1020. Obywatele kategorii zero
Wracam na – z góry upatrzone pozycje.
Ja nie jestem od głębokiego sensu.
Raczej – głębokiego bezsensu.
Znaczy, pozycje mam upatrzone z góry.
Bez porozumienia z Górą. Oczywiście.
Zresztą wiecie. Nie jestem Machometem.
Ledwie macho. Może.
I też nie dla wszystkich.
Jak to w życiu. Każdy podlega jakimś ograniczeniom.
Aaa.
Że nie ma kandydata ani partii, na których zagłosowałoby 51% wyborców.
Tylko, ogólnie, frekwencja na poziomie 30% i z tych 30%, 30% głosuje na zwycięzców.
Czyli, 10% społeczeństwa. Aaa, trzeba być zaprawionym w polityce i głosowaniach żeby się w tym wszystkim połapać. Na kogo i co głosować.
Jak się nie jest, wystarczy poczytać na salonie. Tyle że, zależy na kogo się trafi. Teoretycznie na tych których jest najwięcej. Czy to, że jest ich najwięcej, oznacza że są głosicielami Prawdy i że partia której są orędownikami jest najlepsza?
Hm…no tak, tylko, jak najlepsza, to dlaczego nie rządzi?
Hmmm…dlatego że była niska frekwencja. Prawomyślni zawiedli. Nie dopisali.
No tak, a inni oprócz harcowników partyjnych są? Pewnie są, ale jak 22 tysiące blogerów, to trafić w nich, jak w igłę w stogu siana.
Generalnie jest zasada. Ci co walczą o władzę, w większości i większej aktywności.
Ci co ją mają, luzik. Tak, pańskie oko konia tuczy. Władza władyków też.
Żeby tylko tuczniki z tego wszystkiego nam nie wyrosły.
Chociaż z tym też nie kłopot. Rzeźników ci u nas pod dostatkiem.
O czym to ja mówiłem?
O frekwencji.
Aaa. Za komuny to było. Raj. Stówę dawali jak się poszło na wybory.
A dziś? Nie płacą, to i ludziska nie idą.
Ba, zamiast ładować w bilbordy i clipy telewizyjne, daliby ludziskom. Można byłoby to nawet usprawnić, unowocześnić. Wiadomo, postęp idzie. Znaczy, tę stówę dawaliby na wyjściu. Głosowałeś na nas? Masz stówę.
Tylko, dwie rzeczy. Po pierwsze, a jakby wyborca kłamał? Ale to pestka. I tak dwa razy by nie wziął.
Jest drugi aspekt. Oczywiście w ramach czystości etycznej każda partia mogłaby dawać tylko stówę. Po równo.
A jakby któraś dawała 150? Po cichu? Wiecie, takie rzeczy wśród wyborców rozchodzą się lotem błyskawicy. Wystarczyłoby spytać wychodzącego z głosowania, - ile płacą. No, ci 100, a ci 150. I od razu wiadomo na kogo głosować.
Złapać na tym oszustwie wyborczym byłoby jednak niezwykle trudno. No bo kto by się przyznał że dostał więcej kasy? Żeby zostać współprzestępcą i co gorsza, oddać pięć dych? O, to nie z Polakami. Prawdziwymi Polakami, dodałbym.
Mimo tych niedogodności pomysł jest przedni. Frekwencję będziemy mieli 100%.
30 milionów Polaków. W wieku produkcyjnym. Wyborczym, znaczy. 30 mln. stówek.
3 miliardy. Biletów NBP. Skąd to wziąć?
Jak to, skąd? Partie finansowane są z budżetu. Budżet da. A jak nie da tyle?
To nie będzie frekwencji. Albo, dla wszystkich nie starczy. No i problem. Jak odmówić obywatelowi prawa do głosowania? W demokratycznym państwie?
Ale załóżmy. Że starczy. Co dalej? Z trzymiliardową dziurą w budżecie, znaczy.
A co, nowy rząd wymyśli nowe podatki i tę stówę odbierze. Z naddatkiem.
To wyborcy o tym nie wiedzą? Wiedzą, ale stówa na czas, to stówa. Poza tym, liczą chyba że wyjdą na – zero.
I to jest chyba, najbliższe prawdy.
14.12.09


Komentarze
Pokaż komentarze (2)