938. O bydle
Tak sobie myślę, ileż to można o tym pisać i ile to jeszcze będzie trwało. I jakie radykalne środki należałoby przedsięwziąć, aby zjawisko to wyeliminować skutecznie. Pijane bydlę, które miało już, za wcześniejsze wybryki po pijaku, zabrane prawo jazdy i zakaz prowadzenia pojazdów, wsiadło w auto, uderzyło w stojącego na ulicy Fiata, uciekło z miejsca wypadku, a następnie czołowo wjechało w autobus. Dobrze że nie w gromadkę dzieci na przystanku. Najgorsze w tym wszystkim to, że bydlęciu, jak to zazwyczaj w takich przypadkach bywa, nic się nie stało. To że teraz posiedzi, wyjdzie, upije się i znowu zasiądzie za kierownicą, jest pewne jak dwa razy dwa. No może tylko nie tak pewne to, że posiedzi. Jak tam jest jaki pociotek w wymiarze, to wyjdzie. Bo w końcu za co ma siedzieć. Nic właściwie nie zrobił i nic właściwie się nie stało. W związku z tym tak dumam, jak połączyć przyjemność picia alkoholu z przyjemnością prowadzenia samochodu, tudzież z przyjemnością powodowania wypadków. I wymyśliłem. Powinno się zrobić, zamiast pudła, taki zamknięty ośrodek dla takich, z torem wyścigowym dla samochodów i motocykli, dać tam im pojazdy i alkoholu do oporu i niech tam piją, jeżdżą i zabijają się do woli - we własnym towarzystwie. I wprowadzić tam, wewnętrzne, promilowe prawo jazdy /prowadzenie pojazdu dozwolone tylko w stanie od dwóch promili wzwyż/. No i wiecie, na wszelki wypadek, od tych dwóch promili w górę, obowiązkowe godzinne jazdy. Dla migających się. A jak wypadek, pogotowie z zewnątrz przyjeżdża do rannych nie szybciej jak po 24 godzinach. Jak do bydła. Albo zdechnie na drodze, albo wyliże się jak pies i coś zrozumie. Może to i pomysł?
I tym oto opty…
14.08.09
ps. Sam bym tam podarował im samochód. Jako dobry darczyńca. Z przeciętą rurką od płynu hamulcowego.
I tym oto opty…


Komentarze
Pokaż komentarze (24)