Jaki był cel zebrania ostatniego zespołu poselskiego ds. zbadania katastrofy smoleńskiej? Chyba jedynie przedstawienie prac profesorów z USA opinii publicznej przed telewizoramia, żadne bowiem nowe treści na nim się nie pojawiły.
Dlaczego telewizyjny oligopol przyjaciół PO dotąd konsekwentnie ignorujący bądź ośmieszający teorie "lotniczego eksperta" Macierewicza zdecydował się na relacjonowanie na żywo obrad zespołu?
To chyba największa zagadka wczorajszego dnia.
Logicznie rzecz biorąc możliwości są dwie: albo w kierownictwach stacji zmieniła się optyka i postanowiły one zająć się wyjaśnieniem katastrofy smoleńskiej w sposób bardziej rzetelny, czyli prezentując racje stron, to pierwsza możliwość. Albo ktoś wymógł na władzach oligopolu relacjonowanie obrad zespołu, to możliwość druga.
Możliwość pierwsza wydaje się mało prawdopodobna. Świadczą o tym następujące fakty:
a. gdyby telewizje chciały na poważnie i bezstronnie podejść do tematu, po relacji na żywo zorganizowałyby też zobiektywizowaną dyskusję. Tymczasem, jak zwykle, do studia zaproszono jedynie zwolenników rosyjskiego punktu widzenia. Jak zwykle też rola dziennikarzy ograniczyła się do podtrzymywania mikrofonu zaproszonym.
b. Telewizyjne relacje relacje na pierwszy plan wybijały didaskalia konferencji, czyli mimikę prezesa Kaczyńskiego i p. Błasik, problemy z połącznieniem itp. Czyli materiał akurat dla jakiegoś Plotka, Kozaczka czy Pudelka, nie dla poważnej stacji informacyjnej. Najmniej było bowiem o wnioskach i argumentach amerykańskich profesorów (patrz felieton p. Kużniara). Narracją dominującą odnośnie meritum było, że nikt tego nie rozumie bo nie zna skomplikowanych matematycznych wzorów (vide A. Wiśniewska z GW)
Czy są argumenty wskazujące, że relacja została na telewizyjnym oligopolu wymuszona? Owszem, ale są to dowody pośrednie:
a. jakość zaproszonych ekspertów. W czołowej stacji oligopolu wszystkie relalizacje w sprawie smoleńskiej były wielkimi, odpowiednio przygotowanymi i reżyserowanymi celebrami: 420 ekspertów na 840 sposobów przez tyle dób ile potrzeba basowało prawdziwość rosyjskiego przekazu. Uderzenia przełamującego zwykle dokonywały lotne trójki pilotów - ekspertów od wszystkiego, rodzaju Hypki, Gruszczyk, Latkowski. Tudzież jakiś pilot cywilny, tudzież ktoś w oficerskim mundurze z odpowiednio szamerowanymi srebrem pagonami.
Tymczasem wczoraj straszna bieda. Do natarcia bezpośredniego wyznaczeni zostali Jaś Osiecki, ignorant, który ostatni kontakt z fizyką miał zapewne w szkole średniej, w związku z tym jest w stanie autoryzować każdą bzdurę, którą mu się podsunie oraz dr hab. inż. Marian Jeż, specjalista od wibroizolacji silników lotniczych i ekologii. Profesor to z kolei przeciwieństwo Osieckiego, o ile na fizyce lotniczej niewątpliwie się zna, to jedyna myśl jaką potrafił sformułować przed kamerami brzmiała: samolot uderzył w brzozę i to jest fakt. Nic więcej pan profesor nie potrafił wyartykułować. W odwodzie znajdował się doktor z Politechniki Wrocławskiej, ten jednak zbytnio nie kwapił się do wypowiedzi.
Ogólnie rzecz biorąc skład tefałenowskich ekspertów robił wrażenie ludzi wziętych z łapanki, czy też jak pisał na s24 inny bloger Volkssturmu (spójrzmy zresztą na koronny argument pana Osieckiego: gdyby profesorowie zrobili spacer po smoleńskim lasku i zobaczyli ścięte drzewa to wiedzieliby co sie stało. Tylko kompletnego profana stać na tego typu wnioski).
Potem dopiero niekorzystne wrażenie próbowano sztukować czy to prof. Artymowiczem, czy niezawodnym marszałkiem Niesiołowskim, który zasmakowawszy w słowie "nieuk" obdarza nim każdego z kim się nie zgadza. Przyznać jednak trzeba, że sytuacja TVN może być obiektywnie trudna. Sądzę bowiem, że wśród ludzi polskiej nauki nie ma zbyt wielu, którzy wogóle mogą coś powiedzieć w kwestii symulacji komputerowych, jeśli zaś nawet tacy się znajdą to na tyle cenią sobie swoje nazwisko, że swoje opinie chcą opierać na realnych danych, a nie na widzimisię panów z jednej czy drugiej komisji.
b. kwestia rzekomego sabotażu. To co się działo na początku relacji z obrad zespołu nosiło wyrażnie takie znamiona. Oczywiście dziś tvn próbuje rzecz tłumaczyć plamami na słońcu, jednak jeśli na laptopie był prawidłowy obraz, a był, to jedynym wytłumaczeniem braku obrazu na zewnętrznym ekranie jest nagła awaria ekranu. Istnieje więc podejrzenie, że ktoś mimo wszystko chciał maksymalnie utrudnić przekaz, zrobił to jednak dość nieudolnie, wystarczył bowiem zwykły rzutnik i ekran przenośny aby bez przeszkód kontynuować pokaz.
d. Pytania dziennikarzy. Jakie jest najbardziej racjonalne postępowanie mediów po tego typu prezentacjach? Oczywiście pytania do autorów. Ten jednak moment, o ile wogóle był, to nie był transmitowany. Dlaczego? Moim zdaniem racjonalna przyczyna może być tylko jedna: obaj profesorowie nie mają jeszcze w Polsce odpowiednio wyrasowanej "gęby" w związku z tym ich odpowiedzi trudno byłoby wyśmiać, wyszydzić, zdezawuować.
c. Milczenie po prezentacji. Jaki mógłby być racjonalny powód transmitowania obrad zespołu Macierewicza przez prorosyjski telewizyjny oligopol? Oczwiście wyśmianie i wyszydzenie. Tymczasem w kluczowych chwilach zaraz po zabrakło ośmieszaczy i wyszydzaczy.
Moim więc zdaniem telewizyjny oligopol został zmuszony do transmisji obrad zespołu Macierewicza.
Kto był na tyle silny? Nie mam pojęcia, tak samo jak nie wiem, dlaczego Komisje Millera i Anodiny postanowiły zignorować dane z 38 TAWSa, a w miejscu gdzie był on odnotowany wycięto drzewa i wypalono trawę.



Komentarze
Pokaż komentarze (30)