904. Foolieton z przyszłości
PP, mamy rok 3003 i wydaje mi się, iż w średniowieczu nie było Internetu. A wnioskuję tak z prostej przyczyny, iż nie ma w Internecie list ani zestawień palonych wówczas na stosach czarownic. Ale to pestka. Mamy większy problem. Ekologiczny. I Światowa Rada przeznaczyła potężne fundusze na rozwikłanie go. PP, kiedyś był problem Atlantydy, dziś, mórz Czerwonego i Czarnego. Nasi archeolodzy próbują ustalić, które jest które. Zagadka bierze się stąd, że w latach dwutysięcznych w ramach eksperymentu geo-hydro-logicznego, wielokrotnie przepompowywano Morze Czarne do Czerwonego, a Czerwone do Czarnego. Tyle razy, że pogubiły się rachuby i dziś nikt nie wie, które jest które. Oczywiście, dla ponownego rozróżniania ich można by je nazwać po raz drugi, jedno na przykład Morze Zielone, a drugie - Morze Żółte, ale nie można, bo Morze Żółte już jest. A dwa Zielone, wiadomo, być nie mogą. Ludzie są dziś bardzo inteligentni /średnio 1300 IQ/ i szybko by się połapali. Pewnie, mój pra-pra-pra, niejaki beautyfool, zanurzyłby pewnie w jednym i drugim papierek lakmusowy i w którym zabarwiłby się na czerwono, byłoby to Morze Czerwone. Szkopuł w tym, że w drugim też mógłby zabarwić się na czerwono, albo inny kolor, z wyjątkiem czarnego oczywiście. A zatem, pozostaje do rozwikłania tajemnica zniknięcia Morza Czarnego. I pytanie, czym-kim, jakie, jest to drugie morze? Widzicie, mamy rok 3003, jesteśmy bardziej inteligentni, /o ponad 1000 IQ/ od naszych pra sprzed tysiąclecia, a póki co, nie możemy ustalić, co się stało z Morzem Czarnym. Ale jest wyjście. Jak widać, co tysiąc lat przybywa 1000 IQ. Inteligencji. Więc może teraz znowu je pomieszamy i zostawimy problem tym mądrzejszym, co przyjdą 1000 lat po nas, bogatsi o te 1000 IQ. Bo IQ jest po to, żeby nie tylko je mieć, ale i też wiedzieć, jak je wykorzystać. Ot co!
I tym oto opty...
26.04.09
ps. Jasne, na 2300 IQ nie ma siły. Tak samo zresztą jak i na głupotę.
I tym oto opty...
PS. pod ps.
PP, na kanwie foolietonu z przyszłości. Spór polityczny między PO i PiSem przeniósł się na salę sądową. Tak, aktualnie partie w sporze o władzę i kompetencje, korzystają z usług sądów. Czyli sądy zmieniły się w instytucję usługową. I to już będzie standard. Cztery dni rządzenia, pon-wt-śr-czw, piątek sąd i sob-niedz. weekend, odpoczynek, jak Bóg przykazał. No może nie do końca. Tak. W weekend będą obmyślać, jak znowu po niedzieli zażyć. Jedni drugich. A, i poniedziałek wypadnie wtedy z rządzenia. Na składanie nowych pozwów do sądu. Kiedyś przecież trzeba te pozwy składać. I tak wt-śr-czw. – rządzenie, ale po łebkach, w emocjonalnym oczekiwaniu na piątek i sąd. Rozstrzygnięcie. No i środa wypada. Po pierwsze, jako przerywnik w rządzeniu, dla odpoczynku, po drugie, kiedyś przecież trzeba robić bilans. Ile się spraw wygrało, a ile przegrało. Ale spoko. Do rządzenia pozostaje niezmiennie wtorek i czwartek. Tyle że. Jak w te dni trafią się jakieś święta lub inne takie dnie wolne od pracy, - rządzenia nie ma. Hip-hip-hurrra! Ludzie szczęśliwi! Nikt nimi nie rządzi! Ale, żadne szczęście nie trwa wiecznie. Do rządzenia wrócą. Bez tego nie mogą żyć. Tak jedni, jak i drudzy. I jak się trochę zapalczywości uspokoją /ilość składanych pozwów i spraw/, będzie eskalacja rządzenia. Tylko, czy będzie? Do tego potrzeba full IQ, a tutaj głupiego oleju w mózgownicach brakuje. Jak widać. Naocznie.
I tym oto opty...
26.04.09


Komentarze
Pokaż komentarze