Gdyby zrobić sobie małą retrospekcję, okazałoby się, że dwudziestoletniej niemal historii III RP najważniejszymi tematami polskiej debaty intelektualnej były lustracja, prywatyzacja, miejsce i rola kościoła katolickiego i jego ideologii w życiu społeczeństwa oraz kwestia żydowska. O ile 3 pierwsze w kraju wychodzącym z komunizmu, gdzie są w zasadzie dwie wielkie religie, katolicyzm i ateizm, nie budzą szczególnego zaskoczenia, to tak wysoka ranga problemu żydowskiego budzi jednak duże zdziwienie. Dlaczego?
Po pierwsze od czasów II wojny światowej w Polsce praktycznie nie ma Żydów. Są oni nikła mniejszością, znacznie mniejszą niż na przykład nasi wielcy sąsiedzi Niemcy, czy też Ukraińcy, teraz zapewne Wietnamczycy. Po drugie Izrael leży nawet nie w Europie ale w Azji, jego związki gospodarcze czy kulturowe z Polską nie są szczególnie silne, mimo iż twórcy Izraela to w większości polscy Żydzi. Tymczasem jeśli spojrzeć na reakcję mediów, to wśród 5 najważniejszych książek jakie się w Polsce ukazały od 1989 dwie dotyczyły właśnie kwestii związanych z Żydami. (mowa tu o pracach J.T. Grosa, autorzy pozostałych to panowie Cenckiewicz i Gontarczyk, pan Zyzak oraz pani Anastazja P.), w ilu debatach tropiono czy potępiano polski antysemityzm nawet nie chce mi się liczyć. Ilu osobom przypisywano pochodzenie żydowskie (chyba nie ma polskiego polityka bez takiego przydomka). Wszystko to wskazuje, ze kwestia i żydowska i antysemicka jest w Polsce ważna. Dlaczego? W skrócie odpowiedzieć można, że winien jest komunizm. W szczegółach zaś wyglądałoby to następująco. Jeszcze przed II wojną istniała wśród wielu Polaków niechęć do Żydów, którą jednak, za Janem Pawłem nie nazywałbym antysemityzmem ale właśnie antyjudaizmem. Komunizm zakonserwował ten pogląd wzmacniając go jeszcze u niektórych poprzez takie a nie inne pochodzenie części funkcjonariuszy systemu. Jednakże trwał on głównie w starszym pokoleniu, w pokoleniach kolejnych słabł osiągając często efekt tabula raza. Przełomem był rok 1989. Sądzę, że to wówczas duża część społeczeństwa w ogóle uświadomiła sobie istnienie narodu żydowskiego. Wkrótce też zaczęła się krucjata części środowisk intelektualnych przeciw antysemityzmowi a z nią naturalny wzrost tegoż . To jeden nurt przyczyn. Nurt drugi związany jest z nie unormowaniem praw własnościowych do pozostawionego w Polsce majątku pożydowskiego. Nic dziwnego, że po taki duży i bezpański majątek zaczęło wyciągać ręce bardzo wielu imając się różnych sposobów by go zdobyć.
