foros foros
54
BLOG

Na boku

foros foros Polityka Obserwuj notkę 0

Apollo i Marsjasz

właściwy pojedynek Apollona
z Marsjaszem
(słuch absolutny
kontra ogromna skala)
odbywa się pod wieczór
gdy jak już wiemy
sędziowie
przyznali zwycięstwo bogu

mocno przywiązany do drzewa
dokładnie odarty ze skóry
Marsjasz
krzyczy
zanim krzyk jego dojdzie
do jego wysokich uszu
wypoczywa w cieniu tego krzyku

wstrząsany dreszczem obrzydzenia
Apollo czyści swój instrument

tylko z pozoru
głos Marsjasza
jest monotonny
i składa się z jednej samogłoski
A

w istocie
opowiada
Marsjasz
nieprzebrane bogactwo
swego ciała

łyse góry wątroby
pokarmów białe wąwozy
szumiące lasy płuc
słodkie pagórki mięśni
stawy żółć krew i dreszcze
zimowy wiatr kości
nad solą pamięci

wstrząsany dreszczem obrzydzenia
Apollo czyści swój instrument

teraz do chóru
przyłącza się stos pacierzowy Marsjasza
w zasadzie to samo A
tylko głębsze z dodatkiem rdzy

to już jest ponad wytrzymałość
boga o nerwach z tworzyw sztucznych

żwirową aleją
wysadzaną bukszpanem
odchodzi zwycięzca
zastanawiając się
czy z wycia Marsjasza
nie powstanie z czasem
nowa gałąź
sztuki - powiedzmy - konkretnej

nagle
pod nogi upada mu
skamieniały słowik

odwraca głowę
i widzi
że drzewo do którego przywiązany był Marsjasz
jest siwe

zupełnie


Tak się złożyło, że przeczytałem ten wiersz akurat teraz. Pierwsze skojarzenia jakie mi przyszły do głowy dot. sprawy Skowrońskiego, a właściwie spraw pobocznych z nią związanych. Mieliśmy do czynienia z dwiema postawami dziennikarzy. Jedna to postawa Jerzego Jachowicza, który walnął pięścią w stół i powiedział, że on w takich warunkach pracował nie będzie. Do drugiej nawoływała Kataryna, czyli do trwania póki nie zostanie znaleziony pretekst. Druga kwestia to słowa Jerzego Targalskiego, że z Ubekistanem wygrać nie można, można tylko polec z honorem. Zwłaszcza ta ostatnia postawa przypominałaby pojedynek Marsjasza z Apollem. Ktoś wybitny próbuje dokonać niemożliwego i płaci za to cenę okrutną. Ale nawet jego porażka i ostateczne poniżenie jest piękne, jest fenomenem, nie do pojęcia wg dotychczasowych kanonów. Zarzewiem nienazwanego, którego boi się nawet wszystkowładca, pierwociną jego klęski. Przychodzą mi teraz na myśl żołnierze wyklęci, Józef Franczak „Lalek”, który trwał bez nadziei do 1963 r., czyż on nie był Marsjaszem? On i jego towarzysze walki?
Myślę, że Zbigniew Herbert, poeta i bojownik w walce z totalitaryzmem chciał przekazać, tym wierszem, że walczyć trzeba. Nawet wtedy gdy jest się pewnym porażki. I chyba nie ma znaczenia, czy będzie to walka na modłę Jerzego Jachowicza czy na modłę Kataryny. Ważne jest byśmy byli sobie wierni, wierni swojemu sumieniu, tak długo i często jak to tylko możliwe, by nie poddawać się hipokryzji, która pewnie i tak nas dopadnie i mniejszy czy większy triumf i tak odniesie. Nie jest nawet ważne, czy za naszego życia i świadomości odniesiemy zwycięstwo czy porażkę, nie jest też ważne czy walkę tę zobaczą i ocenią inni. Nawet jak nie będzie nic, nawet w ósmym kręgu piekieł Kaczmarskiego, zawsze będzie jakiś słowik, jakieś drzewo, będzie Bóg, ten przez duże „B”, będzie wreszcie Apollo, a jeśli nie będzie nikogo to cóż z tego? Nawet jeśli się człowiek nie wiem ile razy zeszmaci, przegra, popełni nie wiem ile świństw warto powrócić, warto spróbować. Taką mam nadzieję. Czyż nie o to chodzi by pokonywać to co najtrudniejsze, własne słabości, by podnosić się z upadków, które i tak nastąpią?

Kolejna scena przychodzi mi do głowy, esbecy z filmu Pasikowskiego niosący na drzwiach pijanego kumpla i śpiewający „Janek Wiśniewski padł”. Czyż w ten sposób nie oddają oni hołdu tym, których pokonali i których pokonywali w tej właśnie chwili? Czyż nie jest to symbol tego, że w walce z dobrem zło nie ma szans? Bo nawet odnosząc ostateczne sukcesy i absolutne triumfy, bez dobra zło istnieć przestanie a wtedy samo będzie musiało ulec przemianie? Z niejednym takim przypadkiem mieliśmy już do czynienia w historii.

Jest też inny aspekt wiersza Herberta odczytywanego w kontekście walki. Ofiary. Wraz z Marsjaszem umiera słowik, siwieje drzewo. Niewinny słowik, niewinne drzewo. Każdy kto chce być Marsjaszem musi być tego świadomy. Musi odpowiedzieć sobie na pytanie warto? Czy ma się  siłę by ciepieć i znosić cierpienia innych.

Aspekt ostatni. Zostawmy na boku politykę. Polityka to rozrywka, komputerowa gra w realu. To, o co naprawdę pozostaje to sztuka. Sztuka nie jest ani zła ani dobra. Sztuka może być tyko mniej lub bardziej piękna. Piękna czyli poruszająca. Uderzająca w strunę budzącą uczucia wzniosłości, uznania, rewerencji, szacunku, zachwytu wreszcie. Można patrzeć na życie w modułach, to znaczy nie wartościując a jedynie oceniając kunszt, choć pewnie Herbert tak żyć nie chciał. Patrząc na pojedynek Apolla z Marsjaszem z tego punktu widzenia kluczową wydaje mi się fraza „słuch absolutny kontra ogromna skala”. Co to właściwie oznacza? Szczerze mówiąc chyba jestem za mały by to pojąć, ale na logikę, w tym pojedynku to Marsjasz jest twórcą, nawet umierając, a Apollo jedynie odtwórcą i interpretatorem. Rzec by można twórca i zombi.

Na zupełnym już marginesie, zastanawiam się czasem jaki jest w ogóle cel, po co istniejemy? Różne odpowiedzi przychodzą do głowy, nie mniej trudno nie zauważyć, przynajmniej osobiście, że największa radość, euforia czasem, potem najfajniejsze wspomnienia dotyczą tworzenia. W zasadzie wszystko jedno czego, im bardziej skomplikowane, wymagające, tym fajniejsze. Potem, po skończeniu takie coś traci na atrakcyjności.

 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj Obserwuj notkę
foros
O mnie foros

</ script> WAU_small ('33nm7mbknmq3 ") </ script > a counter

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka