Mają Francuzi swojego Arsena Lupin i Fantomasa, Anglicy Simona Templera i Kubę Rozpruwacza, Amerykanie Zorro, a Japończycy Kaito Korubę. Wszystkie te postaci łączy to, że przez dlugi czas wodzili za nos organa ścigania, które nie potrafiły ich złapać. Miała i Polska swojego Szpicbródkę, ostatnio jenak pojawił się ktoś kto przebija osiągnięcia międzywojennego kasiarza, który ostatecznie został jednak złapany.
Ów współczesny nie tylko wywiódł w pole całą polską policję, ale też prokuraturę i całe dziennikarstwo śledcze.
Jak Paweł Graś tego dokonał?
Otóż, podejrzany o łamanie ustawy antykorupcyjnej, powiedział prokuraturze, że to nie on podpisał umowy z niemiecką spółką Angemark, od której od lat za darmo wynajmuje pałacyk w Zabierzowie. Na tej podstawie prokuratura umorzyła sprawę, wszczynając nową o fałszerstwo, okazało się jednak, że żadnego fałszerstwa nie było, a podpisy rzecznika Grasia są autentyczne. Nie spowodowało to jednak większego zainteresowania organów ścigania ani poruszenia w wielkich mediach.
Sprawa została zgrabnie wyczyszczona podobnie zręcznie jak odpowiedzialność za katastrofę smoleńską.
To bardzo dobrze, że mamy w rządzie człowieka tak zdolnego jak Paweł Graś. Kto wie, może na jakieś kolejnej konferencji pan Graś i jego koledzy wmówia tępym biurokratom z UE, ze nasze elektrownie nie emitują dwutlenku węgla. Na tej podstawie zostaną umorzone nasze opłaty klimatyczne, a jak badania wykażą, że jednak dwutlenek jest wydzielany, to pan rzecznik zrobi tak, aby ani nikt o tym nie mówił, ani nie wyciągał konsekwencji. A my nie będziemy musieli płacić podwyżek za prąd



Komentarze
Pokaż komentarze (5)