Prezydent, marszałek sejmu i premier, trzej najwyżsi urzędnicy państwowi, w tajemnicy przed obywatelami, innymi partiami politycznymi i mediami oddali hołd ofierze morderstwa politycznego w Łodzi Markowi Rosiakowi, pracownikowi biura poselskiego PiS.
Krótka uroczystość rozpoczęła się tuż po godz. 8 rano, gdy biuro, a kfódym pracował M. Rosiak bylo jeszcze zamknięte. Prezydent, premier i marszałek sejmu złozyli kwiaty, po czym krótką mowę wygłosił prezydent RP. Nawoływał w niej do braterstwa i zaprzestania przemocy. Podczas uroczystości zamknięta została ulica, użyto też wzmocnionych sił BOR.
Przygotowania do wizyty były utajnone przed mediami i przedstawicielami partii politycznych. Media poinformowane zostały jedynie o obecności premiera. Politycy innych partii wyrażali wolę udziału w uroczystościach ponad podziałami.
W drodze do Łodzi złamane zostały standardy bezpieczeństwa wypracowane po tragedii smoleńskiej: prezydent premier i marszałek sejmu jechali jednym autobusem, wcześniej premier i marszałek lecieli jednym śmigłowcem.
Nowe standardy zakazują wspólnych podrózy 2 spośród 4 najwyższych urzędników państwowych. Przedstawiciele 3 najwyższych kancelarii nie wyjaśnili powodów złamania procedur.
Pytanie:
Kolejny przykład polityki chłopaków w krótkich w krótkich majtkach?
A może najwyższe władze RP boją się czegoś tak bardzo, że zdecydowały się na złamanie świeżo wypracowanych procedur?
Czego? Kogo? Współobywateli? Nie ufają gen. Janickiemu?


Komentarze
Pokaż komentarze (47)