beautyfool beautyfool
37
BLOG

207, Oczami...

beautyfool beautyfool Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 

998. Oczami…
Historia nie z tego świata. Zacznę od posypania popiołu na głowę. Mea culpa.

Mój znajomy mawiał, że kobieta nie jest człowiekiem. I dowodził tego następująco: jak ktoś idący za kobietą krzyknie –hej, człowieku, to kobieta nie odwróci się. Tu nie zgadzałem się z nim tak do końca, uważałem że może się odwrócić w przekonaniu, że ktoś pomyłkowo wziął ją za człowieka i krzyczy do niej.
Teraz to się jakby zdewaluowało. Poznałem kobietę, która wykazała mi aż nadto swoje człowieczeństwo, udowodniła, że jest człowiekiem. Niesamowite. W tym momencie dostrzegłem również, że mój znajomy, człowiek jakby nie było dojrzały, oprócz tego dowodu, żadnego innego w życiu nie przeprowadził. To postawiło ów „dowód” w całkiem innym, nieprzekonywującym już świetle.
Wracając do kobiety. Romantyczna historia będzie nie tak o niej, jak o Jej dziadku. Dziadek Ludomir, najstarszy syn bogatej rodziny ziemiańskiej, niemieckiej mniejszości na ziemiach polskich /od 1753 roku w Polsce, jako właściciele ziemscy, rejon poznańskiego/, dziedzic i spadkobierca, zakochał się w międzywojniu w Polce, Izabeli M. Światy nie przystawały do siebie. Nie było zgody i aprobaty na ten związek tak w rodzinie niemieckiej, jak i w polskiej. Mimo tego wzięli potajemnie ślub. Dziadek, który był ewangelistą, w tym celu zmienił nawet wiarę. Na katolicką. Wybranka zamieszkała razem z Ludomirem-mężem, w posiadłości jego rodziców, na statusie…służącej, prawdopodobnie dlatego, żeby uchronić ją przed zemstą jej rodziny. Babcia zaakceptowała ów przejściowy status, byle tylko być u boku ukochanego mężczyzny. Taka była siła tej miłości. W 1931 umiera ojciec Ludomira, Rudolf, głowa rodu. Skutkiem mezaliansu jest jednak wydziedziczenie. Majątek przejmuje starsza siostra wraz z mężem utracjuszem o hulaszczym usposobieniu i trybie życia. Trwonią i zadłużają majątek. Rodzina nie może tego ścierpieć. Jej decyzją Ludomir odzyskuje prawa i majątek. Dzieli go, część rozdaje na własność pracującym w nim polskim chłopom, część idzie na spłatę długów.
Następuje dramatyczny moment. Rodzina jego żony wywozi wybrankę do dalszej rodziny i ukrywa ją tam. Dziadek dowiaduje się o tym, a że to zima, /z 1938/39/, przystraja świątecznie sanie, zaprzęga w dwa białe konie i jedzie po wybrankę serca. Zabiera do siebie. Wybucha wojna, dziadkowi szykuje się powołanie do wojska. Biorą więc po raz drugi ślub, tym razem oficjalny, żeby zabezpieczyć prawa Izabeli. I nie tylko. W 1940 rodzi się pierwszy owoc ich miłości, córka Jadwiga.
W międzyczasie, krótko przed wybuchem wojny, dziadek wstępuje na ochotnika do armii polskiej. Po wkroczeniu Niemców, żeby uratować majątek, bliskich, a może i swoją głowę, podpisuje jako członek starego niemieckiego rodu, volkslistę. Zostaje Niemcem. Wysyłają go z niemiecką armią aż do Włoch. Tam, przy pierwszej sposobności dezerteruje i sobie tylko wiadomymi sposobami wraca do Polski. Ukrywa się, współpracuje z AK. Zatrudnia Polaków zagrożonych wywózką do Niemiec. Z majątku pomaga partyzantom. Dają pokwitowania, które babcia miast zachować, jako dowody skłaniające do dumy, musi po wojnie w obliczu nowej władzy i nowych realiów, spalić. Jak coś haniebnego.
Po wojnie dziadek ukrywa się dalej. Teraz przed nowymi władzami, za przynależność do AK. I teraz odwrotnie, pomagają mu Polacy. Majątkiem zarządza babcia. Następuje najgorsze. Majątek jako mienie niemieckie zostaje skonfiskowany, mocą manifestu PKWN, dziadek ujęty, aresztowany i osadzony w więzieniu z wyrokiem kary śmierci. Nie wiadomo dokładnie za co, bo działalności w AK nie udowodniono mu. Przebywa tam prawie 10 lat do 56 roku, kiedy to na mocy amnestii dla więźniów politycznych zostaje ułaskawiony. Odzyskuje przy tym polskie obywatelstwo, przyjmując je na nowo. Majątku jednak już nie odzyskuje. Dla nich jednak nie ma to już wielkiego znaczenia. Ważne że są ze sobą. Aż do śmierci.
Wnuczka, dziś 39letnia kobieta, najbardziej pamięta dziadka z dzieciństwa. Był dla niej wszystkim. Zaszczepił jej miłość do koni. Jako dziewczynka siadała przy nim na ławeczce i nie odzywając się, mogła tak siedzieć godzinami. Dziadek po tych wszystkich przejściach mało mówił. Strugał patyki i siedział, a ona przy nim. Wystarczało jej to. Nie musiał nic mówić, wystarczało jej, że był. Obok, przy niej.
Od dojrzałej kobiety bije nieuchwytny charme. Tego się nie nabywa. Z tym się trzeba urodzić. Potomkini starego niemieckiego rodu ziemiańskiego, nie ma dziś posiadłości. Pokazuje mi zdjęcia na koniu. Jeździ. Miłość do koni pozostała.
W ogóle jest w Niej dużo miłości. Miłość do dziadka, wspomniana do koni, miłość do świata, kraju, polska miłość, miłość do syna. Jest jeszcze jedna, której nie miała komu dać. Była z mężem, który nie był człowiekiem i nie zasłużył na Jej miłość. Potem kolejne półtora roku z innym, który może był człowiekiem, ale nie był facetem /rok czasu nosił kupiony pierścionek zaręczynowy, nie mogąc się zdecydować/. I teraz siedzi przede mną, emanując dyskretnym urokiem ziemiaństwa. Kobieta-człowiek. Par excellence.
Niesamowite.
Beautyfool
01.12.09
 
beautyfool
O mnie beautyfool

z sympatiami dla prawicy, aktualnie neutralny. analityczny umysł, sprawiedliwy i trzeźwy w sądach i osądach, z humorem. Niezależny, nie ma dla mnie tematu - nie do ruszenia. mail: dilimp@gmail.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości