914. Wykład o szczęściu
Pewna dystyngowana pani z naleciałościami wokół pasa/talii, co nie korespondowało nijak ani w żaden sposób z anemicznością do jedzenia tudzież brakiem łaknienia i chętki na cokolwiek, nie dała się skusić na pyszne cukierki, raczki, krówki i galaretki - palce lizać. A w chwilę potem – palpitacja i odjechała. No i czeka pod bramą na świętego Piotra i dopiero wtedy naszła ją chętka. I myśli głośno: kurwa, szkoda że nie zjadłam tej krówki.
Święty Piotr który właśnie nadszedł i usłyszał, rzekł: a trzeba było! Tutaj nie ma. Jak to? – na to ona. A tak to. W raju, moja droga, pod którego bramą stoisz, wszyscy są szczęśliwi i niczego nie pragną. Stąd – nie ma.
Jasne, tutaj /na Ziemi/, jak się czegoś pragnie, to trzeba o to walczyć, zdobywać, rozpychać się łokciami, - piekło. Wracając do Raju i wymiaru szczęścia. Tam jest szczęście absolutne, dla nas niepojęte. Na przykład. Tu na Ziemi, jak nasycimy się słodyczami jakich zapragnęliśmy, jesteśmy szczęśliwi. Ale to tylko szczęście fragmentaryczne, ułamkowe, podniebieniowe, lub żołądkowe dajmy na to. Też nieraz bywa tak, że coś zjemy i tak nas po tym skręca że jesteśmy szczęśliwi jak uda się nam to z siebie wydalić. To jest z kolei szczęście z innej jakby bajki, tzw. odbytowe. Szczęść, jak widać, jest bez liku, a i różnych, bo każdy o czym innym marzy. I każde takie, na skali pełnego szczęścia, to tylko maleńki fragment punktu. Zatem, imaginując sobie szczęście absolutne, tracimy tylko czas. Nie jesteśmy bowiem w stanie, w obecnym stanie, ani go sobie wyobrazić, ani nawet pojąć. Zatem, po ono nam w raju? Ha, ono tam jest, bo Bóg jest hojny. Nie zna tylko być może przysłowia – nie rzucaj pereł przed wieprze. A swoją drogą, święty Piotr mógłby mieć, przynajmniej na zachętę, na powitanie, w kieszeni raczka czy krówkę. To byłby dopiero raj! Nie Biłgoraj, jak u nas.
I tym oto opty...
27.05.09


Komentarze
Pokaż komentarze (3)