Wszyscy wiedzą jak to było ze strzelaniną w biurze PiS, czyli tzw. ''mordem łódzkim". Sfrustrowany desperat, emeryt, słuchacz Radia Maryja, znajdujący się w ostatnim stadium śmiertelnej choroby postanowił zemścić się na politykach, których obwiniał o swoje życiowe niepowodzenia. Próbował od samej góry, krążąc wokół prezydenta Komorowskiego. Potem byli liderzy partyjni, ale okazali się silnie chronieni, w związku z tym Cyba zrezygnował z Warszawy i przeniósł się do Łodzi. Tam widziano go niedaleko biur różnych polityków, m.in. Leszka Millera. Ostatecznie, feralnego dnia usiłował spotkać się z marszałkiem Stefanem Niesiołowskim, co potwierdza szefowa jego biura. Rónież portier pamiętał wizytę starszego człowieka. Pan marszałek jednak nie był tego dnia obecny w Łodzi. Padło więc na biuro poselskie PiS. Ofiarą desperata stał się M. Rosiak, asystent europosła Wojciechowskiego. Inny asystent został ranny. Ten obraz wydarzeń powstały tuż po feralnym dniu, gdy pamięć ludzka i dowody były jeszcze świeże, bez propagandowych naleciałości i balastu czasu został radykalnie zmieniony po ponad roku od dnia zdarzenia. Otóż Cyba, co ciekawe nic nie mówiąc, pod opieką więziennej straży, wystąpił ze spisanym na kartce tzw. oświadczeniem. Treść tego oświadczenia jest dość przemyślna. Stanowi ją zbitka skądinąd dość prawdopodobnych tez, jednak podanych w sposób taki, że całość tworzy wrażenie absurdalnej antypisowskiej nienawiści, podlanej sosem popularnych w mediach i społeczeństwie tez. Tak też się jakoś składa, że z celownika Cyby zniknęli politycy innych opcji, a została tylko jedna, pisowska.
Osobiście niczego nie cenię bardziej niż tolerancji i wymiany racji, staram sie wierzyć ludziom niezleżnie od ich politycznych poglądów, rasy i orientacji płciowej, bo przeciez powinniśmy szukać tego co nas łączy nie tego co dzieli. Czuję też wewnętrzny sprzeciw wobec wszelkich bzdurnych spiskowych teorii dziejów. Jednakże czy to nie dziwne, że po roku milczenia, jakiś człowiek diametralnie zmienia swój ogląd wypadków jakie miały miejsce? Że śmiertelnie chory starszy człowiek, z zawodu milicjant, zapisuje równym, wyraźnym, niemal kaligraficznym pismem 2 kartki papieru, bez skreśleń i bez błędów? Wszystko zaś dzieje się pod egidą łódzkiej prokuratury, tej samej, która nie dostrzegła żadnego uchybienia przy okazji, ponoć samobójczej, śmierci Basi Blidy?
Tej samej prokuratury, która tak humanitarnie strzegła Andrzeja Pęczaka, że na proces sądowy przyszło pół chłopa?
Jeżeli dodamy do tego fakt, że inna ulubiona przez ziobrystów prokuratura katwowicka aresztuje właśnie w podejrzany sposób, rzekomo na podstawie pochodzących z obcych państw dokumentów, sznowanych przedstawicieli biznesu, palestry, a nawet bohaterów, którzy nie wahali się za państwo, które nas wyszystkich karmi, nadstawiać swojej własnej głowy, ludzi którzy zapewniają tysiące miejsc pracy i zyskali najwyższe amerykańskie odznaczenia.
Równolegle zaś przez stolicę Polski maszerują dziesiątki tysięcy faszydoidalnych kiboli i chuliganów, z agresywnymi hasłami, antysemityzmem w sercu i pałami w rękach, demolując, paląc samochody, bijąc policjantów i dziennikarzy. Co miesiąc zaś maniakalny i żądny osobistej zemsty politykier spowijając się w szaty niewiniątka - męczennika w funeralnym szale wyprowadza na ulice tłumy z płonącymi pochodniami dopingowane przez fanatyczny katolicki kler.
Jeżeli dzieje się to wszystko, to co mam myśleć?
Nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś zdiagnozował, że oto, na naszych oczach rozgrywa się kolejny pełzający zamach stanu.
Komentarze
Pokaż komentarze (5)