897. W obronie Wałęsy
Wiadomo, Wałęsa nie porywa intelektualnie, ani nie przekonuje wizyjnie. Mnie przynajmniej. Co ma w sobie, to ma i nic więcej zobaczyć się nie da. Nadto, mógłbym mieć osobistą zadrę, ponieważ parę lat temu odmówił mi napisania recenzji czy notki do mojej książki o etosie Solidarności i nie tylko, jako że tytuł jest „Alfabet mafii prawdziwej” czyli, jak stąd wynika, o SLD i z SLD w roli głównej. Do dziś zresztą nie wydanej. Jednakże, jako człowiek mimo iż nie pozbawiony wad, to nie małostkowy, o racjonalnym stosunku do świata i ludzi, nie przyłączę do chórku i nie naskoczę na niego. A wprost przeciwnie. Ogólnie, sprawa jest poważna. Dotknęło nas przekleństwo demokracji. Młody historyk napisał książkę o Wałęsie. Skrajnie, lub tendencyjnie negatywną. Sam kiedyś pisałem, żeby to raz na zawsze wyjaśnić, albo była motorówka i agent, albo nie. Dziś jednak nie ma już rzeczy jednoznacznych. Sąd lustracyjny uniewinnił Wałęsę, więc sprawa jakby zamknięta. Ale. I mnie zdrowy rozsądek, instynkt, w obliczu tylu pomówień i podejrzeń, podpowiada, że coś jednak było na rzeczy. Tyle że, ja po przeżyciu sporego kawałka życia jestem nie tyle może konformistą, co człowiekiem sprawiedliwie wyrozumiałym, w każdym razie nie ma już we mnie natury opluwacza. Historyk ma inne prawa /i obowiązki/. I niech ma. Jednak w tym momencie, wrodzona wnikliwość każe mi zapytać, z czyjej inspiracji napisał tę książkę? Czy inaczej, - kto go zmotywował, albo nawet, na czyje zlecenie napisał? I są to ważne pytania, zasadne, lub takie, które należało/by postawić. Ważne, a może nawet ważniejsze od samego faktu napisania. Jedno co jeszcze chciałbym dodać w tym momencie, co mnie irytuje, to to, że książka ta działa jak przykrywka dużo ważniejszego zjawiska jakim jest kryzys. O nim przestało się mówić, wszyscy mówią o książce. Paradoksalne, ale książka stała się sprzymierzeńcem rządzących.
PP, bez opowiadania się po którejkolwiek ze stron, zmierzmy szalki. Na jednej CZARNE, ale tylko imponderabilia, na drugiej, przywódca Solidarności, prosty człowiek, który jednakże, obalił komunizm i był prezydentem Polski. I teraz, wolny wybór, wolna wola. Kto chce, niech kocha Wałęsę, kto nie, to nie. Jednakże, druga strona szalki dużo mówi. Solidarność i Wałęsa to nasze, polskie ikony. Zatem, nie masz szacunku dla Wałęsy, miej go przynajmniej dla Polski. Bo poza granicami kraju, w oczach postronnych, plując na Wałęsę, plujemy na samych siebie. Oni tak to widzą. Dlatego tu /być może/ powinien ozwać się duch monolitu narodu.
A spory? Spory pozostawmy historykom.
Kończąc, powiem tak. Jeżeli obok tej wielkiej drogi Wałęsy, była jakaś boczna, ciemniejsza ścieżka, to w obliczu heroicznej drogi Polski, przebytej w tamtym czasie, u boku Wałęsy i Solidarności, jest ona tak dzisiaj już dla nas, jak i tym bardziej dla przyszłych pokoleń, bez większego znaczenia. Tak samo zresztą jak i książka, której, nawiasem mówiąc, nie czytałem i chyba czytał nie będę.
I tym oto opty
02.04.09
47
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (9)