant byłby dla Polski bardzo kosztowny, ale trudno, naród dał PiS-owi władzę, to też ten sam naród musi ponieść koszty swojego błędu.

Wolałbym nie! Być może jednak innej drogi nie ma?

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka