Format A4
Więcej pytań to więcej odpowiedzi.
0 obserwujących
3 notki
2372 odsłony
  188   0

Pies i Swiatłana

Screen własny
Screen własny

W ostatni piątek polityczną część polskiego Twittera zelektryzował wpis Ryszarda Terleckiego. Czy słusznie? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć poniżej.

Po pierwsze, marszałek Terlecki zapewne ma taki właśnie pogląd. Częściowo zwrócił na to uwagę poseł Jan Filip Libicki w swojej dzisiejszej notce w rzeczonej sprawie. Nihil novi sub sole, parlamentarzyści różnych opcji od lat popełniają w mediach społecznościowych wpisy mniej lub bardziej rozsądne. Tłumaczą je później często w sobie tylko znany sposób, kasują je bądź uznają za niebyłe. Niemniej cokolwiek robią, efekt zawsze jest dokładnie taki sam - po kilku dniach prawie nikt o wykwitach ich rozumu, którymi raczyli się z internautami podzielić, nie pamięta. Najczęściej jednak, spora część z tych "mądrości" po prostu przechodzi niezauważona, ginąc w morzu wielu podobnych do siebie komentarzy.

Tym razem stało się inaczej. Rwetes, jaki podniósł się po wspomnianych kilku zdaniach Terleckiego nie cichnie. Zdecydowana większość głosów rzuca nań gromy, interpretując jego słowa jako stanowisko całego rządu. Dziennikarze pytają, dlaczego wpis wciąż nie znika, zastanawiając się, czy przypadkiem nie doszło do "wrogiego przejęcia" konta wicemarszałka.

Chciałbym zatem ochłodzić nieco rozpalone głowy i uspokoić niektórych - z kontem pana posła z pewnością wszystko jest w porządku, a szukanie tego typu wyjaśnień to albo ironia, albo naiwna wiara w teorie mocno spiskowe. Prawda jest znacznie bardziej prozaiczna - pan Terlecki nie pierwszy już raz pełni funkcję swoistego emisariusza, który ma za zadanie powiedzieć bądź przekazać opinii publicznej to, czego z różnych względów wierchuszce PiS powiedzieć nie wypada.

Podobnie jest i w tym przypadku. Kierownictwu Prawa i Sprawiedliwości nie mogła spodobać się ostatnia aktywność Swiatłany Cichanouskiej. Zaangażowanie w projekt polityczny tworzony przez jedną z prominentnych twarzy rodzimej opozycji zapewne musi budzić u rządzących spory niepokój. Pytanie, na ile jest to świadome działanie ze strony byłej kandydatki na urząd prezydenta Białorusi. Istnieje ewentualność że Cichanouska, nieświadoma głębokości podziałów politycznych istniejących na polskiej scenie, z ufnością skorzystała z zaproszenia prezydenta Trzaskowskiego. Jednak z drugiej strony trudno spodziewać się, że zupełnie nie zdawała sobie sprawy z tego z kim rozmawia, a przede wszystkim co może "wyniknąć" z przyjęcia przez nią zaproszenia na Campus Polska Przyszłości.

Jeżeli bowiem przyjmiemy, że Cichanouskiej zależy na zachęceniu Polski do podejmowania inicjatywy na rzecz białoruskiej opozycji, to logiczna wydaje się w takiej sytuacji próba nawiązywania kontaktu przede wszystkim z tymi, którzy w danym momencie mogą realnie zdziałać najwięcej (przynajmniej w teorii), czyli w tym wypadku z obecnym rządem. W tym kontekście trudno dziwić się pewnej irytacji która pojawiła się w kręgach obozu władzy.

Z drugiej strony należy pamiętać o tym, iż bez względu na to, jakie były/są intencje białoruskiej opozycjonistki, komentarze takie jak ten we wpisie Terleckiego są zwyczajnie nie na miejscu. Po pierwsze, stawiają one rząd w złym świetle na arenie międzynarodowej - zwłaszcza w momencie, gdy cała Europa mogła obejrzeć nagranie z zapłakanym i załamanym Ramanem Pratasiewiczem. Po drugie, nie można wykluczyć, że działania pani Swiatłany są po prostu szczere - stara się dotrzeć do wszystkich, którzy w jej mniemaniu są w stanie zmienić położenie zarówno jej samej, jak i tych, którzy na Białorusi protestują. Po trzecie wreszcie, tego typu wpisy to strzał w kolano z czysto dyplomatycznego punktu widzenia. Po czwarte, trudno oprzeć się wrażeniu, że zarówno pan Terlecki, jak i pan Trzaskowski, ulegli pokusie wykorzystania sytuacji na Białorusi, i podporządkowania swoich działań w tym kontekście, partykularnym, partyjnym interesom.

Wspieranie demokratycznych przemian na Białorusi to bez wątpienia istotny element tego, co zwykło się nazywać "polską racją stanu". Wiadomo jednak nie od dziś, że nie ma takiej sprawy, która nie mogłaby u nas stać się elementem politycznych targów. Sprzeczne interesy zawsze były, są i będą. Tylko znowu Polski żal.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka