856. Monte Cassino
Zacznę od polskich nekropolii na wschodzie. Dowiaduję się że zapłoną znicze na Cmentarzu Orląt i Łyczakowskim we Lwowie, bo była społeczna zbiórka zniczy. Nie mogę uwierzyć. Państwo, ma nie tylko roszczenia, podatkowe, itp., wobec obywateli, ale też i zobowiązania. Wobec polskich akcentów poza granicami kraju. Takich jak te dwa cmentarze na dawnych naszych Kresach. To nasz polski obowiązek. Skończmy zatem ze zbiórkami i żebraniem od społeczeństwa. Niech państwo wypełnia należycie swoją rolę wobec symboli polskiej kultury i miejsc pamięci poza granicami kraju. We Włoszech jest Rada Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa pod sekretarzem Andrzejem Przewoźnikiem. Rada opiekuje się polskim cmentarzem pod Monte Cassino, gdzie podczas II wojny światowej zginęło 30 tysięcy żołnierzy alianckich. Tu jest ok., państwo przeznaczyło środki na prace konserwacyjne i remontowe w wysokości 3,5 miliona złotych. Tyle że, polonijne pismo we Włoszech postawiło panu sekretarzowi zarzut, delikatnie mówiąc – niegospodarności. By przybliżyć czytelnikowi problem, powiem tak: najlepiej zrobić remont za pół miliona, a trzy schować bokiem do kieszeni. Znany motyw polskiej nadgospodarności. Pan sekretarz oczywiście zaprzecza. Po czyjej stronie racja i jak to się skończy, pewnie usłyszymy. Chciałem jednak, niejako przy okazji poruszyć jeszcze jedną kwestię. Tego cmentarza i 30 tysięcy poległych mogło w ogóle nie być. Na podstawie znanych dziś faktów wyłania się obraz cywilizowanych Niemców i barbarzyńskich aliantów. W klasztorze nie było ufortyfikowanej twierdzy. Nie pozwolił na to żarliwy katolik, niemiecki marszałek Kesselring, żeby sam klasztor z tego powodu nie stał się celem ataku bombowego. Co więcej. W klasztorze nie było Niemców. Nadto, ponieważ został ogłoszony wcześniej dzień dywanowego nalotu na klasztor, Niemcy zabezpieczyli wszystkie bezcenne skarby kultury europejskiej i przewieźli je do Watykanu. Dopiero po nalocie, który zmienił klasztor w gruzowisko, wprowadzili tam Wehrmacht i utworzyli ufortyfikowane gniazdo oporu. Czy trzeba było zatem bombardować i niszczyć klasztor? Nie trzeba było. Czy trzeba było zdobywać kupę gruzów za taką cenę? W tym, polską cenę? Możliwe, że też nie. Wystarczyło otoczyć, odciąć i pójść dalej. Niemcy sami wywiesiliby białą flagę. Alianci wykazali więc w tym przypadku /zbombardowania klasztoru/, szczyt barbarzyństwa. Rozkaz zdobycia Monte Cassino to także, z uwagi na ilość ofiar, niezbyt fortunna decyzja. Sam epizod montecassiński z jednej strony - miejsca wielkiej chwały i bohaterstwa polskich żołnierzy, z drugiej, dziś nazwałbym – cyrkiem straceńców. W imię czego zginęło tam ogólnie 30000 i w tym 1072 /tylu jest pochowanych tam/ polskich żołnierzy, nie wiem. Wiem tylko, że nie musieli i że tego cmentarza mogło nie być. Bez uszczerbku dla polskiej chwały i bohaterstwa na innych frontach. Pomyślmy o tym w przeddzień Święta Zmarłych.
I tym oto refleksyjnym akcentem…kończę dzisiejszy foolieton.
31.10.09


Komentarze
Pokaż komentarze (7)