W jaki sposób uzasadniałbym taką wizję? Sięgnę do doświadczeń osobistych. Urodziłem się i zostałem wychowany w małym miasteczku we wschodniej Polsce. Przed wojną niemal połowę jego mieszkańców stanowili Żydzi ale ja przez długi czas w ogóle nie miałem o tym pojęcia. Po raz pierwszy zetknąłem się ze słowem „żyd” podczas gry polegającej na wbijaniu noża w ziemię. Jeśli nóż natrafił na kamień wydłubując przy tym grudkę ziemi wówczas mówiło się na to „żyd”. Pamiętam, ze jeden z kolegów twierdził wówczas że jest taki naród Żydzi, ale ostro się z nim kłóciłem, że nie ma racji. Zmieniłem zdanie gdy poszedłem do szkoły. Było też miejsce, nawet dwa miejsca zwane kierkutem. Od czasu do czasu ktoś mówił, że to cmentarz, ale żadnych grobów tam nie było (potem się dowiedziałem, że macewy poszły na budowę szosy, podobnie też zniszczono cmentarz prawosławny). Potem już jako młody człowiek sporo się dowiadywałem o narodzie żydowskim, dziejach Izraela, ale nie był to jakiś szczególnie interesujący temat. Ogólnie rzecz biorąc abstrakcja, coś jak średniowiecze, dzieje Irlandczyków czy Anglików. Nic do czego człowiek miałby szczególnie emocjonalny stosunek. Żydzi byli o tyle ciekawi, że stworzyli biblię, a stamtąd wiele można było się dowiedzieć o dziejach starożytnego Izraela. Potem, gdy zaczął się się cały ten kociokwik z antysemityzmem, Tejkowskim, napisami na murach temat zaczął być bardziej interesujący. Moje poglądy idealnie wpisywały się w główny nurt intelektualny. Nie wierzyłem w żadne żydowskie spiski, jakąkolwiek żydowskość kogokolwiek uznawałem za przejaw prawicowego oszołomstwa i chorobę umysłową itd. itp. Po raz pierwszy w tych przekonaniach zachwiałem się, gdy przeczytałem wspomnienia pewnego polskiego socjologa o nazwisku Hertz, który z Polski wyemigrował do Ameryki. To co mnie uderzyło w tej książce to oceny autora odnośnie tego kto jest dobrym Polakiem. Wymieniał on bardzo wiele postaci i dawał im cenzurki, ten dobry ten zły. Kryterium zaś było następujące, jeśli był związany z dmowszczyzną to zły im bardziej zaś popierał Żydów to dobry. Tego typu pogląd wydał mi się aberracją umysłową. Wiele bowiem można powiedzieć o endecji i Dmowskim, ale to, że wszystko co robił było złe dla Polski to gruba przesada, chyba nawet nie ma sensu udowadniać tego. Dmowski to jeden z najwybitniejszych polskich polityków przełomu wieków i I połowy XX. Miał też wady i błędy, a bodaj największy z nich to programowy antysemityzm, jednak mimo wszystko nie może to decydować o całym dorobku i Dmowskiego, i endecji. A już twierdzenie, że dobry Polak to taki, który lubi Żydów to już świadectwo po prostu jakiegoś kompleksu, czy wielkiej traumy. No bo, racjonalnie rzecz biorąc dobry Polak powinien przede wszystkim dbać o dobro Polski, tak jak Francuz o Francję, Europejczyk o Europę, rodzic o rodzinę, a człowiek o człowieka. To jest podstawowe kryterium.
Książka polsko-amerykańskiego socjologa nie zmieniła moich poglądów ale była bardzo ważna, bo dzięki niej zrozumiałem, że kwestie związane z polskością i żydowskością są bardziej skomplikowane niż mi się zdawało i nie ma tu absolutów.
Kolejna rzecz, która jeszcze bardziej zachwiała moim poglądem była lektura Gazety Wyborczej. Przez długi czas GW była moją gazetą, wierzyłem praktyczne we wszytko co napisała w związku z faktem, że była praktycznie organem Unii Demokratycznej partii skupiającej ludzi mądrych. Poza tym redagowali ja wspaniali ludzie, podpora demokratycznej opozycji. Wierzyłem, że w Polsce istnieje antysemityzm, choć w praktyce go nie zaobserwowałem, ale liczba doświadczeń jednego człowieka jest znikoma odnośnie liczby doświadczeń w ogóle. W pewnym momencie zauważyłem, że GW nie zawsze ma tyle racji jak wcześniej myślałem, zacząłem więc sprawdzać podawane w niej informacje. M.in. postanowiłem posłuchać antysemickiego Radia Maryja i doszedłem do wniosku, że wcale nie jest ono tak antysemickie jak myślałem. Owszem pojawiają się tam antyżydowskie passusy, ale jeśli chodzi o większość z nich, to gdyby ktoś coś takiego powiedział o Francuzach, Irlandczykach czy Polakach to wcale nie uznałbym tego za przejaw nienawiści do całego narodu. A z drugiej strony jeśli nie potępiamy tak bardzo za antyfrancuskość, antyinrlandzkkość czy antypolskość to niby dlaczego robić takie wielkie halo o antyżydowskość, w czym Żydzi są inni od Irladczyków, Francuzów czy Polaków? Poza tym, jeśli się głębiej wsłuchać w wypowiedzi słuchaczy czy księży, to raczej nie Żydzi byli tutaj głównym wrogiem. Słowo „żyd” było tutaj raczej emblematem, rodzajem etykiety i to, moim zdaniem, błędnej, by nazwać problem. Rzeczywiste zaś problemy, które tych ludzi trapiły były inne. Chodziło przede wszystkim o kwestie ekonomiczne, czyli rzeczywiście niesprawiedliwe potraktowanie prze III RP ludzi pracy i emerytów, którzy cierpieli bezrobocie i niedostatek gdy elity opływały w luksusy. Druga rzecz to nierozliczenie komunizmu. Bo tak się złożyło, że między elitami PRL a III RP (zwłaszcza lokalnymi) nie wielkich różnic personalnych, a zwykłym ludziom trudno było zaakceptować fakt, że ten co robił źle dostaje nagrodę, a ten co dobrze to nagrody nie dostaje. Za taki stan rzeczy obwiniali rządzących, czyli Unię Demokratyczną, potem Wolności, a że część jej eksponowanych liderów miało żydowskie pochodzenie, podobnie jak część eksponowanych członków PZPR a wcześniej wierchuszki UB, toto pro pars ogólnie przeciwników zaczęto nazywać „żydami” a gdy zostało to podlane postendeckim sosem i to takim, który przeszedł przez cedzak komunizmu, międzywojennymi stereotypami to wyszło jak wyszło.
