928. Migawka drogowo-obyczajowa
Złapałem mandat. Za prędkość. Nie to że jestem niesfornym kierowcą, bo wszyscy tak jeżdżą, a nawet szybciej, tylko dlatego że trafiło akurat na mnie. Jeżdżą szybciej od ustawionych znaków wszyscy, a łapią tych, którzy mają pecha. Ja owego dnia miałem. Było tak. Jechałem z babką od szpitala do szpitala. Wiadomo, trzeba było szybko i sprawnie. Nie żeby zaraz 200/h, ale sprawnie. No i jest u mnie w mieście prosta około 5 kilometrów, trzy pasy i, uwaga, ograniczenie prędkości do 80km/h. Wiecie, ograniczenia i zakazy są formalnie po to, aby je respektować, ale. Wszyscy jadą środkowym pasem 120/h. Lewy, trzeci, wolny. Wjeżdżam i grzeję 127km/h /tyle było na ich odczycie/. 7 km więcej od wszystkich. No i siadają mi cywilnym autem na ogon cyk-pstryk i jestem. Na fotce pamiątkowej. Okolicznościowej. A, na końcu prostej jest ograniczenie do 60, bo stacje benzynowe, przejście dla pieszych, jest to dla mnie, odpowiedzialnego kierowcy zrozumiałe, zwalniam. I w tym momencie wyprzedzają mnie, lizak i – złapany. Od początku nie ma przyjaźni. Ja: nie mogliście sobie upatrzyć inną ofiarę? Jadę z babką ze szpitala do szpitala i nie mam czasu na konwersacje z wami. O co chodzi? Tam jest znak 80km/h, a Pan jechał 127. No i co z tego? Pytam. Ja od 81 roku nie mam wypadku. Czym i czy naruszyłem bezpieczeństwo ruchu drogowego? Lewy pas był całkowicie wolny. No ale dobra, formalnie popełniłem wykroczenie, co, jako prawy obywatel przyznaję. Ale, wszyscy jechali środkowym pasem 120km/h. Ile wobec tego chcecie mnie ukarać za przekroczenie 7km/h? – Nie, Pan nie przekroczył 7, a 47. Jest znak ograniczenia do 80. Zaraz, zaraz, mówię, to ja zapłacę, pod warunkiem że ci wszyscy co jechali środkowym pasem 120km/h, zapłacą również. To raz. Dwa, tu jest prosta 5km, trzy pasy i w Niemczech na przykład, byłoby tu 130km/h. Co ja na to mogę, że jakiś naćpany albo pijany urzędas wymyślił tu sobie zupełnie bezsensownie, ograniczenie do 80? A, to już nie nasza sprawa. Pan przekroczył, a my jesteśmy od tego, żeby łapać. Bezmyślnie, myślę. I wracam. No to jak chcecie mnie ukarać za przekroczenie tych 7km/h? Upomnieniem ustnym? W Holandii by tak było. O nie, za takie wykroczenie, 500 zł. Panowie, mówię. 500 w ogóle nie wchodzi w grę. Przyznaję, złamałem zakaz, bezsensowny wprawdzie, ale mimo wszystko obowiązujący, na tle innych niewiele, ale, przyznaję, złamałem. W związku z tym, 200 płacę teraz i rozstajemy się w zgodzie. Nie, nie możemy, 500. Panowie, zastanówcie się. 200 zapłacę, bo na tyle czuję się winny. Jeśli dacie 500, to oświadczam wam tu i teraz, że nie dostaniecie ode mnie ani grosza. Ja nie mam konta w Polsce, na mnie tu nic nie stoi i nie będzie stało do końca życia i nie dostaniecie. Więc 200, czy nic? Poza tym, dając 500, działacie na szkodę tak instytucji w której pracujecie, jak i skarbu państwa. Nie, musimy 500. Ok., tylko żebyście mieli świadomość. Nie dostaniecie ode mnie ani grosza, a po 3 latach mandat umorzą. Ja zwykły obywatel, nie dam się wam. A wracając do starego porzekadła, /powiedzenia policjantów/, „brakuje ci kasy, idź do drogówki”, powiem tak: panowie zmieniło się. Brakuje ci kasy, idź do kopania rowów.
I tym oto opty…
18.07.09
ps. Brak porozumienia, bądź płaszczyzny porozumienia między obywatelem a policjantem, to tragedia. W Holandii szanują, ba, wręcz kochają policjantów, w Polsce, nienawidzą jak psów. I podejrzewam, nie prędko się to zmieni.
I tym oto mało opty…


Komentarze
Pokaż komentarze