853. Pruszków Security II
Mam zamiar założyć Agencję Ochrony. Pruszków Security. Tyle że. Tak mnie na rynek nie wpuszczą. Różni tacy. Cieniowcy na stołkach. Zatem inaczej. Z nazwą przynajmniej. PO. Polska Ochrona. I żeby chwalbie stało się zadość, zrobimy jeszcze oddział zagraniczny, Polish International Security. Na Anglię. Taki desant. Z Normandii. Znaczy, z Polski via Normandia, żeby było czytelniej. Kogo będziemy chronić? Tych, co najwięcej nakradli. Biznesmenów z pierwszej setki. Żeby nie porywali ich, ich dzieci i ogólnie. Coś za coś. Tak, tylko czy zechcą, żeby ich chronić? Z tego szyldu? Pruszków Security? No, przecież to swoja ochrona i dla swoich. Czyli, dla nich. Tylko, jak to dowieść że my dla nich i oni dla nas, swoi? A, prosto. Zwykłą rozmową. Prosi się delikwenta i mówi mu: słuchaj, jest rok 89, próg przemian ustrojowych, masz rower, dziś jesteś w setce najbogatszych. Masz tu pióro i papier, siadaj i pisz, jak do tego doszedłeś. I klient odkłada pióro i mówi: dobra, ile mam płacić miesięcznie? Składki znaczy. Od ubezpieczenia oczywiście. Oczywiście, oczywiście, będą niesforni, pewni koneksji, jak robili wspólnie z panami ze służb, czy politycznego establishmentu, ale to też nie problem. Dziś z kryciem cieniutko i ciężko. Powiedzą im ci z gór: płać im, jak cię wykryli, chcesz żeby doszli do nas? Rząd się nie wypłaci. Jasne. Tylko, jak ich tu nie wykryć, jak są. Oficjalnie. W pierwszej setce. No to siup, zatem. Pod tę setkę. I agencję Ochrony. Pruszków Security. Tfu, co ja tu. PO-PIS. Nie wyszło im na scenie politycznej, połączę ich ja tu. W FIRMIE, jak wyżej.
I tym oto opty…
27.10.09


Komentarze
Pokaż komentarze