901. Powielkanocne opowieści
I
Wielkanoc nierozerwalnie łączy się z Bożym Narodzeniem. Z początkiem i końcem. Jest analogią. Bo wszak to ON jest początkiem i końcem. Analizując ludzkie przeświadczenie, wiarę, że Chrystus swoim ukrzyżowaniem okupił nasze winy i grzechy, nie sposób pominąć jeszcze jednego elementu. Otóż być może, Jezus Chrystus, syn Boży, zstępując na Ziemię, już tym samym zgrzeszył, ponieważ świadomie zauczestniczył w grzechu ludzkim, skutkiem czego jego wydostanie się z ziemskiego żywota musiało być okupione Golgotą, cierpieniem na miarę Postaci. Przy czym, jeśli mówimy o grzechu ludzkim, to nie jest to grzech nabyty, lecz pierwotny, przez który nastąpiło nasze zesłanie na Ziemię. Ale to są rzeczy z początku świata. Naszego świata, dodałbym. Natomiast ziemski koniec Chrystusa uświadamia nam wielkość grzechu, jaki na nas ciąży. Tylko, czy dokładnie na nas? I to jest pytanie otwarte.
I dalej, w aspekcie wiary, dochodzi jeszcze jedno ważne pytanie. Jeżeli Bóg jest jeden, a jest, to dlaczego jest tyle wiar/religii? Chrześcijaństwo, islam, hinduizm-buddyzm, religia chińska, prawosławie, judaizm, protestantyzm. Otóż tu, oprócz głównego powodu że religie owe wzrastały w różnych okresach, na różnych kontynentach i w różnych kulturach, powodem drugim, podskórnym niejako, była – działalność samego człowieka. Dlatego to, poza ideą istnienia Boga, w czym się nie różnią, tak się różnią. W kształtowaniu się oblicz i charakterów wiar, należy uwzględnić zatem wtręt/interes człowieka, a ściślej, rządzących, dla których w różnych okresach wiara służyła utrzymaniu - dobrego samopoczucia=w ryzach poddanych. Pomijając jednakże przyziemne interesy /klas/ panujących, w jednym wszystkie wiary są dobre. Wszystkie przybliżają nas do Boga. Jak człowiek naznaczony filozofią myślenia, przewidujący nieuchronne zjednoczenie się ludzkości, ras, narodów i nacji, wcześniej zakładam zjednoczenie się wiar w jedną, jako że jest to fundamentalna i najpierwsza potrzeba. Zjednoczenie się w idei jednego Boga i jednej religii, jest bowiem najważniejszym celem i sensem życia człowieka. Albowiem zaistnienie czy powstanie różnych wiar na różnych kontynentach i niezależnie od siebie, może świadczyć tylko o jednym. Że idea Boga tkwi, jest, w samym człowieku.
I tym oto opty...
15.04.09
ps. I jeszcze jedno. Samo zmartwychwstanie Jezusa. Jego dusza odeszła, ale, z całą pewnością nie zabrała ze sobą ciała. TAM, taki balast nie był potrzebny. Jednakże, gdyby w drodze wyjątku chciała zabrać, z pewnością uczyniłaby to teleportacyjnie. Nie inaczej. Zatem odsunięcie kamienia pieczętującego grób i zniknięcie ciała, to nic innego jak ingerencja ówczesnego współczesnego człowieka. Co w niczym nie ujmuje wierze.
II
W jednej z bożonarodzeniowych kolęd śpiewamy: Bóg się rodzi, moc truchleje...zastanówmy się. Bóg się nie narodził. ON był. Dla nas, od zawsze. Bóg zstąpił. I zamieszkał w ciele Jezusa Chrystusa, zwanego Nazaryjczykiem. A zatem, w każdym z nas jest ktoś z boskiej sfery, innymi słowy, dusza. Kim więc jesteśmy my? Być może programem naprawczym, lub relaksatorem. Kiedyś dostrzeżemy i opiszemy duszę. Nie ma bowiem we Wszechświecie nic niematerialnego. Nawet najbardziej zwiewne i niewidzialne /dla nas/ coś, musi być materialne. Dusze, te najbardziej rozwinięte formy Wszechświata są po prostu w formule materii zbliżone do zera. Można by to porównać z ludzkimi wysiłkami zbudowania samochodu o jak najlepszej opływowości, mającego współczynnik aerodynamiczny, oporu powietrza, jak najbardziej zbliżony do zera. Tyle że, dusze stworzył już ktoś przed nami, Ktoś dużo doskonalszy. Zatem, na podstawie tego należy przyjąć, że dusza ma taki idealny współczynnik, nazwijmy go może – przenikalności, mniejszy niż jakakolwiek inna materia we Wszechświecie. Co nie oznacza, że nic nie waży. Waży. Potwierdziły to doświadczenia z chorymi w agonii, leżącymi na łóżkach-wagach. W momencie zejścia, każdemu ubywało tyle samo na wadze. Materialna dusza nie jest jednak tworzywem. Jest istotą.
I teraz – rewolucyjna część wywodu. Jeżeli we Wszechświecie nie ma rzeczy niematerialnych, to, czy myśl jest materialna? Wg mnie tak. Zacznijmy od powiedzonek. Mówi się – „waga słów”, „ciężar argumentu”, lecz uważa się owe określenia za metaforę. Czy słusznie? Słowa i argumenty, to wypowiadane myśli. Myśli można odbierać /i przesyłać/ telepatycznie. Pytam, /zapytajcie fizyka/. Czy można przesłać telepatycznie /falą X183263737326543637/ coś niematerialnego? Nie można. Zatem myśl musi być co najmniej – impulsem lub falą, złożoną jak każda fala, z – cząsteczek. I musi mieć masę. Zbombardowanie i unicestwienie kogoś/czegoś myślami jest więc tylko kwestią czasu. Po którym nastąpi dopiero – szczęście wiekuiste. Jako materialne, też na wagę. Złota?
I tym oto opty...
15.04.09


Komentarze
Pokaż komentarze