Kolejna rzecz, jaka mnie zastanowiła w publicystyce GW to częstość z jaką poruszany był temat antysemityzmu oraz osobliwa zaciekłość przy ściganiu jego przejawów, czasem realnych czasem wydumanych, a czasem po prostu przegięć, vide tekst Michalkiewicza, w którym padło słowo „Judajczycy”. Naprawdę trudno było mi uwierzyć, że poważny, błyskotliwie inteligentny, konserwatywny liberał jest antysemitą. Tym bardziej, że nic w jego tekście na to nie wskazywało. Gdyby bowiem w tym tekście Żydów zamienić na Amerykanów to pewnie w tych samych środowiskach, które go potępiły uznawany byłby za człowieka światłego. Wszystko to sprawiało, że atmosfera stawała się po prostu duszna. Myślę że w niektórych środowiskach i sytuacjach wypowiedzenie słowa „żyd” rodziło posądzenie o antysemityzm
Tym, co ostatecznie przekonało mnie o tym, że jest taka grupa polskiej inteligencji, która jest bardzo przeczulona na punkcie i żydowskości i antysemityzmu, i to chyba tak że utrudnia jej to racjonalny osąd, była audycja w radiu TOK FM. Pewna pani profesor wypowiadała się tam na różne kwestie. Między innymi w superlatywach wypowiadała się o mieszkańcach Olsztyna, a to dlatego, ze gdy odwołany został minister Giertych to bili oni brawa. Przypomniała mi się wówczas książka polsko-amerykańskiego socjologa z kontekstu wynikało bowiem, że największym przewinieniem Giertycha jest antysemityzm. Wywiad M. Cichego był już tylko potwierdzeniem tezy.
Żyjemy teraz w spokojnych czasach. Wielu rzeczy nie jesteśmy w stanie pojąć, bo pojąć może je tylko ten, który ich doświadczył. Jakich jednak trzeba było doznać okropnych przeżyć, jak wielkiej traumy, jakich doznać krzywd, by tak głęboko zakorzeniły się one w człowieku. Być może marzec 68 roku jest jeszcze zbyt mało doceniany jeśli chodzi o jego skutki dla najnowszej historii Polski. Być może te śmieszne uniwersyteckie wiece w obronie demokracji, która za czasów PiS wcale nie była zagrożona, dla ludzi którzy pamiętają upokorzenia z marca, a być może z innych czasów, wcale nie są takie śmieszne? Jest coś takiego, że człowiek np. boi się chodzić do dentysty bo pamięta ból jaki doznał w dzieciństwie i nie chce tego powtarzać. Nie przekonują go racjonalne argumenty o skuteczności znieczuleń. Może więc z taką właśnie alergią część Polaków o żydowskich korzeniach reaguje na cokolwiek kojarzącego się z ideą narodową rozumiejąc ją jako wstęp do antysemityzmu? Mogę wówczas zrozumieć dlaczego dziś PiS i każdy jego spadkobierca czy ideowy koalicjant zawsze będzie złem i przeciwnikiem. Obojętnie co realnie zrobi czy nie zrobi.


Komentarze
Pokaż komentarze